Roussak, Andrew - No Trespassing

Artur Chachlowski,

ImageAndrew Roussak to urodzony w rosyjskiej Ufie pianista, który przed kilkoma laty osiedlił się w Niemczech i w kraju tym zasymilował się na tyle udanie, że przed dwoma laty został uhonorowany niemiecką nagrodą państwową „Pop & Rock Award 2006” jako najlepszy muzyk grający na instrumentach klawiszowych oraz jako najlepszy artysta solowy.

Andrew wśród swoich wielkich mistrzów wymienia z jednej strony Jana Sebastiana Bacha, a z drugiej – wirtuozów rockowej klawiatury, Keitha Emersona i Ricka Wakemana. Wszystkim im oddał hołd na swojej debiutanckiej płycie zatytułowanej „No Trespassing”, na której zebrał utwory zarejestrowane na przestrzeni kilku minionych lat w różnych studiach nagraniowych w Niemczech, Francji i Rosji. I tak, zamieścił na niej własne interpretacje dwóch dzieł Bacha: Preludium no. 2 c-moll z „Wohltemperierte Klavier” („Prelude”) oraz słynny chorał z kantaty no. 147 „Herz und Mund und Tat und Leben” („Jesu, Joy of Man’s Desiring”). Te dwie bardzo umiejętnie przystosowane do wymogów współczesności i zagrane przez Roussaka w porywający sposób na syntezatorach, wersje klasycznych dzieł sąsiadują na „No Trespassing” z autorskimi kompozycjami naszego bohatera. Można je podzielić na dwie grupy. Pierwszą stanowią utwory instrumentalne. I to właśnie w nich Roussak wyraźnie składa niski pokłon dokonaniom panów Emersona i Wakemana. Słuchając utworów „Vivace Furioso”, „All Good Things” i „Wartime Chronicles” nieomal odnosi się wrażenie, że to nieznane nagrania z dorobku tria ELP, czy solowego repertuaru Ricka Wakemana. Drugą grupę autorskich kompozycji Roussaka stanowią piosenki. Śpiewane są one (niestety nie zawsze udanie) przez Hendrika Plachtzika, a Roussakowi towarzyszą w nich inni instrumentaliści (Steffen Hehrer, Oliver Weislogel, Alan Graham, Jurgen Wannenwetsch, Sebastian Sauberlich). Wśród kompozycji tych znajdujemy utwory mieszczące się w kategorii „pop rock” (tytułowy „No Trespassing”, „Lost In The Woods”, czy „Rhythm Of The Universe”), utwory nieomal musicalowe („Maybe”), a nawet nagrania o charakterze kabaretowo – wodewilowym („Do Without Me”).

Dość eklektyczny to album, ale – jak już wcześniej wspomniałem – z założenia pełni on rolę podsumowania i zebrania do kupy różnorakiego materiału, nad którym Andrew Roussak pracował przez ostatnie lata. Należy przypuszczać, że kolejne płyty jego autorstwa ukierunkowane będą bardziej jednotorowo, przez co na pewno zyskają na spójności i jednorodności stylistycznej. Niemniej jednak, słuchając muzyki, która wypełnia album „No Trespassing”, można z łatwością przekonać się co najmniej o trzech sprawach: że Andrew Roussak jest po pierwsze niezwykle sprawnym i obdarzonym prawdziwą bożą iskrą pianistą, po drugie – utalentowanym kompozytorem, a po trzecie – zdolnym interpretatorem dzieł muzyki dawnej, potrafiącym przystosować je do współczesności za pomocą baterii swoich magicznie grających syntezatorów.

MLWZ album na 15-lecie