Magenta - Seven

Artur Chachlowski,
ImageNajnowsza, druga już w dorobku tego zespołu, płyta nosi tytuł „Seven”. Od 7 grzechów głównych. Tak wymyślił sobie pomysłodawca całości i lider Magenty Rob Reed. Niegdyś z powodzeniem działał on w formacji Cyan, wydając w poprzedniej dekadzie kilka udanych albumów dla słynnej, acz nieistniejącej już niestety holenderskiej wytwórni SI Music. Kilka lat temu barwę cyjanu zamienił on na magentę, która nie tylko kolorystycznie, ale i muzycznie prezentuje się jeszcze bardziej malowniczo i widowiskowo. W 2001r. ukazał się debiutancki album „Revolutions”. Jego premiera odbiła się szerokim echem we wszystkich kręgach związanych z prog rockiem. O ile ogromna większość recenzji nazywała ten album płytą bardzo dobrą, to trzeba otwarcie przyznać, że „Seven” jest chyba jeszcze lepszy. To prawdziwy prog rock na najwyższym poziomie. Czerpiący inspirację z dokonań największych gwiazd gatunku. Z łatwością odnajdujemy tu więc odwołania do twórczości Genesis, Yes, Renaissance, czy Pink Floyd, ale i wprowadzane są nowe, często bardzo nowatorskie pomysły. Wspaniale słucha się tej płyty. Doskonałe kompozycje, świetne wykonanie, intrygujący głos wokalistki ukrywającej się pod pseudonimem Christina (w rzeczywistości Christina Maria Booth), wspaniali instrumentaliści. Cała muzyczna zawartość albumu „Selen” to rock progresywny AD 2004 zdecydowanie najwyższej próby. Siedem biblijnych grzechów, siedem utworów, które je ilustrują i niesamowita radość słuchania. Magiczna podróż, z której nie wraca się już takim samym. Obcowanie z tą muzyką wyzwala takie uczucia, że odbiorca momentalnie czuje się lepszy i wspanialszy, a świat, w którym żyjemy wydaje się sprawiedliwszy i bardziej kolorowy. „Świat w kolorze magenta”. To hasło powinno przyświecać wszystkim sympatykom ambitnej i wartościowej muzyki przez długie miesiące. Bo równie pięknej i nastrajającej równie optymistycznie płyty już dawno nie słyszałem.
MLWZ album na 15-lecie