Collins, Phil - Plays Well With Others

Przemysław Stochmal, Collins, Phil - Plays Well With Others

Phila Collinsa śmiało można by nazwać jednym z największych pracoholików w historii muzyki rockowej. W latach swojej największej artystycznej aktywności jego karierę wyznaczały niekończące się cykle tworzenia i prezentowania muzyki spod znaku Genesis, wymiennie z przebojową działalnością solo. Tym, co również stanowi ogromną część dokonań Phila jako wykonawcy, a co stawało się jego udziałem w chwilach wolnych od macierzystych zobowiązań, jest do tej pory nieeksponowana w jednolity sposób sfera działalności artysty jako muzyka sesyjnego. Udział Collinsa w przebogatej ilości nagrań całej rzeszy muzyków z różnych zakamarków gatunkowych muzyki rozrywkowej, nierzadko będących mega przebojami, wreszcie doczekał się zaprezentowania w ramach jednego oficjalnego wydawnictwa przekrojowego.

Główna idea, jaka przyświeca czteropłytowej kompilacji „Plays Well With Others”, to przedstawienie reprezentacji piosenek, które Phil, zazwyczaj tylko i wyłącznie w roli perkusisty, w ciągu swojej kariery nagrał jako gość, choć pojawiają się i odstępstwa od tej reguły, jak cytowany symbolicznie repertuar Flaming Youth, Genesis i Brand X, czy kilka piosenek z repertuaru solowego, które nie znalazły się w ściśle mainstreamowej czołówce utworów artysty, jak i wersje do tej pory słabo rozpowszechnione.

Prezentacja nagrań na pierwszych trzech płytach zamyka się w ramach czasowych 1969-1982, 1982-1991 oraz 1991-2011. Ich program został tak ułożony, że właściwie w przypadku każdego z nich można by wyróżnić pewną stylistyczną myśl przewodnią. Płyta numer jeden daje przykłady występów Collinsa zapraszanego do ogromnie różniących się gatunkowo inicjatyw, choć nie da się ukryć, że niemal przez całą dekadę to jazz-rockowe inspiracje najsilniej wyznaczały styl gry perkusisty szukającego własnego, niepowtarzalnego uderzenia, więc to jazz-rock mógłby być najsłuszniej obranym przybliżonym określeniem tej części. Druga płyta to z kolei pop-rockowe megahity, którym specjalnego sznytu nadawał zdefiniowany, ukształtowany, niebywale charakterystyczny styl bębnienia. Wreszcie trzeci dysk to dominacja wysmakowanego, kameralnego popu bliskiego kilmatom smooth-jazzowym. Wszelkie te przewodzące nastroje, dynamika, stylistyka tak naprawdę są odzwierciedleniem rozwoju kariery Phila Collinsa jako muzyka i kompozytora, dla którego obecność tu i tam działała na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Collinsa szukali artyści o podobnych ambicjach i skłonnościach artystycznych, inspirowani jego grą i charyzmą, on z kolei czerpał z ich muzycznych perspektyw i idei – czego najbardziej namacalnym dowodem jest obecność w tym zestawie piosenek takich artystów, jak Eric Clapton, Stephen Bishop czy David Crosby, którzy przecież pojawiali się na solowych nagraniach Phila.

Czwarty krążek z zestawu zawiera wyłącznie nagrania z występów na żywo, w lwiej części pochodzące z przełomu lat 90. i nowego wieku. W tej połączonej oklaskami jednej wielkiej koncertowej imprezie, zwraca uwagę zwłaszcza jej punkt kulminacyjny, czyli ponad dwudziestominutowa wariacja na temat klasyka Average White Band „Pick Up The Pieces”, wykonana w ramach projektu The Phil Collins Big Band, jak również umieszczony na końcu wycinek ze słynnego koncertu dla królowej Elżbiety II (2002 r.), prezentujący Collinsa akompaniującego takim gwiazdom, jak Eric Clapton, Annie Lennox, Bryan Adams czy Joe Cocker.

Jak napisał we wkładce do płyty Michael Hann z „The Guardian” – „jest to kompilacja tak bardzo różnorodna, że prawie na pewno nie polubicie każdej jednej piosenki, która na niej jest, sam Phil z pewnością nie wszystko lubi”. Tym bardziej wyjątkowa i uniwersalna to rzecz i tym donioślej świadcząca o roli Collinsa w historii muzyki popularnej.

Wśród bogactwa pięćdziesięciu dziewięciu piosenek, które wypełniają „Plays Well With Others”, znalazły się kompozycje takich artystów, jak Brian Eno, Robert Plant, Gary Brooker, Al Di Meola, Eric Clapton, Paul McCartney, Tony Bennett… – a to tylko zaledwie część nazwisk! Co więcej, mimo swojej złożoności, zasobności i eklektyzmu, kompilacja zdecydowanie nie wyczerpuje tematu. Co najmniej jedną tak samo ciekawą publikację dałoby się skompilować, gdyby Phil zechciał wrócić do utworów nagranych z gitarzystami Genesis, zespołami Camel, Thin Lizzy, z Mike’em Oldfieldem, czy do koncertowych nagrań z The Who, Jethro Tull lub Black Sabbath. Być może niegdyś się tak stanie, wszak i w repertuarze ujętych na albumie artystów pozostaje wiele nagrań z udziałem Collinsa wartych przypomnienia, niemniej z tego pięknie i schludnie wydanego, przebogatego we wnętrzu pudełka czerpie się z prawdziwą przyjemnością, a o niedosycie nie może być mowy.

MLWZ album na 15-lecie