D Project

My Arrival - Satur9 & Indigo

Artur Chachlowski, My Arrival - Satur9 & Indigo

Nie przypominam sobie, by recenzowany przed 5 laty na naszych łamach album „Waiting For The Noise” holenderskiej grupy Sylvium spotkał się z jakimś szczególnym przyjęciem. Właściwie przeszedł bez większego echa...

Jestem jednak pewien, że wydany 27 lutego nakładem wytwórni MEY Productions album zatytułowany „Satur9 & Indigo” innego holenderskiego zespołu, który nazywa się My Arrival, nie spotka ten sam los. Skąd to przypuszczenie? Wprawdzie na tym świecie, a szczególnie w dziedzinie tak niewymiernej jak sztuka, nie ma sprawiedliwości, to w mojej opinii jako niepoprawnego, a może i trochę naiwnego optymisty, tak dobre płyty jak ta na pewno powinny zostać dostrzeżone i docenione przez liczne grono słuchaczy.

Debiutancki krążek grupy My Arrival, jako trwająca trzy kwadranse całość, broni się świetnie. Świetnie bronią się też pojedyncze utwory. Aż 4 z nich – „Gone”, „Strange Machine”, „Come Undone” i Full Dark No Stars”, a także kompozycja tytułowa - to wyborne utwory, które wspaniale prezentują się jako samodzielne nagrania. W dodatku perfekcyjnie komponują się one jako elementy pewnej układanki: wszystkie utwory na „Satur9 & Indigo” są ze sobą powiązane, w sposób naturalny wypływają z siebie i stanowią logiczną, świetnie słuchającą się całość wypełnioną dość krótkimi, trwającymi nie dłużej niż 4-5 minuty, przystępnie brzmiącymi utworami. Pomimo swoich niewielkich rozmiarów nie tracą one nic ze swojej progrockowej perspektywy i nie odcinają się od klasycznych korzeni tego gatunku. Opowiadają one historię samotnej duszy z krwawiącym sercem, która w nieprzyjaznym świecie w jakim żyje, próbuje rozpaczliwie szukać dla siebie domu. Sklejone są one klamrą w postaci intro („Ending Theme”) i outro („Home”), które niczym okładki interesującej książki skutecznie zachęcają do uważnego poznania tego, co kryje się we wnętrzu pomiędzy nimi. A na zawartość tę składają się magiczne dźwięki, które wtapiają się w klimat twórczości grup Antimatter, Gazpacho, Oceansize czy też balladowej Anathemy.

Skąd wziął się ten udany album? Po prawdzie to dopiero pierwsza płyta zespołu My Arrival, lecz tworzący go muzycy stawiali swe pierwsze kroki we wspomnianej na wstępie formacji Sylvium. Muzykę skomponował gitarzysta i keyboardzista Ben van Gastel, słowa napisał obdarzony niesamowicie ciepłym głosem Richard de Geest, a perkusista Fred Boks nie tylko zagrał na płycie „Saturn9 & Indigo”, ale także podjął się jej finalnego miksu i masteringu.

Skrzyknęli się razem w 2018 roku i szybko złapali odpowiedni flow. Wykorzystali powstałe momentum i nagrali płytę, na której dominują klimatyczne i przystępne utwory, a dzięki swej intymności i potężnemu ładunkowi emocjonalnemu układają się one w bardzo epicko brzmiącą całość.

MLWZ album na 15-lecie