Chasing The Monsoon - No Ordinary World

Artur Chachlowski, Chasing The Monsoon - No Ordinary World

O projekcie Chasing The Monsoon słyszałem jeszcze za czasów dobrze prosperującej formacji Karnataka, w której głównym kompozytorem i gitarzystą był Ian Jones. Już ładnych kilka lat temu opowiadał mi on o swoim pobocznym projekcie, słuchaliśmy nawet wspólnie pierwszych nagrań demo i gdy wydawało się, że wydanie płyty Chasing The Monsoon to kwestia kilku miesięcy… nastąpiło kilka lat przerwy. Wreszcie jesienią tego roku, trochę po cichu i bez wielkiego publicity, ukazała się płyta „No Ordinary World” z charakterystycznym logo Chasing The Monsoon na okładce.

Grupę tworzą: wspomniany już Ian Jones, który gra na basie, syntezatorach i gitarach, Ian Simmons – na akustycznych i elektrycznych gitarach, Steve Evans gra na klawiszach i perkusji, a także śpiewa (w tym niektóre główne linie wokalne), ale główną wokalistką w zespole jest Lisa Fury. Pamiętamy ją dobrze z grupy Karnataka. Śpiewała na płycie „Gathering Light” (2010) doskonale wywiązując się z trudnego zadania, jakim było zastąpienie charyzmatycznej wokalistki Rachel Jones. Wśród gości na płycie „No Ordinary World” są starzy dobrzy znajomi: grający na flecie i dudach Troy Donockley (kiedyś m.in. w Mostly Autumn, aktualnie w Nightwish) oraz gitarzyści Gethin Woolcock i Enrico Pinna, który także ma za sobą epizod w Karnatace.

Co mogę napisać o muzyce wypełniającej program płyty „No Ordinary World”? To jeden z tych albumów, o którym można powiedzieć, że to typowy crossover łączący w sobie elementy różnych gatunków muzycznych. Mamy tu więc doskonale skonstruowane pierwiastki łagodnego rocka progresywnego, hipnotyzujący i marzycielski ambientowy klimat, odrobinę elektroniki, sugestywne celtyckie brzmienia, bogatą paletę rytmów i śpiewów z gatunku world music, wychwycić tu też można nawet pewne ślady trip hopu. Są też fantastyczne partie gitar, malownicze pejzaże kreowane przez syntezatory, no i mnóstwo świetnych, wpadających w ucho melodii śpiewanych przez Lisę Fury (choć jednym z moich najbardziej ulubionych fragmentów płyty jest akurat utwór „Into The Light”, w którym główną linię wokalną prowadzi Steve Evans). Album ma swój flow, posiada początek (pełniące rolę intro nagranie „Chasing The Monsoon”, rozwinięcie akcji w postaci następujących po nim utworów oraz monumentalne zakończenie, czyli epicki, blisko dziesięciominutowy, finał „No Ordinary World”.

Można by bez końca rozpisywać się o tej długiej, lecz przykuwającej uwagę słuchacza od pierwszej do 62. minuty, płycie, ale w największym skrócie o muzyce Chasing The Monsoon powiem tak: to poniekąd kontynuacja Karnataki. Można w niej znaleźć wpływy i inspiracje dokonaniami Pink Floyd, IO Earth, Solstice, Deep Forest i Jona Andersona. Myślę, że sympatycy tych wymienionych wykonawców, choć nie tylko oni, będą czuli przy słuchaniu „No Ordinary World” mnóstwo radości.

Każda z dziesięciu wypełniających to wydawnictwo kompozycji to klasa sama w sobie. Każda wyróżnia się na tle innych w swój własny, magiczny sposób. Słuchanie każdej z nich to najprawdziwsza przyjemność. „No Ordinary World” to album zagrany i zrealizowany po mistrzowsku, wspaniale zaaranżowany, pełen dojrzałej i szlachetnie brzmiącej muzyki. W dodatku pięknie wydany, w gustownym digipaku, z grubą książeczką pełną fantastycznych grafik autorstwa Iana Jonesa. W tym przedświątecznym czasie Chasing The Monsoon sprezentował nam wspaniały album ze świetną muzyką w bardzo ładnym opakowaniu. Opakowanie też się liczy. Wszystko się liczy. Bo to płyta ze znakiem wysokiej progrockowej jakości.

MLWZ album na 15-lecie