Alhena - Breaking The Silence... ...By Scream

Paweł Świrek, Alhena - Breaking The Silence... ...By Scream

Z początkiem października ukazał się od dawna zapowiadany album bydgoskiej grupy Alhena, na który przyszło nam bardzo długo czekać. Przed premierą dostępny był singiel z utworami „Like a Doll” i „Alhena”. Znaczną część repertuaru wydanej niedawno płyty słyszałem na dwóch koncertach zespołu (w krakowskim Zaścianku w 2014 roku oraz w Toruniu na festiwalu niespełna cztery lata później). W międzyczasie w zespole dokonywały się drobne rotacje personalne (głównie na stanowisku basisty), ale w końcu doczekaliśmy się pełnowymiarowego albumu, który został nagrany w następującym składzie: Marta Bejma – śpiew, Tomasz Bogulski – gitary, Piotr Kowalski – syntezatory, Piotr Grugel – perkusja oraz Patryk Durko – bas.

Na program płyty zatytułowanej „Breaking The Silence… …By Scream” składa się aż trzynaście kompozycji. Całość rozpoczyna się dość topornie i technicznie utworem „Epilog”. Potem mamy dynamiczny singlowy utwór „Like a Doll”, a następnie spokojniejszy „Nemesis”, który może się częściowo kojarzyć z zespołem Pink Floyd (przynajmniej jego początkowe fragmenty), aczkolwiek wcześniej usłyszana wersja koncertowa bardziej przypomina mi brzmieniowo Riverside. Potem na płycie jest już bardziej intensywnie. Zespół rozkręca się i już w utworze „Breath” słychać, że to silny ukłon w stronę grupy Riverside. Ach, te piękne gitary w początkowych fragmentach utworu i dopełniający je przejmujący wokal Amethist.... Równie dobry jest utwór „Every Time”. Słucha się go bardzo przyjemnie. Podobnie jak najdłuższej na płycie kompozycji „Alhena”, która jest prawdziwą muzyczną wizytówką grupy i wydaje się jednym z najmocniejszych punktów programu całej płyty. Nagranie „Golden Lie” jest pewnego rodzaju niespodzianką, gdyż momentami bardzo przypomina „Hymn” Ultravoxu. Jednak trzeba przyznać, że wersja studyjna mniej przypomina ten utwór, niż wykonania, które można było usłyszeć na wcześniej koncertach. Zostały jeszcze elementy przebojowego brzmienia w tym numerze, zwłaszcza początek, oraz fragmenty kojarzące się ze wspomnianym utworem Ultravoxu. „Lost” zachwyca delikatnym wstępem oraz symfonicznym brzmieniem w samym środku kompozycji, podkreślonym soczystą gitarową solówką. Początek „Awakening” może razić elektroniką, lecz w dalszej części już jest zdecydowanie lepiej. Rozwija się on w jeden z najciekawszych utworów na tym krążku. W „Better” zachwyca solo gitarowe pod koniec utworu. Ciekawie prezentuje się „Trial”, w którym Alhena wspina się na wyżyny swoich instrumentalnych możliwości (świetna współpraca perkusji i basu oraz gitary i klawiszy). W środku utworu „Enough” pojawiają się growle (jedyna taka atrakcja na płycie). Całość kończy elektroniczny temat „Epilog”, który nawiązuje do tematu otwierającego album. Warto podkreślić fakt, że im bliżej swojego finału, płyta nabiera tempa i zawiera coraz więcej dynamicznej muzyki.

Album, choć mocno zróżnicowany, stanowi ciekawą pozycję na mapie tegorocznych krajowych wydawnictw płytowych. Niestety, w moim odczuciu płytą roku 2019 raczej on nie będzie. Czegoś mi w nim brakuje, choć nie jest to zła płyta. Może momentami brzmienie jest zbyt intensywne i zbyt dużo się dzieje, kto wie? Warto jednak dać zespołowi szansę i sięgnąć po „Breaking The Silence… By Scream”. Tym bardziej, że bardzo długo czekaliśmy na to wydawnictwo. Co jednak najważniejsze, album nie rozczarowuje, a są na nim długie fragmenty, które naprawdę mogą się podobać…

MLWZ album na 15-lecie