Sail By Summer - Casual Heaven

Artur Chachlowski, Sail By Summer - Casual Heaven

Już widzę ten szczery uśmiech malujący się na twarzach naszych Czytelników, gdy zadam pytanie, które chodzi mi po głowie. Ale niech będzie, zaryzykuję. A więc pytam: czy znacie takie miasto jak Bergen?...

Fiordy, góry, rzeki, dużo deszczu i chłodne lato. Oraz całe mnóstwo świetnych rockowych artystów. To właśnie jest norweskie Bergen – miasto nazywane „bramą do fiordów”. W tych okolicznościach przyrody jak grzyby po deszczu rodzą się zespoły, które raz po raz zachwycają świat. Dziś opowiem Wam o kolejnym.

Panie i Panowie, oto przed nami indierockowy zespół grający nastrojową, melancholijną muzykę. Sail By Summer, bo tak brzmi nazwa tego projektu, to właściwie duet, w którym za instrumentacje odpowiada Duńczyk Jens Kristian, a na czele stoi zdobywca nagrody Grammy, obdarzony charakterystycznym głosem, świetny wokalista William Hut. Pamiętamy go z naszego zeszłorocznego małoleksykonowego „przeboju lata” pt. „I’m Staring At The Sun”, a co bardziej uważni sympatycy kojarzą go pewnie z wydanej przed dwoma laty wspólnie z Gislim płyty pt. „22”. Jens i William stworzyli swój muzyczny, bardzo przyjazny uszom słuchacza, uniwers inspirowany naturą, która otacza norweską krainę fiordów.

Na płycie zatytułowanej „Casual Heaven” panowie wykonują piosenki o tęsknocie, braku pewności siebie i niezrozumieniu, utwory o obojętności i o trudnych wyborach. Wśród ich inspiracji znaleźć można pewne elementy twórczości takich wykonawców, jak Big Thief, Charlie Cunningham czy Death Cab For Cutie, ale też tu i ówdzie odzywają się epickie echa zespołów The Cure i Spiritualized. Lecz przede wszystkim obu panom udało się stworzyć własny, bardzo przyjemny, nasączony elektroniką, niepowtarzalny klimat, który panuje od pierwszej do ostatniej minuty tej dość krótkiej (trwa ona niewiele ponad pół godziny) płycie.

W jej programie znajdujemy dziewięć zgrabnych i zwięzłych piosenek, które obdarzone są fajnymi melodiami i ‘samośpiewającymi się’ refrenami… Do najprzyjemniejszych należą „Corner Kid”, „The Overcast” oraz „LowLowLow”. Lecz wszystkie, bez wyjątku, powodują to, że przez cały czas mamy pewność, iż mamy do czynienia z miłą i bezpretensjonalną płytą. W sam raz na wakacje. Nastawmy więc żagle w stronę lata i zwróćmy twarze w kierunku nieba. Spędźmy z muzyką tej ciekawej grupy trochę czasu. Warto!

MLWZ album na 15-lecie