D Project

IQ - Resistance

Przemysław Stochmal, IQ - Resistance

Zespół IQ przez lata przyzwyczaił swoich sympatyków do imponującej regularności publikowania premierowego materiału. Co ciekawe, za tą systematycznością właściwie zawsze idzie wysoka jakość artystyczna dokonań grupy, w czym nigdy nie szkodziła (a może wręcz przeciwnie?) wyraźna hermetyczność estetyki cechująca następujące po sobie dzieła. Jednak wraz z nowym albumem zatytułowanym „Resistance” urzeczywistnia się pewna wolta, niejako sygnalizowana już przed pięcioma laty mroczniejszą niż wcześniej muzyką zawartą na albumie „The Road Of Bones”.

O najświeższej propozycji Brytyjczyków można już wprost mówić jako o „nowym obliczu IQ”. Celnym wydaje się stwierdzenie, że niespokojne czasy przynoszą takąż muzykę – o ile przy poprzedniej płycie zespół z wahaniem balansował na krawędzi, o tyle dziś wydaje się zupełnie pewnie opuszczać własną strefę komfortu. Urokliwa, nacechowana witalnością melodyka o zawsze śpiewnym potencjale, przebogata paleta wielorakich nastrojów wpisanych w kompleksowe, ale logiczne i nietrudne do okiełznania schematy – tym razem te oczywiste przymioty muzyki IQ w zdecydowanej większości ustąpiły środkom zaczerpniętym jakby z innego bieguna wrażliwości kwintetu.

„Resistance” to muzyka niełatwa w odbiorze, melodycznie nieoczywista, niekiedy wręcz przytłaczająca niepokojącym nastrojem. Tym razem zespół wyraźnie nie miał zamiaru perfekcyjnie wyważać środków, zachowywać równomiernych proporcji pomiędzy tym, co liryczne i hałaśliwe, pomiędzy piosenkowością a patosem – przez pierwsze dwadzieścia pięć minut tego podwójnego albumu niełatwo uciec od wszechogarniającej atmosfery napięcia, nie tylko stopniowanej ciężkimi riffami, mellotronowymi i organowymi teksturami, czy bardzo emocjonalnym śpiewem Petera Nichollsa, ale obecnej również i w delikatniejszych rozwiązaniach. Na to, co liryczne, kojące i niegdyś w muzyce IQ obecne na wyciągnięcie ręki, tutaj trzeba sobie zasłużyć.

Całe to szaleństwo jednak jest niebywale wciągające, intrygujące i nie bynajmniej dlatego, że „jest to coś nowego”. Podzielony na dwa niespełna godzinne sety album, w swoim programie zawierający aż trzy suity, pierwotnie niezbyt przystępny czy nawet dość chaotyczny, z czasem krystalizuje wrażenie misternie i inteligentnie wykoncypowanej progresywnej struktury. Ponadto, wykonanie pokazuje, że czysto muzyczna kondycja zespołu jest imponująca – zwłaszcza warto wspomnieć nazwiska Mike’a Holmesa, wracającego do dobrego zwyczaju sypania jak z rękawa genialnymi solówkami gitarowymi, oraz Paula Cooka, którego fantazyjne bębnienie imponuje chyba bardziej niż kiedykolwiek.

O „Resistance” można powiedzieć wiele rzeczy, które nie byłyby w stanie rzeczowo i wyczerpująco określić którejkolwiek ze starszych płyty zespołu. To przede wszystkim, w odróżnieniu od nich, płyta wypełniona muzyką niespokojną, niełatwą, wymagającą znacznie więcej uwagi. A naprawdę warto jej nie szczędzić, bo przejrzany dogłębnie nowy świat IQ oddaje z siebie bardzo wiele.

MLWZ album na 15-lecie