D Project

White Door - The Great Awakening

Andrzej Barwicki, White Door - The Great Awakening

Grupa White Door powraca z nowym albumem, który ukazał się w połowie kwietnia. Album zatytułowany jest "The Great Awakening". Dla przypomnienia, pierwsza płyta tej grupy nosiła tytuł "Windows" i ukazała się w 1983 roku. Trochę czasu minęło, ale chyba nie wszyscy zapomnieli o istnieniu tej brytyjskiej formacji. Sympatyków niebanalnych melodii na pewno ucieszyła wiadomość o ich powrocie i zapewne bez zastanowienia nabędą ich nowy krążek.

Słuchaczom audycji "Romantycy Muzyki Rockowej" nazwa zespołu i muzyka była znana dzięki Tomaszowi Beksińskiemu. Czy tylko sentyment do minionych lat 80. i muzyki z tamtego okresu wystarczy, by tak - jak to miało miejsce z ich debiutem – z otwartymi ramionami przyjąć ich najnowszy krążek? Czas pokaże. Trzeba jednak zaznaczyć, że tamte muzyczne skarby na stałe weszły do historii ery new romantic.

Jak na okładce, zespół White Door niczym skrzydlaty anioł powraca do nas z przepiękną melodyjną muzyką. Po latach ich niebytu trochę sceptycznie podchodziłem do tego wydawnictwa, ale gdzieś w myślach, tych nostalgicznych, odzywała sie romantyczna tęsknota za takim brzmieniem. Warto poświęcić czas, by poznać i zaakceptować nowy album White Door.

Trio White Door powiększyło na płycie "The Great Awakening" swój oryginalny skład (Mac Austin, Harry Davies, John Davies) o szwedzkiego muzyka Johana Baeckströma. Już po pierwszym przesłuchaniu na 8 znajdujących się tutaj nagrań aż 4 sobie podkreśliłem i z każdym kolejnym odsłuchem ta liczba wzrastała. Coraz bardziej przekonywałem się, że ich powrót niesie ze sobą powiew wiosennych, ładnie zagranych i zaśpiewanych piosenek. Jak to sami śpiewają w drugim nagraniu: „…It's time for resurrection…”. Podążając za tym muzycznym przekazem sięgamy po kolejną ścieżkę syntezatorowych dźwięków. Miłe dla ucha są również partie saksofonu tenorowego i fletu. Ciekawy i uroczy kontrast. Utwory „Among The Mountains” i „The Great Awakening” niosą ze sobą głębszą treść dotyczącą zdrowia jednego z muzyków i jego walki, którą na szczęście wygrał. Te i inne sytuacje życiowe miały wpływ na zawartość albumu, dają także nadzieję na lepszy czas. Dojrzałość artystów i spojrzenie na minione czasy odegrały ważną rolę w tworzeniu materiału na ten krążek.

Stonowany i emocjonalny głos Maca Austina idealnie wpasowuje się w synthpopowe brzmienie zespołu dodając mu romantyzmu, naturalności i emocji. W muzyce White Door, między innymi za sprawą Johana Baeckströma, udało się połączyć miniony romantyzm ze współczesnym światem muzyki popowej. Na ile jednak ten muzyczny mariaż przekona do siebie nowe młode pokolenie? - czas pokaże. Niemniej jednak ci, którzy dorastali i w młodości bawili się przy takich rytmach z przyjemnością wsłuchają się w ten najnowszy krążek. Jeżeli chodzi o mnie, to bez żadnych obaw do albumu „The Windows” na półce z płytami śmiało dołączam „The Great Awakening”.

Jest jeszcze jedna szczególna osoba, która zapewne, gdyby żyła, ucieszyłaby się z tego albumu. To Tomasz Beksiński. Nie wypada pominąć go w tej recenzji, gdyż wielu z nas, słuchaczy, było Jego „uczniami” w trakcie słuchania Jego autorskich audycji. A tak w czasopiśmie „Teraz Rock” z lipca 1995 roku pisał On o pierwszym albumie grupy White Door: „Windows” - jedyna długogrająca płyta w dorobku całkowicie nieznanej grupy White Door - to pozycja wręcz kultowa, przynajmniej w Polsce. Jest klasycznym przykładem siły oddziaływania radia, więc nie będę się krył za parawanem fałszywej skromności i bez bicia przyznam, że „Windows” trafiła do kanonu "new romantic" dzięki mnie. Skłamałbym jednak przypisując sobie wszelkie zasługi. Po pierwsze: odkrycie jakiegokolwiek wykonawcy jest zawsze zrządzeniem przypadku. Po drugie: o popularności decyduje muzyka, a nie tylko zachwyty prezentera. Po trzecie: płyta White Door jest po prostu tak urocza, że każdemu udałoby się zaintrygować nią słuchaczy. Grupę White Door tworzyło trzech muzyków: wokalista Mac Austin oraz obsługujący syntezatory John Davies i Harry Davies. Ten drugi grał też na flecie. Sporą rolę w powstaniu „Windows” odegrał producent Andy Richards - postać znana na "noworomantycznej" scenie, jeden z twórców obowiązujących wówczas brzmień (obok Colina Thurstona odpowiedzialnego za Classix Nouveaux i Duran Duran, Martina Rushenta współpracującego z Human League i Richardsa Burgessa - opiekuna Landscape i Spandau Ballet). „Windows” jest prawdziwym ewenementem, gdyż brzmi niezwykle plastycznie - wręcz zwiewnie. Zawiera muzykę pełną uroku, poetycką, tajemniczą i zarazem bezpretensjonalną. Chyba nikomu innemu nie udało się stworzyć czegoś tak subtelnego. Szkoda, że nie odniósł sukcesu. Zespół przypuszczalnie rozwiązał się po zrealizowaniu tej jednej płyty. Do dziś jego losy są mi nieznane, nie udało mi się zdobyć żadnych o nim informacji. „Windows” wciąż nie ukazało się na płycie kompaktowej.

Myślę, że w podobnym stylu i treści Tomasz wypowiedziałby się o najnowszym albumie White Door mając dziś do dyspozycji wydanie na CD, LP czy w wersji cyfrowej . Nasuwa mi się taka myśl, że z muzycznym powrotem grupy White Door jest podobnie jak z dawno niewidzianymi przyjaciółmi czy znajomymi. Spotykamy się, bo nie wypada odmówić, trochę obawiając się tego spotkania. Po czasie okazuje się jednak, że nasze uprzedzenia nie były uzasadnione i z każdą chwilą dobrze spędza się czas w ich towarzystwie. Wspominając minione chwile rozmawiamy także o obecnej sytuacji...

Przyznaję, że tak właśnie jest z albumem „The Great Awakening”. Z każdym jego odsłuchem coraz bardziej podoba mi się ta muzyka, pozwalając poczuć ducha new romantic minionych i obecnych czasów. Może to nie jest strzał w dziesiątkę, ale jest bardzo blisko. Mam nadzieję, że na kolejny ich album nie będzie trzeba czekać tak długo. A może nawet i na ich koncerty?... Zapraszam. Białe Drzwi otwarte!

MLWZ album na 15-lecie