Moron Police - A Boat On The Sea

Artur Chachlowski, Moron Police - A Boat On The Sea

Dziś przed nami kolejna ciekawa nowość z Norwegii – zespół Moron Police, który przypomina się albumem „A Boat On The Sea”. Zespół powstał w 2008 roku, a jego kariera zaliczyła wiele dziwnych zwrotów akcji. Moron Police występował na żywo z pełną orkiestrą symfoniczną, skomponowana przez nich piosenka wykonana przez chór Los Alamitos zdobyła sporą popularność w Stanach Zjednoczonych, koncertował w Skandynawii i na różnych popularnych festiwalach, zarówno dużych, jak i małych.

Album „A Boat On The Sea” jest bardzo przyjemnym w odbiorze obrazem nietuzinkowych i oryginalnych pomysłów członków zespołu. Dość powiedzieć, że dwóch z nich działa też w innej zaprzyjaźnionej awangardowej formacji z Krainy Fiordów – Major Parkinson. Są to: wokalista Sondre Skollevoll (wprawdzie w Majorze nie wykonuje on głównych linii wokalnych, ale od czasu do czasu śpiewa) oraz keyboardzista Lars Bjørknes. „A Boat On The Sea” to album, który skupia w sobie wiele rzeczy. Przede wszystkim co od razu rzuca się w oczy i uszy, to niezwykłe jego tempo, dynamika, zwięzłość muzycznej wypowiedzi oraz częstotliwość zmian nastrojów. Płyta trwa niewiele ponad pól godziny, ale dzieje się na niej tyle, że emocjami można by obdarować co najmniej kilka innych albumów.

To niesamowicie chwytliwy, żądny przygód i pełen muzycznej bajkowości album, ale z wyraźnym nurtem skandynawskiej melancholii. Doskonale uchwycone jest to w tyleż pięknej, co intrygującej okładce. Wspaniale oddaje ona klimat muzyki wypełniającej ten album. Spodziewajcie się zatem rzeczy niemożliwych. Spodziewajcie się niespodziewanego.

Program płyty składa się z ośmiu piosenek i wszystkie posiadają niesamowicie nośne refreny, słychać w nich szaloną grę na gitarze, pomysłowe syntezatory, mnóstwo zmian tempa – wszystko to wydaje się obecne na „A Boat On The Sea” w takiej obfitości, że aż chwilami nie sposób nadążyć za tym wszystkim, co proponuje ten norweski zespół. Wszystko jednak tworzy spójną całość. Być może jej najbardziej charakterystyczną cechą jest to, że brzmi ona jak… Moron Police i nikt inny. Dlatego też uważam, że najlepszym sposobem, aby oddać to wszystko, co Moron Police na tej płycie proponuje, jest uważne jej posłuchanie.

Szczerze mówiąc, nie pamiętam kiedy tak dobrze bawiłem się słuchając nowej płyty całkowicie nieznanego mi zespołu. Jeżeli muzyka ma kolory, to jest to jedna z najbardziej kolorowych płyt, jakie słyszałem od lat. Jeżeli w muzyce jest życie, to „A Boat On The Sea” wydaje się najbardziej żywą z żywych płyt. W sumie to bez wątpienia jedna z przyjemniejszych niespodzianek, jakie słyszałem w tym roku. Norwescy muzycy znowu mnie zachwycili. Norwegia znowu górą!

MLWZ album na 15-lecie