Caplan, Gadi - Morning Sun

Artur Chachlowski,

ImageTo już nie tak całkiem nowa płyta. Jej premiera odbyła się 1 czerwca, zdążyła już być Albumem Tygodnia w Rock Serwis FM, doczekała się kilku entuzjastycznych recenzji, ale ze względu na szczególny, wakacyjno-urlopowy czas dokonujemy jej małoleksykonowej prezentacji dopiero u schyłku tegorocznej kanikuły.

Właściwie tak sobie myślę, że powinienem jak nic dołączyć do chóry entuzjastów płyty „Morning Sun” Gadi Caplana i jako kolejny recenzent podkreślić jej niebagatelne walory. Bo tak w istocie jest. Ten trzeci krążek w dorobku mieszkającego w Nowym Jorku, a urodzonego w Izraelu, muzyka (jeden z nich, wydany w 2013 roku „Look Back Step Forward” był recenzowany na naszych łamach – bezpośredni link tutaj) to dzieło pod każdym względem intrygujące. Mocno zakotwiczone w duchu rocka lat 70., z ewidentnymi odniesieniami do lekko jazzującej sceny Canterbury, będące finezyjną fuzją pierwiastków rocka, jazzu i bluesa, a przy tym pełne organicznych, czystych i na wskroś analogowych dźwięków. Posiada ono wyraźny odcień oszczędnie brzmiącej muzyki „unplugged”, choć tak naprawdę przez cały czas gra cały zestaw rockowego (i nie tylko: bo na płycie słyszymy i flety, i saksofony, i trąbkę, i skrzypce, i altówki, i wiolonczele…) instrumentarium. Wszystko to sprawia wrażenie jakby słuchało się starych produkcji spod znaku wczesnego Pink Floyd („utwory „Island” i „The Other Side”), Greenslade („Vivadi Swara”), grupy Caravan (otwierający płytę instrumentalny utwór „Hemavati”), jakichś bluesowych standardów („Good Afternoon”), szczypty folk rocka (utwór tytułowy), melancholijnej muzyki ilustracyjnej („La Morena” i finałowa część „Lily’s Day”), a nawet mocnej dawki jazzującej elektroniki („dwie pierwsze części finałowej kompozycji „Lily’s Day”). Ale uwaga! Z powyższego opisu mogłoby wynikać, że muzyka Gadi Caplana jest bardzo eklektyczna. Tymczasem tak nie jest. Bo „Morning Sun” to album spójny i mocno przesycony klimatem dojrzałego rocka lat 70.

Właściwie wszystko o muzyce z tej płyty zostało już powiedziane. Pozostaje tylko wygodnie zasiąść w fotelu, nastawić sobie ten niedługi, o ‘klasycznym’ czasie trwania (42 minuty) album i rozkoszować się tą nieziemsko piękną muzyką. Muzyką zagraną trochę pod prąd wszystkiego, co obecnie ukazuje się w głównym nurcie progresywnego (i nie tylko) rocka. I właśnie tutaj tkwi moja obawa co do należytego odbioru tego krążka. Bo dla miłośników jazz rocka za mało w nim... jazz rocka, dla fanów prog rocka zbyt wiele tu tradycyjnych brzmień, dla miłośników fusion za dużo popu, a dla sympatyków ładnych piosenek za dużo tu pokrętnych rozwiązań melodycznych...

Na koniec dodam jeszcze kilka słów przybliżających sylwetkę naszego dzisiejszego bohatera. Jego podstawowym instrumentem jest gitara. Oprócz „Morning Sun” ma w dorobku dwie solowe płyty: „Opposite Views” (2011) i „Look Back Step Forward” (2013), dwa lata temu dołączył do zespołu The Weeping Willards i tam właśnie narodziła się bliska kompozytorska współpraca z wokalistą Danny Abowdem. Danny nie tylko zaśpiewał na płycie „Morning Sun”, ale i aktywnie współuczestniczył w rozwinięciu muzycznych szkiców Gadi Caplana, które przerodziły się w tak cudownie brzmiące utwory. Skład instrumentalistów wspomagających Caplana uzupełniają: Bruno Esrubilsky (perkusja), Duncan Wichel (instrumenty smyczkowe), Jesse Gottlieb (trąbka), Christian Li (instrumenty klawiszowe), Jonathan Greenstein (saksofony) i Jay Gandhi (flet). To tyle. Słuchajcie tego albumu ile się da. Resztę znajdziecie na stronie www.gadicaplan.com.

MLWZ album na 15-lecie