Lesoir - Latitude

Robert "Morfina" Węgrzyn, Lesoir - Latitude

Pierwsze skojarzenie? Dobry, rzetelnie zagrany francuski rock metal, a chwilami pop. Francuski? Przesłuchałem uważnie i przestudiowałem książeczkę. Na wokalu (a także na fletach i fortepianie) Maartje Meessen, na drugim wokalu (i gitarach oraz syntezatorach) Eleen Bartholomeus, na basie Ingo Jetten, na perkusji Bob van Heumen, a na gitarach Ingo Dassen. Pomyślałem: halo, o co chodzi? Po kilkukrotnym przesłuchaniu powiem, że ciekawy jest ten album. Album zespołu bynajmniej nie pochodzącego z Francji, bo, jak się okazuje, grupa Lesoir to Holendrzy i Holenderki.

Muzyka Lesoir to folkowy klimat, wszechobecne przeszkadzajki, fagoty i inne instrumenty plus klasyka: gotyk klimatu, artrockowe klawisze, fajne gitary, basik i bębny oraz dwie panie na wokalu. Maartje śpiewa w stylu ‘nostagic pop/rock’, wszystkie utwory fajnie są ze sobą połączone, a zespół gra ze sporym smakiem i wyczuciem.

Bardzo przypadł mi do gustu nostalgiczny i emocjonalny numer „Gone and Forgotten”, zachwyciły mnie w nim piękne przestrzenie i rytmika. To zdecydowanie wyróżniający się numer, któremu dodatkowo towarzyszy cudowny klip zrealizowany z orkiestrą The Spethsonian Orchestra. Brawo, super wykon!

Cała płyta „Latitude” jest już czwartym albumem w dorobku zespołu i zawiera aż trzynaście kompozycji zanurzonych w klimacie post/pop rocka, z fajnie i ciepło brzmiącymi gitarami. Całość utrzymana jest w nieco eksperymentalnym i bardzo ambitnym klimacie. Bardzo przyjemne granie. W dodatku wszystko to zostało wyprodukowane przez Bruce’a Soorda z The Pineapple Thief, który nadał skomponowanym przez Lesoir utworom całkowicie nowego wymiaru. Ciekaw jestem jak potoczy się dalsza kariera tego holenderskiego zespołu? Serdecznie polecam.

www.gentleartofmusic.com

MLWZ album na 15-lecie