Oceanica - One Dark

Artur Chachlowski, Oceanica - One Dark

„One Dark” to pierwszy z trzech albumów, które mają ukazać się pod szyldem Oceanica. Ten projekt to jednoosobowe przedsięwzięcie lidera grupy Enochian Theory, Bena Harrisa-Hayesa. Płyta zawiera trzynaście muzycznych tematów. Jedenaście z nich to regularne utwory (niezbyt długie, w granicach 3-5 minut), jeden krótki instrumental pełniący rolę intro („Youth”) oraz jedno słowo mówione („The Entangled Roots Of…”) będące w istocie wstępem do finałowej kompozycji „The Oblivion Tree”, stanowiącej jego naturalne muzyczne dopełnienie.

Są na tej płycie fragmenty lepsze i gorsze. Punkty mocne oraz nieprzekonywujące. Nie znaczy to wcale, że mamy do czynienia z albumem-średniakiem. Jest w muzyce Oceaniki coś ekscytującego i intrygującego. Czy jest to przyjemny i ciepły głos Bena (często jego barwa przypomina mi Gary’ego Chandlera z grupy Jadis), czy też ciekawe instrumentarium, czy też pojawiające się raz po raz intrygujące nagrania?... Jak na przykład „Overcome” – mocno energetyczny utwór, lecz o sporej lekkości i o dużym potencjale przebojowości, przykuwający uwagę od pierwszego dźwięku i będący jednym z dwóch (obok „The Rose, Abloom”) najbardziej wyróżniających się fragmentów tego wydawnictwa. To nośny kawałek z pop/progrockowej półki. Warto też zwrócić uwagę na wciągający, jakby skaczący po kilku gatunkach „All The Cool Kidz R Doin’ It” – to z kolei quasimetalowa epopeja z dynamicznymi riffami, gitarowym i basowym. Zresztą odczucie rozpiętości gatunkowej potęgują też inne utwory, jak choćby „Oubliette” czy „Reverence”, które wzorcowo pasują do kącika z muzyką indie. Muszę też wspomnieć o „Towards The Sun” – to utwór, który rośnie w czasie, gdy narastają pojawiające się w nim raz po raz rozliczne, często zaskakujące (w tym żeńskie!), linie harmoniczne. I choć instrumentalnie wydaje się on dość minimalistyczny z panującym w nim chaotycznym nieładem, ma niesłychaną moc i posiada mnóstwo zawartego w sobie ładunku emocjonalnego.

Ben sprytnie wykorzystuje efekty pozamuzyczne i dźwięki otoczenia. Na przykład elektryzujący utwór „Start From The Start” zaczyna się od wyrazistego krajobrazu dźwiękowego, który brzmi jakby ktoś, kto wraca do domu, próbował zapalić gaz w kuchence, następnie stopniowo narasta brzmieniem energetycznej muzyki i szumu rozgadanego kawiarnianego tłumu, po czym płynnie włącza się w nurt głównej piosenki, w której znów powracają odgłosy tłumu, tym razem stadionowego. Podobny zabieg zastosowano we wspomnianym już „The Entangled Roots Of…”, gdzie melorecytacja na tle odgłosów przyrody robi przejmujące wrażenie. Prowadzi to do podniosłego finału płyty – tematu „The Oblivion Tree”. To utwór w dużej mierze instrumentalny, klimatyczny, pełen nadziei i optymizmu… Stanowi on podniosłe zakończenie tej płyty, a zarazem jej godne podsumowanie.

„One Dark” to przyjemna muzyczna podróż, album pełen wzlotów i upadków, ale który zawsze inspiruje i ekscytuje. Od swojej pierwszej do ostatniej, 53. minuty…

MLWZ album na 15-lecie