Hidden By Ivy - Inner

Maciej Lewandowski, Hidden By Ivy - Inner

Ta płyta, niczym wyroby tytoniowe (oczywiście bez urazy dla jej twórców), powinna zdecydowanie zawierać na okładce ostrzeżenie, że uzależnia! Na szczęście ten rodzaj używki nie jest groźny dla odbiorcy, nie powoduje żadnych groźnych chorób, a wręcz przeciwnie: przynosi jedynie same pozytywne doznania i wprawia w nastój co najmniej… ukontentowany. Szczególnie takiego słuchacza jak ja, którego gusta muzyczne kształtowały się świadomie od początku lat 80. Dla którego art rock, new romantic, shoegaze rock, najczystszy w swej postaci gothic czy w końcu dźwięki rodem z najwspanialszych czasów wytwórni Ivo Wattsa - Russella z 4AD, były wszechobecne i na zawsze pozostaną w sercu i pamięci. 

Powiem krótko: jestem dumny, że TAKIE albumy powstają w Polsce. Wrażliwość panów z duetu Hidden By Ivy jest niezwykła. Ale nie ma się czemu dziwić, obaj są obecni na scenie już od wielu lat i to doświadczenie, kapitalne wzorce i inspiracje, dziś przynoszą właśnie taki przepyszny owoc w postaci płyty „Inner”. Jest to już trzecie „dziecko” tego tandemu. Ale koniecznie trzeba wspomnieć, że tworzący go Rafał Tomaszczuk, odpowiedzialny za wokal i większość tekstów, wywodzi się z kapeli Agonised By Love (nazwa zaczerpniętą z utworu z drugiej pyty Clan Of Xymox – „Medusa”) działającej od 1997 roku. Z kolei jego kompan Andrzej Turaj, również od końca lat 90., tworzył projekt pod szyldem God’s Own Medicine (to z kolei nazwa inspirowana debiutem płytowym kapeli The Mission).

Celowo piszę o tych korzeniach i doświadczeniach muzyków, ponieważ inspiracje i pierwiastek tych klimatów jest nadzwyczaj mocno obecny na albumie „Inner”. Przez te ponad dwie dekady panowie przetarli na tyle dobrze szlaki, aby na bazie tego co im w duszy gra wydać pytę, mówiąc kolokwialnie, przepiękną i urzekającą. Zaledwie 9 utworów, dokładnie 41 minut muzyki wysublimowanej, wrażliwej, ale nade wszystko szczerej. Ktoś komu wszystkie wcześniej wspomniane zespoły i style są bliskie odnajdzie tu swoją krainę marzeń, wspomnień i wzruszeń. 

W wielu artykułach Hidden By Ivy porównywany jest do Talk Talk, czyli wzorca najwyższej próby. Owszem, jest i gdzieś tam ten ich duch, ale ja rozpoznaję wśród inspiracji również The Opposition, kapelę nieodżałowanego Marcusa Bella, swego czasu Polsce uchodzącą za wręcz kultową oraz nade wszystko Psyche - zespół Darrina Hussa który w latach 90. był jednym z pionierów synth popu i dark wave. Są też ewidentne echa wczesnych dokonań wspomnianego Clan Of Xymox, Cocteau Twins, Dead Can Dance, This Mortal Coil, Davida Sylviana, ale także i bardziej współczesnych - Blackfield czy Anathemy.

Zresztą czy porównywanie ma jakikolwiek sens kiedy muzyka broni się sama? Płyta naprawdę robi wielkie wrażenie pod względem aranżacyjnym i wokalnym. Te ciepłe, a jednocześnie intrygujące melodie, uzupełnione bardzo stylowym śpiewem Rafała, posiadają tyle uroku, że rozkoszować się jest naprawdę czym. Ponadto panowie zaserwowali nam dodatkowe smaczki,   ukryte niczym w przepysznym cieście, najsłodsze bakalie. Jak chociażby w „The Rainmaker” kapitalną harmonijkę ustną, gościnnie zaproszonego Marcina Dyjaka, gitarę Macieja Sochonia z Seasonal w „Pozwól zapomnieć” czy wreszcie uroczy dźwięk trąbki Michała Michoty i cudowny żeński wokal Natalii Gadziny-Grochowskiej z projektu Shagreen w zamykającej płytę kompozycji „Ghost Of The Summer Past”.

Ujmująca i pełna wdzięku to pozycja, szczególnie dla wszystkich marzycieli i romantyków, jak również tych, którzy chcieliby troszeczkę zwolnić w życiu i przenieść się za pomocą tych dźwięków w świat pełen wyobraźni, pożądania, pragnień, a nade wszystko zadumy.

Na szczególną uwagę zasługują dwie piosenki z polskimi tekstami - „Rzeka” i wspomniana już „Pozwól zapomnieć”. Tekst tego pierwszego utworu, którego autorką jest Małgorzata Masłowiecka (odpowiedzialna także za projekt graficzny) to prawdziwe mistrzostwo świata! Po wysłuchaniu i kontemplacji, pozostaje chyba tylko rozpaczać, że tak niewiele jest w dzisiejszych czasach kompozycji z tak wartościowymi, poetyckimi rodzimymi słowami (ostatnio chyba tylko „K.A.T.E” w wykonaniu Here On Earth tak mnie też poruszyła). Niestety czasy Grzegorza Ciechowskiego, Kory czy innych wielkich poetów rocka, odchodzą powoli bezpowrotnie, a to co serwują nam obecne rodzime „gwiazdeczki” lepiej przemilczeć. Drugi utwór, finezyjny i bardzo pozytywny „Pozwól zapomnieć”, okraszony przepiękną artrockową solówką gitary Maćka Sochonia, posiada wszelkie cechy potencjalnego radiowego przeboju. Tylko, że dziś praktycznie ze świecą szukać ambitnych stacji i rozgłośni, serwujących prawdziwą muzykę.

Cieszmy się zatem i  szczyćmy szczególnie, że TAKIE płyty jak „Inner” duetu Hidden By Ivy powstają na rodzimym rynku. Doceniajmy serce, talent i ciężką pracę artystów. Zawsze powtarzałem może trochę wytarty już frazes, że pięknej muzyki jest naprawdę wiele, trzeba tylko do niej trafić, dotrzeć, znaleźć, a potem cieszyć się niczym dziecko, które odkrywa z niepohamowaną radością kolejne skarby i uroki świata wokół siebie. Szukajmy zatem nieustanie tego co piękne, naturalne i przede wszystkim szczere, ponieważ to pozwala zwyczajnie lepiej żyć, a wierzcie mi:   z „Inner” słońce świeci jakoś przyjaźniej, a Księżyc nabiera szczególnego blasku…

Parafrazując jeden z tytułów utworu z tego albumu „nie sposób zapomnieć” płyt takich ja ta!

MLWZ album na 15-lecie
On Air