IZZ - Don't Panic

Artur Chachlowski, IZZ - Don't Panic

Gdy sięgnięcie do archiwum recenzji na naszym portalu znajdziecie sporo tekstów poświęconych kolejnym płytom amerykańskiej formacji IZZ. Funkcjonuje ona z powodzeniem już od blisko ćwierć wieku i przypomina się właśnie nowym, dziewiątym już w swoim dorobku, albumem pt. „Don’t Panic”.

Jego główny element to 18-minutowa rockowa epopeja zatytułowana „42”. Ukazuje ona zespół u szczytu możliwości wykonawczych i wykorzystuje wielki potencjał tkwiący w zespole, a mianowicie przeogromne umiejętności aż czworga wokalistów: Anmarie Byrnes, Laury Meade, basisty Johna Galgano i jego brata, klawiszowca, Toma Galgano. Prezentują oni wyborne melodie i harmonie krążące wokół przenikających się i połączonych części utworu, podczas gdy gitarzysta Paul Bremner i perkusiści Greg DiMiceli oraz Brian Coralian wnoszą w brzmienie grupy potężną, dynamiczną i emocjonalną instrumentację. Suita zaskakuje wirującymi liniami basu, mocnymi solowymi partiami gitar, a także niesamowitymi, przeplatającymi się ze sobą liniami melodycznymi. „42” zwiera w sobie znamiona tego wszystkiego, co uczyniło IZZ jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych zespołów sceny progresywnego rocka w Stanach Zjednoczonych. Jest nie tylko prawdziwym gwoździem programu płyty, ale kto wie czy nie najważniejszą kompozycją w niemałym przecież dorobku tej amerykańskiej grupy.

Zanim jednak rozlegną się pierwsze dźwięki tego znakomitego utworu, poprzedzony jest on chwytliwym numerem „Don’t Panic”, który w przebojowy sposób otwiera to wydawnictwo. Fragment szybko wpadającego w uszy groove’owego refrenu wykorzystany jest ponownie na samym końcu płyty, w finale utworu „Age Of Stars”, stanowiąc swoistą kodę podsumowującą to udane wydawnictwo.

Nowa muzyka IZZ ukazuje świeżą energię wpuszczoną w klasycznie staromodne brzmienie zespołu, o czym świadczy oparty na chwytliwej linii basu, pełen muzycznych zwrotów akcji, wspomniany już utwór „Age Of Stars”, a przede wszystkim instrumentalny tour-de-force tego albumu w postaci nagrania „Moment Of Inertia”. To bardzo karmazynowy w swoim wydźwięku fragment płyty. Prawdziwy instrumentalny tajfun… W zestawie tym jest jeszcze jeden instrumentalny temat – tym razem krótki, umieszczony w samym środku programu płyty, wykonany na nylonowych strunach gitary klasycznej - „Six String Theory”. Coś w stylu „Horizons” AD 2019…

Album ”Don’t Panic” stanowi głęboki ukłon w stronę klasycznej odmiany symfonicznego rocka. Znajdziecie na nim ewidentne inklinacje do starszych produkcji Yes, Gentle Giant, King Crimson i PFM, słychać tu i ówdzie inspiracje dorobkiem Todda Rundgrena, a nawet niektórymi produkcjami Meata Loafa. Linie basu w wykonaniu Johna Galgano przypominają grę nieodżałowanego Chrisa Squire'a, akustyczna gitara Paula Bremnera w „Six String Theory” to prawdziwy hołd dla Steve’a Hacketta i Steve’a Howe’a, a klawiszowe (w tym melotronowe!) partie przywodzą na myśl epickie popisy Ricka Wakemana.

Jako całość, album oferuje mnóstwo różnorodnych muzycznych niespodzianek, które pozostawiają po sobie bardzo dobre wrażenie. Ze swoją rozsądną długością (44 minuty), podzieloną na pięć utworów, stanowi wyjątkowo zgrabną całość, której słucha się z prawdziwą przyjemnością.

MLWZ album na 15-lecie