Last Flight To Pluto - A Drop In The Ocean

Artur Chachlowski, Last Flight To Pluto - A Drop In The Ocean

Last Flight To Pluto jedna z wielu tak popularnych w Wielkiej Brytanii grup rockowych, na czele których stoi stojąca za mikrofonem kobieta. Prezentują nowoczesne podejście do muzyki progrockowej, a jednocześnie utrzymują atmosferę tradycyjnej szkoły rocka, dzięki licznym i dość eklektycznym muzycznym inspiracjom.

O grupie Last Flight To Pluto pisaliśmy przed dwoma przy okazji prezentacji debiutanckiej płyty „See You At The End” i wyrażaliśmy się o niej w samych superlatywach. Tymczasem, z niewielkim opóźnieniem, bo pierwotnie zapowiadany był jeszcze kilkanaście miesięcy temu, 28 marca ukazuje się drugi album zespołu zatytułowany „A Drop In The Ocean”. W skład Last Flight To Pluto wchodzą: wokalistka Alice Freya, perkusista Daz Joseph, gitarzyści Jack Parry i Ryan Barnard oraz basista Jay Lewis Kreft. Przed założeniem zespołu wszyscy znali się z grania w różnych formacjach, które czasami spotykały się ze sobą na scenach klubów południowej Walii. Pewnie tam poznali Roba Reeda – muzyka znanego m.in. z grupy Magenta. W trakcie nagrywania utworu "Masheena", który na płycie „A Drop In The Ocean” oznaczony jest indeksem 1, okazało się, że potrzebuje on dodatkowej aranżacji, czegoś dodatkowego, co ożywiłoby go jeszcze bardziej. Zespół poprosił więc Reeda, by zagrał syntezatorach. No i dzięki temu otrzymaliśmy jeden z najmocniejszych punktów programu całego albumu. Zresztą Reed był pod takim wrażeniem, że zaangażował się jeszcze bardziej w rozwój zespołu i reprezentując wytwórnię White Knight Records, podpisał z nim kontrakt wydawniczy.

Wokalistka Alice Freya tak mówi o nowym materiale swojej grupy: "Jesteśmy naprawdę podekscytowani tym albumem i nie możemy się doczekać, kiedy nasi fani go usłyszą. Uważamy, że idealnie oddaje on obraz tego jak nasz zespół rozwinął się w czasie pomiędzy dwoma albumami”. I rzeczywiście, słuchanie nowego materiału przynosi sporo radości. Nie wiem jeszcze czy „A Drop in The Ocean” podoba mi się bardziej czy też mniej niż „See You At The End”. Myślę, że nowej płycie warto dać szansę, a na pewno trzeba dać jej czas. O ile przy pierwszym czy drugim przesłuchaniu nie zachwyca aż tak bardzo jak debiut, to jednak po dokładniejszym poznaniu sprawia więcej niż solidne wrażenie.

Wspomniany już utwór „Masheena” jest prawdziwym kołem zamachowym nowego wydawnictwa napędzającym kolejne utwory i wyznaczającym styl, w jakim utrzymana jest reszta płyty. Składa się ona z sześciu utworów, których długość rozpościera się od 7 do 10 minut. Kolejne nagrania, z „Coverland” na czele, potwierdzają, że zespół Last Flight To Pluto zrobił spory krok do przodu i ładnymi melodycznymi tematami oraz klimatycznymi nastrojami zręcznie kreuje przyjemną atmosferę, w której utrzymane są poszczególne kompozycje.

Podbity elektronicznym bitem ”The Kings Are Dead” ma świetne gitary, a wokalistka śpiewa z niesamowitym oddaniem i uniesieniem. Zachwyca też epickie zakończenie kompozycji „Supergirl” z mocarnym i długim gitarowym solo.

Na pewno jest to mocna i godna kontynuacja pierwszego albumu grupy Last Flight To Pluto, coś, co nie zawsze udaje innym zespołom cierpiącym często na tzw. „syndrom drugiej płyty”.

MLWZ album na 15-lecie