Habitat - Puente

Artur Chachlowski,

Image„Puente” (Most) to trzeci album w dorobku argentyńskiej grupy Habitat. Poprzednie, „Historias Olvidadas” (1997) i „Baul Repleto Du Sugerencias” (2001), nie pomogły grupie dostać się ze swoją muzyką na europejskie salony progresywnego rocka. Jak będzie z nowym krążkiem? Trudno powiedzieć, choć z całą pewnością wykonywane w języku hiszpańskim utwory nie będą ułatwiać sprawy. A w dodatku album „Puente” to dość nierówne wydawnictwo. Są na nim nagrania o wyrazistych liniach melodycznych i mające w sobie coś z potencjalnych przebojów („Puentes”, „Guardianes Del Jardin”), ale większość kompozycji to utwory nieco rozmazane, niejednolite w swojej konstrukcji, a przy tym niejednokrotnie zaskakują one swym nietypowym instrumentarium (na przykład długa sekwencja grana na dudach w finale utworu „La Ultima De Las Ananas Buenos”). Zupełnie też nie rozumiem umieszczenia na tej studyjnej przecież płycie, w jej samym środku, instrumentalnej kompozycji „La Enamorada Del Juglar” granej na ludowym instrumencie o nazwie land i wykonanej na żywo na jakimś klubowym koncercie...

Jest kilka fragmentów na tej płycie, które przyprawiają o żywsze bicie serca (jak interakcja pomiędzy klawiszami, a gitarą w utworze „Puentes”, czy genesisowski klimat nagrania „Labradora Espacial”), ale ogólny charakter albumu „Puente” jest raczej akustyczny, chwilami wręcz zbyt spokojny, by nie powiedzieć senny.

Jednym zdaniem, niniejszy album Argentyńczyków ma swoje momenty, ale nie ma ich zbyt wiele, by wróżyć tej płycie wielki sukces. „Puente” to raczej rzecz dla oddanych miłośników południowoamerykańskiego art rocka, którzy cenią sobie dobre wykonanie i inne niż typowo europejskie odcienie progresywnej muzyki.

Na osobną wzmiankę zasługuje wokalista i lider zespołu (gra on na gitarze, basie i w kilku utworach na instrumentach klawiszowych), Aldo Pinelli. Obdarzony jest on ciekawą barwą głosu i, jako autor najciekawszych kompozycji na płycie, z pewnością zasługuje na specjalne wyróżnienie. W przekonaniu tym utwierdza mnie solowy album Pinelliego „Una Seleccion de Viejas Canciones”. Z niewielką pomocą innych muzyków prezentuje on na nim 20 uroczych instrumentalnych miniaturek zagranych na akustycznej gitarze i utrzymanych w stylu kameralnych utworów Steve’a Hacketta, czy Jeana Pascal Baffo. Cudeńko!

MLWZ album na 15-lecie