Pineapple Thief, The - Your Wilderness

Przemysław Stochmal,

ImageZ całą pewnością nie każdy zaliczyłby zespół The Pineapple Thief do czołówki współczesnego rocka progresywnego. O ile prowadzący grupę Bruce Soord w ciągu ostatnich kilku lat wyrósł na jedną z bardziej aktywnych postaci na dzisiejszym prog-rockowym rynku, regularnie publikując nową muzykę oraz udzielając się jako inżynier dźwięku i producent u uznanych w świecie art-rocka marek, o tyle wciąż ciężko było mu osiągnąć w swoich artystycznych poczynaniach pułap, który bezdyskusyjnie pozwalałby postawić go obok najwybitniejszych progrockowych rówieśników. Wydaje się, że teraz, wraz z nowym albumem zatytułowanym „Your Wilderness”, wreszcie może się to zmienić.

Być może na przeciętny poziom poprzednich dwóch albumów The Pineapple Thief jako długogrających całości mogło mieć wpływ dość szybkie wydawnicze tempo, być może brakowało pewnych sprzyjających okoliczności, pewnej „iskry bożej”, aby Bruce’a Soorda i jego kolegów stać było na stworzenie fascynującego, w pełni interesującego dzieła. Tym razem powstała płyta ze wszech miar dopracowana, udana i atrakcyjna.

Tradycyjnie już muzyka wypełniająca nowy album grupy stanowi dowód pedantycznego wręcz podejścia jej lidera do aranżacji, co niejednokrotnie było jedynym realnym atutem nowej muzyki Brytyjczyków. Choć The Pineapple Thief w zasadzie w sposób drastyczny na „Your Wilderness” nie odchodzą od wypracowanej estetyki, przez czterdzieści minut trwania płyty nie ma powodów do znużenia, czy spoczęcia na nostalgicznej mieliźnie. Tutaj nareszcie wszystkie elementy funkcjonują i uzupełniają się w sposób prawidłowy. Nastroje i dynamika kompozycji rozłożone są w odpowiednim balansie. Za solidną kompozycją i błyskotliwymi aranżami nareszcie idą znakomite melodie, zapamiętywalne, nośne, ale nie przybliżające się, jak wcześniej, do granicy rozczarowującej sztampowości.

Materiał, który znalazł się na „Your Wilderness” sprawia wrażenie, jakby Soord zdecydował się zagrać vabanque, angażując całą gamę atutów, z których część do tej pory z niewiadomych przyczyn nie dochodziła do głosu. Co więcej, w okolicznościach nadzwyczaj korzystnej weny twórczej, postanowił posłużyć się asem w postaci zaproszenia do udziału w nagraniu wyjątkowych gości, których obecność w efekcie nadała wykreowanym utworom jeszcze większej atrakcyjności. Zwłaszcza warto tu wspomnieć nazwiska Gavina Harrisona, którego charakterystyczne bębnienie obdarzyło muzykę The Pineapple Thief nową rytmiką, czy saksofonisty legendarnej formacji Supertramp, Johna Helliwella, który ozdobił prześliczną piosenkę „Fend For Yourself” wybornym solo na klarnecie.

Nowa płyta The Pineapple Thief to dzieło bardzo udane, silnie uzależniające i wynagradzające niespełnione nadzieje, jakie Bruce Soord i jego towarzysze rozbudzali z zapowiedziami kolejnych wydawnictw, pełno- bądź niepełnowymiarowych, przez ostatnich kilka lat. Kto wie, być może z czasem płyta zdobędzie wśród sympatyków grupy miano tej najwspanialszej w całym jej dorobku, wszak album, na którym każdy, nie tylko najdłuższy utwór przykuwa uwagę, pozostaje w pamięci i samodzielnie się broni, zdecydowanie na takie miano zasługuje.

PS: Wszystkich jeszcze niesytych ucieszy specjalna edycja płyty z dodatkowym dyskiem zawierającym czterdziestominutowy ciąg kompozycji zatytułowany „8 Years Later” (czyżby powrót do nie raz wykorzystywanej w przeszłości magii liczb?). Dla zagorzałych sympatyków grupy to rzecz niezbędna, dla pozostałych - miły dodatek do głównej atrakcji.  

MLWZ album na 15-lecie