Ziblat, Lonny - Dream Hunting

Artur Chachlowski, Ziblat, Lonny - Dream Hunting

Mieszkający w Holandii wszechstronnie uzdolniony muzyk Lonny Ziblat (w pewnych kręgach doskonale znany jest także ze swojego zespołu Modest Midget) przypomina się solowym albumem „Dream Hunting” utrzymanym w tradycji singer/songwriter, a w dodatku mocno zawieszonym w nostalgicznym klimacie. Swoje piosenki Lonny wykonuje z krystaliczną przejrzystością i w prawdziwie przejmujący sposób. Czyni to jego nową płytę prawdziwym sonicznym ukojeniem dla uszu zmęczonych kawalkadą mocnych i głośnych dźwięków docierającą do nas praktycznie zawsze i wszędzie.

„Dream Hunting” to krótka płyta. Trwa niewiele ponad pół godziny, a na jej program składa się 10 pełnych nostalgii, ale też życiowego optymizmu, piosenek. Gdy tak sobie ich słucham, to myślę sobie, że warto żyć i warto mieć marzenia, a przy piosenkach Ziblata marzy się wręcz znakomicie…

Delikatne otwarcie płyty w postaci utworu „Healing” łączy uduchowioną melodykę z dobrą tradycją poprockowej stylistyki. Lekko jazzujący kawałek „Outta Sign” stawia na dźwiękowy mistycyzm i mroczny nastrój. W trochę rozszalałym „Barby Q” mamy odrobinę elektroniki, która zaskakująco nadaje ton temu nagraniu, lecz – co chyba całości wychodzi na dobre - w kolejnych utworach na płycie idzie w totalną odstawkę. Już w następnej piosence, „Lost & Found” (zawiera ona najwięcej elementów charakterystycznych dla klasycznie progrockowego utworu), górę biorą kojące akustyczne rytmy i ładne melodie. Tak samo jest w zdecydowanie wyróżniającym się utworze „Another Day”. To prawdzie piękny i rozmarzony filmowy temat zanurzony w głębokiej i pełnej niedopowiedzeń melancholii, która na długo ogarnia odbiorcę. To muzyka utrzymana w stylu grupy Radiohead. W „Days Of Peace” niespodziewanie pojawia się żeński wokal, a po uważnym przestudiowaniu książeczki zaskoczenie jest jeszcze większe: śpiewa Magdalena Gołębiowska – dziewczyna mieszkająca w Warszawie. Jej śpiew wnosi wyraźny ślad kruchości i przemijania, co świetnie koresponduje z tekstem tej pięknej piosenki. Brzmiąca niczym fortepianowa wprawka prosta melodia nadaje ton mrocznemu tematowi zatytułowanemu „Lady Witch”, zaś zwinne akustyczne gitary dominują w zagranym na luzie „Phony Baits”. „A Little Secret” to kolejna miła dla uszu gitarowa miniaturka napisana przez Lonny’ego tuż po śmierci jego ojca w 2011 roku. Płytę zamyka opatrzona uroczą aranżacją (ukulele + wokal!) piosenka „Stuck” (w chórkach znowu pojawia się Magdalena Gołębiowska), która sprawia, że ​​zakończenie albumu jest prawdziwie przejmującym i niezwykle emocjonalnym doświadczeniem.

Na płycie Ziblata z łatwością wychwycić można echa twórczości The Beatles, The Doors, w pewnym sensie pojawiają się też na „Dream Hunting” jednoznaczne nawiązania do piosenek duetu Blackfield oraz do akustycznych miniaturek w repertuaru grupy Budgie (bo i barwa głosu Lionela Ziblata nie tak odległa jest od Burke’a Shelleya). „Dream Hunting” to album delikatny, bardzo spokojny, wręcz marzycielski, przesączony od samego początku do końca szlachetną akustyką.

MLWZ album na 15-lecie