Simon Says - Tardigrade

Artur Chachlowski,

ImageUkazał się właśnie nowy album grupy Simon Says, będący dopełnieniem trylogii, na którą składają się płyty “Ceinwen” (1995), “Paradise Square” (2002) oraz nowe dzieło Szwedów zatytułowane „Tardigrade”. Zawiera ono 10 utworów układających się w finalną część opowieści o Simonie – człowieku, który (tu cytat z materiałów reklamowych) „przeżywa trudności związane z przetrwaniem w zdeprawowanym społeczeństwie, w którym przychodzi mu żyć”. Proponuję jednak, by literacki kontekst tego albumu pozostawić na boku (jestem posiadaczem promocyjnego egzemplarza płyty bez książeczki z wydrukowanymi tekstami) i zająć się samą muzyką.

Sześcioletnie okresy dzielące poszczególne płyty grupy Simon Says świadczą o tym jak skrupulatnie i z jakim namaszczeniem zespół podchodzi do swoich produkcji. Faktycznie, album „Tardigrade” sprawia wrażenie wymuskanego, wypieszczonego i wycyzelowanego do ostatniego dźwięku. Przeważa na nim pełna epickiego rozmachu muzyka i zasadniczą jego część stanowią długie, rozbudowane suity. Album rozpoczyna się od trwającej blisko kwadrans kompozycji „Suddenly The Rain”, centralnie w środku jego trwania znajduje się trwający 10 minut z okładem utwór pt. „As The River Runs”, a finałową część stanowi 26-minutowa kompozycja „Brother Where You Bound?”. Nie są to utwory rozbudowane jedynie w sposób formalny. Również brzmieniowo zespół opiera się w nich na epickich melotronowych nastrojach, porywających partiach gitar i licznych złożonych sekcjach instrumentalnych. Simon Says idealnie wpisuje się w kultywowaną przez liczną rzeszę szwedzkich wykonawców słynną skandynawską szkołę progresywnego rocka. Nie jest to jednak ten rodzaj muzyki utrzymany w duchu jej najwybitniejszych przedstawicieli, do których niewątpliwie zaliczyć można Anglagard, Landberk, czy Anekdoten. Muzyka Simon Says bliższa jest raczej klimatom przypominającym najlepsze dokonania grupy Galleon wzbogaconym o mocne akcenty a’la Genesis, Procol Harum i Yes, a więc brytyjskich twórców i ich dokonań z pierwszej połowy lat 70. Simon Says udanie łączy tradycję z nowoczesnością. Słychać to niemal w każdym utworze wypełniającym płytę „Tardigrade”, a najlepiej w utworze „Circle’s End”, dla którego muzycznym pierwowzorem był niewątpliwie „Entangled” z pamiętnej genesisowskiej „Sztuczki z ogonem”.

Pomiędzy trzema długimi wymienionymi przeze mnie przed chwilą nagraniami zespół Simon Says pomieścił też nieco krótsze, instrumentalne utwory. I tak, „Moon Mountain” to cudowna gitarowa miniaturka, w której odbywa się swoisty dialog akustycznej i elektrycznej gitary. W utworze tym czai się duch słynnego „Horizons”, czy yesowskiego „Mood For A Day”. W ogóle gitarzysta Jonas Hallberg często nawiązuje do sposobu gry Steve’a Howe’a na tym instrumencie. W innym instrumentalu, „Strawberry Jam”, zespół oddaje się nastrojom radosnego jam session, przez co burzy nieco melodyjny, typowo prog rockowy  klimat całej płyty, ale z drugiej strony  - wprowadza tym utworem fajny stylistyczny przerywnik, który nie pozwala zagościć  na płycie „Tardigrade” uczuciom nudy i monotonii. Nie rozumiem jednak sensu umieszczenia w programie tej płyty dwóch innych, zaledwie kilkunastosekundowych etiudek „Beautiful New Day” i „Your Future”. Być może mają one jakieś uzasadnienie czysto literackie, być może mają one wytłumaczenie jako uzupełnienie sąsiadujących z nimi utworów, ale muzycznie nie wnoszą one do tego albumu nic istotnego. Wprowadzają tylko trochę zamieszania, gdyż przynajmniej na papierze (czytaj: na okładce), wygląda, że na „Tardigrade” jest więcej nagrań niż w rzeczywistości.

Muszę jednak przyznać, że biorąc pod uwagę całość muzyki, którą można usłyszeć na „Tardigrade”, to całkiem nieźle słucha się tej płyty. Simon Says demonstruje na niej swoje ogromne możliwości oraz przedstawia się nam jako grupa o niewyczerpanych wręcz pomysłach muzycznych. To zasługa głównie jednego człowieka. Za wszystkie kompozycje na płycie odpowiedzialny jest pianista i basista w osobie Stefana Reinstroma. Obdarzony ciekawym, nieco teatralnym wokalem Daniel Feldt również spisuje się wybornie. O wspaniałej grze gitarzysty Jonasa Hallberga już wspomniałem. Skład grupy Simon Says uzupełniają perkusista Mattias Jarlhed oraz klawiszowiec Magnus Paulsson. Razem wykonali na albumie „Tardigrade” kawał solidnej, naprawdę udanej roboty. Myślę, że płyta ta spodoba się wszystkim słuchaczom, którzy ukochali sobie równowagę pomiędzy neoprogresywnymi, a tradycyjnymi brzmieniami. Grupa Simon Says jak mało która potrafi osiągnąć pod tym względem idealną harmonię, czerpiąc najlepsze elementy z obu źródeł, umiejętnie łącząc je ze sobą i wzbogacając własnymi pomysłami. Dzięki temu zespołowi udało się stworzyć niezwykły efekt niepowtarzalności i oryginalności. Przynajmniej na tle innych współcześnie działających art rockowych twórców. Ażeby jednak nie słodzić płycie „Tardigrade” bez reszty, to muszę przyznać, że gdyby niniejszy album udało się skrócić o kilka „niepotrzebnych” fragmentów, to zamiast trwającej 5 kwadransów dobrej płyty, otrzymalibyśmy godzinny, bardzo dobry album.

www.progrockrecords.com                                                                          www.galileo-records.com

MLWZ album na 15-lecie