Soundbyte, The - Solitary IV

Robert "Morfina" Węgrzyn, Soundbyte, The - Solitary IV

Las, kawałek małego jeziora, zimne kolory - to okładka płyty „Solitary IV” grupy The Soundbyte. Już pierwszy numer „Descending”, który wybrzmiewa po podniosłym intro zatytułowanym „Fanfare” – świetnie wprowadza w mroczny klimat muzyki tego norweskiego zespołu. Las, ciemność, niepewność, tajemniczość, mrok. Oraz muzyczna zaduma. Przestrzenne dźwięki potrafią wprowadzić w stan spokoju i refleksji. Kolejny utwór, „North”, utrzymany w nieco mocniejszym charakterze aranżacyjnym pokazuje, że głośne, przesterowane i surowo brzmiące gitary będą przez resztę płyty przecinać ciszę, a krzykliwy, rozdarty jak białe płótno w mroku, wokal będzie siał spustoszenie. I tak faktycznie jest na tej zawierającej siedem mrocznych, a przy tym bardzo nowocześnie zagranych kompozycji.

The Soundbyte to właściwie solowy projekt mieszkającego w Trondheim kompozytora i gitarzysty Tronda Enguma, który zasłynął ze swojej działalności w grupie The 3rd And The Mortal. W swojej ojczyźnie ma on już sporą markę, a wśród grup grających eksperymentalny metal podszyty warstwą mrocznego folku uchodzi nawet za legendę. Ten awangardowy rodzaj metalu, z jakim mamy do czynienia na płycie „Solitary IV”, pokazuje jak wiele możliwości tkwi w tym, wydawałoby się, pozornie porządnie wyeksplorowanym już gatunku. Ta muzyka to prawdziwa gratka dla fanów gatunku.

Nie wiem skąd to wynika, że w Norwegii po mistrzowsku gra się taką muzykę (mało słońca w zimie, krótkie noce latem, nowoczesne myślenie, przyroda, niewielka ilość ludności?...), ale płyta „Solitary IV” wspaniale wpisuje się w takie mroczne metalowe klimaty. Jest zimno, klimatycznie, przestrzennie, po norwesku... Każdy fan wytrawnego black/doom/ambientowego skandynawskiego metalu powinien koniecznie zainteresować się tą produkcją.

MLWZ album na 15-lecie