IQ - Nomzamo

Przemysław Stochmal, IQ - Nomzamo

To naturalne, że wśród bogatych dorobków płytowych wykonawców o długim stażu funkcjonowania nietrudno jest wskazać pozycje o najsłabszym powodzeniu, tak wśród fanów jak i krytyków wprost określane mianem „najgorszej płyty”. Przesłanki zazwyczaj bywają podobne – to rewolucje personalne i eksperymenty stylistyczne „pogrążyły” wiele albumów w świadomości większości odbiorców, choć nie da się ukryć, że zbiorowe bazowanie na takich argumentach wiele ciekawych pozycji na lata niesłusznie umiejscowiło w cieniu relatywnie lepszych czy bardziej popularnych produkcji, a wręcz na szarym końcu playlist.

Gdyby ktoś zapytał o zespół IQ i jego „najgorszą płytę”, z całą pewnością tak niechlubne miano przypadłoby którejś z dwóch płyt nagranych jeszcze pod koniec lat 80. „Nomzamo”, której tutaj przyjrzymy się bliżej, oraz „Are You Sitting Comfortably?”, to nie tylko jedyne pozycje w dorobku formacji, na których miejsce przy mikrofonie dzierżone przez Petera Nichollsa zajął Paul Menel, ale i płyty cechujące się próbami wpisania szlachetniejącej neoprogrockowej estetyki IQ w lżejszą, bardziej zwiewną i komercyjną rzeczywistość wideoklipowego rocka drugiej połowy lat 80.

Z perspektywy czasu i przy bliższym poznaniu materiału nie sposób odmówić wszelkim próbom dyskredytacji płyt z lat 1987 i 1989 działania na wyrost, czy zwykłej ignorancji. P.L. Menel (tak podpisał się wokalista we wkładce do płyty) zaprezentował się korzystnie dzięki ciekawemu głosowi, gdzieniegdzie nieodległemu barwie Nichollsa, oraz imponującym zdolnościom interpretacyjnym. Sama muzyka natomiast, jako całość stanowiąca rzeczywiście pewien odwrót od przepełnionego aurą tajemniczości, wyraźnie klasycyzującego neoprogresywnego spojrzenia, traktowana utwór po utworze jest jednak interesującym i zróżnicowanym zestawem balansującym w świetnie dobranych proporcjach pomiędzy tym, co przebojowe a progrockowym genem zespołu.

Tak zatem obok nagrań takich, jak mocarny progresywny opener „No Love Lost” czy bajeczny, wielowątkowy „Human Nature”, znajdziemy na „Nomzamo” dowody na to, że IQ jako urodzeni specjaliści od melodii potrafią nie tylko wpisać je w epickie muzyczne baśnie, ale na ich bazie stworzyć przeboje o ogromnym potencjale. Przede wszystkim mowa tu o opatrzonej teledyskiem singlowej piosence „Promises (As The Years Go By)”, którą historia zapomniała, a która dziś, w dobie nostalgii za muzyką lat 80. broni się zadziwiająco dobrze. Prawdziwą ozdobę albumu stanowią zaś utwory o charakterze balladowym – romantyczny „Still Life” i progresywna koda płyty „Common Ground” – to w istocie zapowiedzi tego, jak ważne w kreowaniu progrockowej marki IQ będą w przyszłości urokliwe linie melodyczne – zwłaszcza te wokalne i gitarowe.

Muzyce z „Nomzamo” znacznie bliżej jest właśnie temu, co działo się u IQ w latach dziewięćdziesiątych, z wyśmienitym „Ever” na czele, aniżeli poprzedzającym album dokonaniom, bardziej enigmatycznym i ściślej nawiązującym do klasyki gatunku, przy okazji jeszcze znacznie naiwniejszym. Mimo utartej zdecydowanie na wyrost kiepskiej sławy, album dla samego zespołu zawsze zdawał się znaczyć więcej niż dla jego odbiorców, czego dowodem było długoletnie sięganie przezeń do najbardziej progresywnych spośród wypełniających go utworów przy ustalaniu koncertowych setlist, z Peterem Nichollsem przy mikrofonie. A niezależnie od długości trwania utworów jest tu doprawdy z czego wybierać.

MLWZ album na 15-lecie