Lizard - Tales From Artichoke Wood

Artur Chachlowski,
ImageNiespodziewanie szybko ukazał się ten album. O ile premiery dwóch pierwszych płyt Lizardu dzieliło aż 8 lat, to druga i trzecią – zaledwie rok. Nowe wydawnictwo pochodzącego z Bielska – Białej zespołu zainspirowane jest twórczością wybitnych mistrzów pędzla i sztalugi: Vincenta vanGogha, Salvadora Dali i Pabla Picassa. To oni są bohaterami trzech głównych, trwających po kilkanaście minut muzycznych sekwencji. Niczym klamra spina je dwuczęściowa kompozycja tytułowa napisana, wydaje się, pod wpływem obrazu będącego projektem graficznym okładki. Pomimo uważnego studiowania zawartości książeczki nie znalazłem wzmianki o jego autorze. A trzeba przyznać, że karczochowy las prezentuje się doprawdy imponująco. I to zarówno pod wizualnym, jak i muzycznym względem. Główna w tym zasługa lidera zespołu Damiana Bydlińskiego, który z płyty na płytę odgrywa w zespole coraz poważniejszą rolę. Na „Tales From Artichoke Wood” jest on jedynym (poza jednym krótkim fragmentem) autorem muzyki i tekstów. Pamiętam, że wcześniej było w Lizardzie pod tym względem bardziej demokratycznie. Ale nie znaczy to wcale, że zespół za sprawą Damiana podążył w jakimś zupełnie nowym, odmiennym kierunku. Owszem, na nowej płycie sporo jest nowych pomysłów i nieznanych wcześniej w stylistyce Lizard klimatów, ale zespół nie pozbył się własnego charakterystycznego, łatwo rozpoznawalnego brzmienia. Damian posiada wspaniały dar oddawania celnym i trafnym słowem atmosfery płócien słynnych malarzy. W dodatku muzycznie idealnie oddaje on klimat pejzaży, krajobrazów i portretów. Na przykład z impresji poświęconej Picasso aż tryska gorąca atmosfera katalońskiej krainy (kastaniety, rytm bolera). Bardzo dobrze słucha się tej płyty. Lizard przypomniał się nią dowodząc, że jest naprawdę w fantastycznej formie. W zespole zaszła jedna zmiana: nie ma już w składzie Andrzeja Janczy, zastąpił go z powodzeniem Krzysztof Maciejowski, który gra nie tylko na klawiszach, ale i na skrzypcach. I właśnie te mocno wyeksponowanie dźwięki skrzypiec są najbardziej charakterystyczną zmianą w brzmieniu zespołu. Jeszcze bardziej upodabnia go to do legendarnej formacji UK, czy King Crimson z Davidem Crossem w składzie. Inspiracja godna najwyższego szacunku, a wykonanie zgoła rewelacyjne. Z synkopowymi zmianami tempa (doskonale współpracująca sekcja rytmiczna Mariusz Szulakowski – dr oraz Janusz Tanistra – bg) idealnie współgrają piękne melodie i niepowtarzalny nastrój znany z poprzednich płyt. Taki jest teraz Lizard AD 2005. I jego muzyka. A właściwie to nie tylko muzyka. To obrazy malowane dźwiękiem i słowem. Rewelacja. Jaszczury w karczochowym lesie czują się doskonale.
MLWZ album na 15-lecie