Coma - Sen o 7 szklankach

Paweł Świrek, Coma - Sen o 7 szklankach

Wydany w marcu nowy studyjny album Comy, w przeciwieństwie do poprzednich dokonań zespołu, nie jest w pełni autorskim wydawnictwem. Wszystko zaczęło się od trasy „Męskie Granie 2018”, podczas której zespół Coma prezentował własne wykonanie piosenek z filmów dla dzieci i młodzieży (głównie z „Pana Kleksa”). Nowe wydawnictwo zatytułowane „Sen o 7 szklankach” zawiera studyjne wersje utworów ze wspomnianej trasy koncertowej uzupełnione instrumentalnymi wstawkami autorstwa poszczególnych muzyków zespołu oraz jedną premierową kompozycję.

Płytę rozpoczyna „Witajcie w naszej bajce”. Zamiast iście dziecięcej piosenki otrzymaliśmy całkiem zacne rockowe wykonanie. Potem rozpoczyna się utwór „Marsz robotów”. I nad nim trochę więcej się rozpiszę. Na plus zapisać można ciekawe wykonanie od strony instrumentalnej (w oryginale był to elektroniczny koszmarek), wokalnie – podobnie jak w oryginale - mamy elektronicznie przetworzony głos, lecz tutaj zamiast recytacji mamy… melorecytacje Piotra Roguckiego. Minusem jest to, że głos przetworzony jest trochę nie w ten sposób, jakby się chciało (przez co utwór trochę traci swój klimat), ale i tak jest to powiew nowoczesności w stosunku do prymitywnego vocodera z lat 80. W utwór ten wpleciony został fragment monologu z filmu „Podróże Pana Kleksa”, a ściślej fragment przemówienia Wielkiego Elektronika do armii robotów. W kilku fragmentach delikatnie zmieniony został tekst.

Wspomniane wcześniej instrumentalne wstawki tworzone przez poszczególnych muzyków są snami o konkretnej szklance. „Sen o pierwszej szklance” w całości stworzył Rafał Matuszak, „Sen o drugiej szklance” Marcin „Kobez” Kobza, „Sen o trzeciej szklance” – Dominik Witczak, „Sen o czwartej szklance” Adam Marszałkowski (w tym utworze pojawia się cytat z „Akademii Pana Kleksa” – wyrecytowane z sekwencji rysunkowej: „Adasiu! Ratuj mój pociąg”), „Sen o piątej szklance” Piotr Rogucki i „Sen o szóstej szklance” Paweł Cieślak.

Jedynym premierowym utworem w tym zestawie jest „Fantazja” – singiel promujący tą płytę. Muzycznie bliski jest on ostatnim dokonaniom Comy. Nie brakuje tu charakterystycznej gry słów i metafor. Można to odebrać jako rozrachunek z czasami dzieciństwa i wejściem w dorosłość. Najsłabiej moim zdaniem wypadły opracowania utworów „Chodź ze mną” i „Ratujmy kosmos”. Natomiast bardzo ciekawie wyszła interpretacja takich utworów, jak „Wędrówka” czy „Meluzyna”. W pierwszym przypadku – zrobienie 1:1 coveru Lady Pank mogło być bezsensowne, za to otrzymaliśmy stylizowane na styl Comy własne opracowanie tej kompozycji, będące zupełnie nowym spojrzeniem na ten utwór. Podobnie ma się rzecz z „Meluzyną”. Podrabianie Małgorzaty Ostrowskiej byłoby samobójstwem, dlatego własna nieco odmienna interpretacja tej kompozycji wypadła nader ciekawie. Ciekawostka jest, że „Przybysze z mat planety” wydano na płycie w dwóch wersjach.

A inne kompozycje z „Pana Kleksa”? „Z poradnika młodego zielarza” jest bardzo ciekawą wariacją na temat oryginału, gdzie zamiast wielogłosu mamy pojedynczy wokal Piotra Roguckiego. Zaś „Pożegnanie z bajką” jakoś średnio mnie przekonuje (ale oryginał też mi się nie podobał; powiem, że nawet był znacznie gorszy od interpretacji Comy).

Na płycie znalazła się jeszcze jedna niespodzianka – jako track nr 17, niewymieniona na okładce, bardzo cicha elektroniczna impresja poprzedzająca remix „Przybyszy z mat planety”. Można zespołowi zarzucić, że nie zdecydował się na opracowanie tytułowego utworu, czyli „Snu o siedmiu szklankach”, ale wtedy byłoby pewnie już za dużo „Pana Kleksa” na płycie.

Wypada sobie zadać pytanie: czy „Sen o 7 szklankach” to płyta coverowa? Trudno to tak określić (choć faktycznie wariacje na temat starych utworów stanowią większość programu tego albumu). Coverowany repertuar powstał jeszcze w latach 80. (a kompozycja z filmu „Pan Samochodzik” dwie dekady wcześniej), stąd uwspółcześnione nowe spojrzenie na ten repertuar stanowi sporą ciekawostkę. Czy spodoba się to fanom Comy? To zależy. Jeśli ktoś oczekuje brzmień zbliżonych do tych z pierwszych płyt zespołu, to raczej nie ma czego tu szukać. Bliżej tym wykonaniom do ostatnich płyt zespołu niż do wczesnego okresu. A to dowodzi, że zespół ciągle się rozwija i nie poprzestaje w swoich poszukiwaniach.

MLWZ album na 15-lecie