Abraham, Lee - Comatose

Artur Chachlowski, Abraham, Lee - Comatose

27 września ukazuje się nowy solowy album gitarzysty grupy Galahad, Lee Abrahama. Zainspirowany pracą nad galahadowskim koncept albumem „Seas of Change”, Lee postanowił skomponować swój własny album tematyczny. „Comatose” opowiada historię ofiary wypadku samochodowego, która będąc na granicy życia i śmierci, nieświadoma, że personel medyczny próbuje ocalić jej życie doświadcza powrotów do ważnych wydarzeń w swoim życiu. Dzieje się to w czasie kiedy bohater pogrążony jest w głębokiej śpiączce, z której ostatecznie… Nie, nie zdradzajmy finału tej historii, choć kończące ją dwa fragmenty umownie zatytułowane „No Going Back” oraz „Awaken?” (znak zapytania w tym tytule pełni kluczową rolę) nie świadczy raczej o happy endzie.

„Comatose” to zdecydowanie najambitniejsze i najbardziej dojrzałe ze wszystkich solowych przedsięwzięć Abrahama. Przypomnijmy, to już jego ósma solowa płyta (większość z nich recenzowaliśmy na naszych łamach. Zainteresowanych odsyłam do tekstu poświęconego poprzedniemu albumowi – „Colours” (2017). Jego recenzję można znaleźć pod tym linkiem). I trzeba przyznać, że całość, która przedstawiona jest w formie jednego (!) 47-minutowego utworu robi świetne wrażenie. To złożona i wielowątkowa rockowa epopeja, na której przewija się wiele konwencji i różnorodnych stylów muzycznych, ale cały czas zachowuje ona ogólne brzmienie utrzymane w duchu progresywnego rocka.

W przeszłości Lee nagrywał już długie utwory (tak było m.in. na płycie „The Seasons Turn”), miał też do czynienia z projektami koncepcyjnymi („View From The Bridge”), ale nigdy nie były to tak długie i rozbudowane formy muzyczne, jak ta zaprezentowana na najnowszej płycie. Albumem „Comatose” Lee wkroczył na nowe terytorium muzyczne. „Po wydaniu piosenkowego „Colours” chciałem na nowym albumie spróbować czegoś innego niż tylko po prostu powtórzyć poprzednią pracę. Mam nadzieję, że mi się to udało, a moi słuchacze ucieszą się z tej trwającej ponad trzy kwadranse jazdy…” – mówi Lee o swoim pomyśle na płytę „Comatose”.

Regułą stało się to, że Lee Abraham zaprasza do studia zaprzyjaźnionych muzyków. Tak też stało się i tym razem. Ponownie na jego płycie zagrali stali współpracownicy: Gerald Mulligan (z grupy Credo) na perkusji i Rob Arnold na fortepianie. Wszystkie główne ścieżki wokalne wykonane zostały przez Marka Atkinsona (Riversea), w chórkach wystąpili Diane Abraham i kolega z grupy Galahad, Marc Spencer, a sam Lee Abraham zagrał na gitarach, syntezatorach oraz, po raz pierwszy od wydanej przed 10 laty swojej solowej płyty „Black And White””, na gitarze basowej. Projekt graficzny okładki oraz książeczki został skoordynowany przez Robina Armstronga (Cosmograf).

No i nie ma co ukrywać, wyszła z tego znakomita płyta. Tętniąca paletą wspaniałych dźwięków, ale bardzo zrównoważona, mieniąca się przenikającymi się ze sobą sferą instrumentalną (ze wspaniałymi partiami gitar) oraz wokalną (znakomicie spisał się Marc Atkinson, nadając całości bardzo spójnego charakteru, którego brak zarzucono często poprzednim płytom Abrahama). „Comatose” to bardzo mocna pozycja w dyskografii Lee Abrahama i niewątpliwie jedna z najciekawszych progrockowych płyt AD 2019.

www.progrock.co.uk

MLWZ album na 15-lecie