Twelfth Night - Sequences

Artur Chachlowski, Twelfth Night - Sequences

Pozostający od wielu lat w studyjnym uśpieniu (lecz wciąż koncertujący i od czasu do czasu przypominający się okolicznościowymi wznowieniami – m.in. omawiana przez nas niedawno trzypłytowa reedycja albumu „Fact And Fiction”) legendarny brytyjski zespół Twelfth Night powrócił do pracy w studio, nagrywając nową wersję kompozycji "Sequences" i w 100-lecie zakończenia I wojny światowej wydał ją na płycie pod tym samym tytułem.

Kronikarze i oddani sympatycy Twelfth Night doskonale wiedzą, że „Sequences” od wielu lat pozostaje najpopularniejszym utworem tego zespołu, zwykle zamykającym każdy jego koncert. Utwór opowiada historię młodego żołnierza z Warrington, który walczy w regimencie South Lancashire na frontach pierwszej wojny światowej i powraca do domu pokaleczony, jako kompletnie odmieniona pod względem mentalnym, osoba. Postacią, która zainspirowała Geoffa do napisania tekstu był dziadek jego żony Jane, generał Jack Parham. W trakcie koncertów Geoff zakładał nawet jego mundur, by podkreślić wagę tekstu i wizualnie wzmocnić jego przekaz.

Trzeba wiedzieć, że pomimo wielu znanych koncertowych i instrumentalnych wersji, które zostały wykonywane przez Twelfth Night w trakcie minionych 40 lat, do tej pory nie było nagrania studyjnego tego utworu z tekstem i z wokalem. Bo trzeba wiedzieć, że oryginalnie była tylko instrumentalną kompozycją i dopiero antywojenny w swojej wymowie tekst Manna nadał temu utworowi całkowicie nowego wymiaru.

"Czas był właściwy, aby wypełnić lukę i nagrać ten brakujący kawałek naszej muzyki. Myślę, że tym sposobem udało nam się godnie upamiętnić stulecie zakończenia pierwszej wojny światowej" – tak komentuje premierę albumu „Sequences” perkusista i współzałożyciel zespołu, Brian Devoil.

Pod nieobecność zmarłego w 1993 roku, Geoffa Manna, w rolę wokalisty wcielił się znany z koncertowych występów z grupą Galahad, Mark Spencer. Jak się okazuje, obdarzony jest on podobną barwą głosu do Geoffa i świetnie zinterpretował jego pacyfistyczny tekst. Pochodzący z archiwalnych taśm głos Geoffa pojawia się na chwilę (jako Sierżant-Major Pep) w połowie 4 minuty tej trwającej ponad 23 minuty kompozycji.

Na płycie „Sequences” znalazły się w sumie trzy utwory. Pierwszy, to wspomniana już, nagrana na nowo z wokalem Marka Spencera, kompozycja tytułowa, drugi – to instrumentalna wersja tego samego nagrania, a trzeci, umownie zatytułowany „Interpretations” to 10-minutowa, oparta głównie na melodycznej linii fortepianu, impresja na temat tematów przewodnich zawartych w tej kompozycji.

W nagraniach uczestniczyli dwaj oryginalni członkowie grupy Twelfth Night, Brian Devoil (perkusja) i Andy Revell (gitara) oraz wspomniany już Mark Spencer (wokal, instrumenty klawiszowe, orkiestracje). Do studia nagraniowego zaproszono ponadto całą plejadę rockowych gwiazd na czele z keyboardzistą grupy Galahad, Deanem Bakerem (fortepian, instrumenty klawiszowe) i basistą Andy Faulknerem. Obaj od kilku lat są członkami koncertowego składu Twelfth Night. Jak głosi wieść zamieszczona w 16-stronicowej książeczce zawierającej obrazki ilustrujących tekst utworu „Sequences” oraz skróconą historię zespołu, w nagraniach wziął też udział 200-osobowy (sic!!!) chór wokalny, w składzie którego znajdujemy m.in. tak znane nazwiska, jak Stu Nicholson.

Jak wcześniej wspomniałem, „Sequences” należy do najbardziej lubianych i ukochanych przez fanów utworów w niemałym przecież dorobku grupy Twelfth Night. Pomimo wielu znanych koncertowych i instrumentalnych wersji, które zostały wykonywane przez Twelfth Night w trakcie minionych 40 lat (m.in. na słynnych w progrockowych kręgach płytach „Live At The Target” i „Live And Let Live”), do tej pory nie było nagrania studyjnego tego utworu z tekstem i z wokalem. Ta okazja trafia się nam teraz. A że w swojej wokalnej wersji AD 2018 „Sequences” stał się wspaniałym epikiem urastającego do miana klasyka neoprogresywnego gatunku, to okazji tej przegapić nie można.

Jedni mówią: „must have”, inni nazwą ten album, idąc śladem tytułu jednej z poprzednich płyt Twelfth Night, „collectors item”, a ja powiem, że nie ma się co oglądać i zastanawiać, tylko konieczne trzeba wejść w posiadanie tej niezwykłej płyty, bo zawiera ona muzykę z najwyższej progrockowej półki.

MLWZ album na 15-lecie