Ciolkowska - Avtomat Proshlogo

Artur Chachlowski, Ciolkowska - Avtomat Proshlogo

Nie spodziewałem się tej przesyłki. Nie z tego kierunku. Bo oto z Rosji dotarł do mnie album wypełniony po brzegi psychodelią i space rockiem. Kwartet o nazwie Ciolkowska pochodzi z Sankt Petersburga, a jego produkcje są dość trudne do przypisania do jednego konkretnego gatunku muzycznego. Ale to właśnie mieszanie różnych elementów i muzycznych wpływów sprawia, że ​​ich album „Avtomat Proshlogo” (Automat przeszłości) tak wciąga i intryguje.

Są co najmniej dwie rzeczy, które wyróżniają Ciolkowską na tle innych psychodelicznych zespołów rockowych. Po pierwsze, ich muzyka, choć często instrumentalna, zawiera elementy wokalne (odpowiada za nie gitarzysta Yegor Svysokihgor), co pomaga nadać utworom większej przestrzeni. A po drugie, zespół ma w swoim składzie rzadko używany instrument - ukulele. Szczerze muszę przyznać, że nie natknąłem się na zespół rockowy z takim instrumentem wykorzystywanym jako główny składnik i byłem mile zaskoczony, że Ciolkowska potrafi tak umiejętnie go wykorzystać (na instrumencie tym gra Alesya Izlesa) w niezwykle ciekawy sposób, nadając swojej muzyce ulotne quasi-smyczkowe brzmienie. Dla porządku dodajmy, że oprócz Svysokihgora i Izlesi skład grupy uzupełniają basista Vano Ayvazyan oraz perkusista David Aaronson.

Ciolkowska została założona w 2012 roku i od tego czasu wydała już kilka płyt. Według portalu Bandcamp „Avtomat Proshlogo” jest już siódmym produktem zespołu. Trzeba przyznać, że to niezła wydajność w jednostce czasu. Całość składa się z dziewięciu utworów, które trwają przeważnie od pięciu do dziewięciu minut, a ich psychodeliczno-rockowy rdzeń zawiera pierwiastki zaczerpnięte z shoegaze, dub, post rocka, a może nawet i alternatywnego rocka. Partie wokalne wykonane są po rosyjsku, a mocno zachrypnięty głos Svysokihgora brzmi mocno, pewnie i swobodnie.

Album został nagrany na żywo w Dobrolet Studio w Sankt Petersburgu, a podstawowy skład zespołu został wzmocniony przez trębacza (Aleksey Gorshkov), który wpuścił w mroczne brzmienie Ciolkowskiej orientalne partie jazzowe. Najlepiej słychać to w „My Iz Dzhaza” - muzycy przybliżają się tu swoją grą w stronę czystego jazzu. W programie płyty, oprócz oryginalnego materiału, znaleźć można dwa covery („Pogolok” i „Pro Gospoda i Buddu”). Nie znam ani wcześniejszych wersji, ani też dokonań oryginalnych wykonawców (zespoły Liompa i udUbrenje), ale oba te nagrania nieźle wpisują się w stylistyczną ciągłość płyty. W utworze „108” w tekście zespół przywołuje niczym mantrę nazwiska Janis Joplin, Jimi Hendrixa i Jima Morrisona, tworząc w ten sposób rasowy numer, który przenosi nas do przełomu lat 60. i 70. i pełnej, nie tylko muzycznych, odlotów kultowej epoki flower power. Ten właśnie natchniony, nieomal somnambuliczny klimat wylewa się na umieszczone na samym końcu płyty nagranie „Pro Gospoda i Buddu”, które w uduchowiony sposób zamyka program tego albumu.

Pomimo tego, że „Avtomat Proshlogo” jest albumem nagranym ‘na setkę’, brzmi on bardzo spójnie i przejrzyście i oferuje blisko godzinną przejażdżkę pełną muzycznych niespodzianek. Fani psychodelii i rocka kosmicznego, którzy nie mają uprzedzeń do powplatanych tu i ówdzie elementów zapożyczonych z innych, wymienionych wyżej, gatunków będą zachwyceni ilością pomysłów, które zostały tu wykorzystane i umiejętnie przez Ciolkowską zaadaptowane.

MLWZ album na 15-lecie