Manning - A Matter Of Life And Death

Artur Chachlowski,
ImageGuy Manning to charakterystyczny przykład muzycznego barda, skalda i trubadura, autora tekstów i kompozytora. Artysty w stylu Boba Dylana, Leonarda Cohena, czy Bruce’a Springsteena. Jest on muzykiem o przebogatej liście środków artystycznej wypowiedzi: począwszy od akustycznych ballad po utwory bogato aranżowane i rozpisane na mnóstwo nie tylko rockowych instrumentów. Pierwsza płytę wydał w 1999r. dla brytyjskiej wytwórni Cyclops. Następnie ukazały się jeszcze jego 4 kolejne albumy studyjne, a w 2003r. został on zaproszony przez Andy Tillisona do formowanej wtedy i mającej odnosić spore sukcesy supergrupy The Tangent, w której występował obok tak słynnych muzyków, jak Roine Stolt, David Jackson, Theo Travis, czy Jonas Reingold. Koniec minionego roku przyniósł premierę nowego solowego krążka Manninga. Jest to koncept album oparty na życiu niejakiego Abela Manna – hipotetycznej postaci wykreowanej przez Guya jeszcze dla potrzeb jego debiutanckiej płyty „Tall Stories For Small Children”, a zarazem swoistego alter ego artysty. Jest to stosunkowo mroczna opowieść o zakrętach losu i zawiłościach ludzkiego przeznaczenia ujęta w spójne muzyczne ramy. To materiał z mnóstwem ciekawych pomysłów muzycznych, z lekkimi wycieczkami w stronę jazzu, rockowej ballady, a poprzez częste używanie organów i mooga oraz wszechobecnych partii saksofonu (Laura Fowles) przez cały czas nad płytą tą unosi się duch starych dobrych lat 70 i tzw. „szkoły Canterbury”. Guy Manning sam gra na większości instrumentów (g,k,dr), lecz od czasu do czasu wspomagają go inni muzycy, a wśród nich, chyba na zasadzie małego rewanżu, Andy Tillison z The Tangent i PO90D. Do stylistyki nagrań Manninga, a szczególnie do barwy jego głosu (kłania się Ian Anderson z Jethro Tull!) trzeba przywyknąć. Jeżeli już zaakceptuje się to i podejdzie do jego produkcji bez uprzedzeń, to gwarantuję mnóstwo bardzo pozytywnych wrażeń muzycznych.
MLWZ album na 15-lecie