D Project

Gardening Club, The - The Riddle

Artur Chachlowski, Gardening Club, The  - The Riddle

Urodzony 72 lata temu w Wielkiej Brytanii i od wielu lat mieszkający w Kanadzie Martin Springett znany jest przede wszystkim jako uznany grafik i ilustrator. Równolegle rozwija on także swoją drugą pasję – muzykę. Stoi na czele projektu The Gardening Club, w którym otoczył się bardzo zdolnymi muzykami, z którymi zrealizował album zatytułowany „The Riddle”. Wypełniony jest on zwodniczo skomplikowanymi małymi muzycznymi perełkami. Mówię "zwodniczo", ponieważ przy pierwszym odsłuchu można pomylić się w ich ocenie, a dopiero przy którymś przesłuchaniu odkrywają one przed słuchaczem swoje piękno. Mówię „perełkami”, gdyż piosenki wypełniające ten krążek to w większości bardzo ładne i zgrabne utwory. Jest ich aż 15 (w tym kilka instrumentali), co w połączeniu z czasem trwania (trzy kwadranse) tego albumu sprawia, że nie sposób mówić o nich inaczej niż „małe perełki”.

Wokal Springetta jest bardzo angielski, a jego ekspresja wokalna powoduje, że często łapię się na tym, że jego muzyka często przypomina mi zespoły The Strawbs i Caravan. Stylistycznie jesteśmy na „The Riddle” gdzieś w okolicach folkowego prog rocka z wyraźnym powiewem brzmienia sceny Canterbury, z tym że często wiodącym instrumentem zdaje się być gitara akustyczna. Nie brakuje tu wszakże stonowanych solówek na gitarę elektryczną oraz autentycznie pięknych saksofonowych (Wayne Kozak) partii.

Jak już wspomniałem, płyta składa się ze stosunkowo krótkich kompozycji, a otwierające całość instrumentalne nagranie "Riddle Overture" (3 minuty 11 sekund) i następujące zaraz po nim „Whirled Away” (2 minuty 35 sekund) w oczywisty sposób pokazują, że ​​Springett naprawdę nie potrzebuje dużo czasu, aby zademonstrować wiele oryginalnych struktur i rozwiązań instrumentalnych, przypisujących jego produkcje do progrockowego gatunku. Springett i jego The Gardening Club to mistrzowie krótkiej formy, zwięzłej wypowiedzi i maksymalnego streszczania się. To coś podobnego co robi zespół Muse, który w 3 minuty potrafi wyrazić to samo, co np. Arena w kwadrans. Wszystko to sprawia, że ​​płyta „The Riddle” jest miłym w odbiorze albumem, który spodoba się szczególnie fanom melodyjnego prog rocka.

Nie muszę dodawać, że Martin Springett we wspaniały sposób opracował też projekt graficzny płyty. Okładkę możecie podziwiać powyżej. Zapewniam Was, że zawartość grubej książeczki, w której znajdują się graficzne ilustracje każdego utworu, prezentuje się pod tym względem jeszcze bardziej efektownie.

MLWZ album na 15-lecie