Blacklight - Follow The Future

Artur Chachlowski, Blacklight - Follow The Future

Zespół Blacklight to piątka krakowskich muzyków: Marcin Kocielski – śpiew, Maciej Majewski – gitary, Robert Kurzyński – gitary, Tomasz Szydło – bas oraz Jan Krawczyk – perkusja. Każdy z nich wywodzi się z różnych gatunków muzycznych, co stało się kluczem do podjęcia przez nich współpracy. Zespół powstał w 2019 roku, a błyskawiczny efekt synergii przyniósł premierę albumu „Follow The Future”, który nakładem wytwórni Lynx Music ukazał się na rynku na początku kwietnia.

To bardzo krótki album (niespełna 37 minut) wypełniony stosunkowo krótkimi utworami. Autorem muzyki i angielskojęzycznych tekstów jest gitarzysta Maciej Majewski, który także zaśpiewał w jednym utworze – w najbardziej lirycznym ze wszystkich na tym krążku „Winter”, który na nostalgiczną nutę kończy to wydawnictwo. Resztę głównych ścieżek wokalnych wykonał obdarzony ciepłym, bardzo przyjemnym głosem Marcin Kocielski.

Muzyka Blacklight to gitarowy rock ubrany w zgrabne i zwięzłe piosenki z chwytliwymi refrenami i przepełnione bogatą paletą emocji. Bardzo dobrze, że zespół nie komplikuje prostych rzeczy, w których czuje się najlepiej. Nie znaczy to wcale, że na „Follow The Future” znajdziemy tylko piosenki. Jest pod koniec płyty taki moment, że Blacklight pozwala sobie na niespodziewaną wycieczkę w bardziej ambitne instrumentalnie rejony. Gdy wybrzmią ostatnie dźwięki nagrania „My Life”, rozpoczyna się trzyipółminutowy instrumentalny temat „Pre Road” będący de facto wstępem do następującej po nim kompozycji „Road”. Razem tworzą one nieźle skrojoną bisko dziewięciominutową całość będącą najambitniej brzmiącym fragmentem tej całkiem niezłej płyty. Emocje narastają tu bez końca. Ich ujście zespół znajduje we wspomnianym już finałowym oszczędnie brzmiącym (głos + gitary) nagraniu „Winter”. A jeszcze wcześniej pojawiają się na tym krążku m.in. „And I”, „Gater” i „When I See You” – utwory, które po kilku przesłuchaniach mogą na dłużej zapaść w pamięci słuchacza.

Blacklight swoją debiutancką płytą pokazał, że nie ma się czego wstydzić. To produkcja, którą w kategorii ‘bezpretensjonalny rock’ krakowianie mogą śmiało rywalizować z szeregiem innych podobnych im grup grających gitarowego rocka. Poziom co najmniej europejski.

Ale przyznaję też, że nie od razu muzyka Blacklight przekonała mnie do siebie. Dopiero po jakimś czasie znalazłem się pod prawdziwym urokiem tych krótkich, zwięzłych i melodyjnych utworów. Myślę więc, że warto dać szansę tej płycie. Można dzięki niej przeżyć naprawdę mnóstwo całkiem miłych chwil.

MLWZ album na 15-lecie