D Project

Karina Madeya & Ri Vinogradova - Ring And Linger EP

Artur Chachlowski, Karina Madeya & Ri Vinogradova - Ring And Linger EP

Niedawno wpadło mi w ręce bardzo ciekawe wydawnictwo będące wynikiem niecodziennej rosyjsko – amerykańskiej kooperacji. Niczym w pamiętnej misji Sojuz-Apollo z lipca 1975 roku nastąpiło spektakularne połączenie sił rosyjskich muzyków: instrumentalisty Aleksandra Smirnova (g, k) i śpiewającej pani Ri Vinogradovej z amerykańską sekcją rytmiczną w osobach perkusisty Thomasa Pridgena (The Mars Volta) oraz basisty Nicka Sollecito (The Dear Hunter), którzy pod szyldem Karina Madeya przygotowali i nagrali kawał świetnie brzmiącej progresywno-rockowej muzyki.

Kawał, a właściwie kawałeczek, gdyż EP-ka zatytułowana „Ring And Linger” trwa zaledwie trzynaście minut, lecz brzmi ona bardzo obiecująco, ba!, co ja piszę?!, brzmi ona fascynująco, a chwilami wręcz fantastycznie. Na jej program składają się cztery połączone ze sobą tematy: „Eden”, „Death Is…”, „Devil” oraz „Sin”, w których w charakterystyczne polirytmiczne struktury progresywnego rocka powplatane są elementy rosyjskiego folkloru, muzyki etnicznej oraz wykonywane przez charyzmatyczną wokalistkę niezwykłej urody dźwięki, śpiewane po angielsku oraz… glosolalią!

Jakkolwiek egzotycznie może brzmieć to, co przed chwilą napisałem, ale proszę mi wierzyć: ma to sens! Zadziorny i mocny głos Ri Vinogradovej to zdecydowanie najwspanialsze zjawisko w muzyce projektu Karina Madeya. Instrumentarium brzmi efektownie i świeżo, muzycy grają z dużym polotem, brzmi to wszystko jakby w skostniałe struktury anglosaskiego prog rocka wpuszczona mnóstwo świeżego powietrza pozwalającego odbiorcy oddychać pełną piersią podczas słuchania i chłonąć tej niezwykłej urody dźwięki.

Jak już wcześniej wspomniałem, EP-ka „Ring And Linger” stanowi spójną całość i właściwie wszystkie jej łączące się ze sobą fragmenty wyróżniają się czymś szczególnym i niecodziennym. Jednakowoż najbardziej podoba się jej finałowa, trwająca pięć minut część zatytułowana „Sin”. Te błyskawicznie zapadające w pamięć frazy śpiewane przez wokalistkę rozkrzyczanym głosem osadzone są w tak pięknej sonicznej osnowie progresywnych brzmień, że robią one naprawdę niezapomniane wrażenie.

Karina Madeya zaczęła swoją działalność pięć lat temu jako solowy projekt Aleksandra Smirnova. W latach 2014-2016 wydał on pod tym szyldem dwie płyty, lecz dopiero trzy lata temu dołączyli do niego inni muzycy, tworząc regularny zespół. Niedawno, jak wspomniałem, w składzie pojawili się amerykańscy muzycy Thomas Pridgen i Nick Sollecito. Zadziałał efekt synergii. Stworzyli muzykę, której chce się słuchać i pragnie się więcej i więcej…

Na razie jest tylko EP-ka. Prawdę powiedziawszy nie mogę już doczekać się pełnowymiarowego wydawnictwa nagranego w tej tak bardzo intrygującej personalnej konfiguracji…

MLWZ album na 15-lecie