Zopp - Zopp

Artur Chachlowski, Zopp - Zopp

Ten album ma szansę stać się tegoroczną sensacją sceny progresywno-rockowej. A może raczej – by być bardziej precyzyjnym – sceny Canterbury. Bo w rzeczy samej, awangardowa muzyka grupy Zopp to nic innego jak głęboki ukłon w stronę twórców improwizacyjnego jazz rocka, kojarzonych z nurtem, którego swego czasu żywym przykładem były grupy Caravan, Soft Machine czy Gong.

Zopp jest muzycznym dzieckiem multiinstrumentalisty Ryana Stevensona, który jest wielokrotnie nagradzanym kompozytorem mającym na koncie muzykę do wielu filmów. W maju 2019 roku uzyskał branżową nagrodę American Tracks Music Awards za pracę nad dokumentalnym filmem „The Perfect Gangster”. Dziesięć lat temu powołał do życia projekt o nazwie Zopp, który zrodził się jako wynik jego fascynacji jazzrockową sceną Canterbury. W miarę upływu czasu Zopp wchłaniał coraz więcej stylistycznych wpływów, takich jak twórczość klasyków (wyraźne wpływy Igora Strawińskiego) oraz mistrzów minimalizmu (w duchu dzieł Steve’a Reicha), a także coraz bardziej zagłębiał się w sferę muzyki ambient.

Do pracy nad wydaną przez wytwórnię Bad Elephant Music płytą Ryan Stevenson zaprosił współczesne ikony gatunku: Andy'ego Tillisona z grupy The Tangent, Theo Travisa (m.in. King Crimson, Steven Wilson) i perkusistę Andreę Monetę z nieco zapomnianej już dzisiaj, acz bardzo lubianej na początku lat 90., włoskiej neoprogresywnej formacji Leviathan. Już same te nazwiska powinny być wystarczającą rekomendacją dla muzyki Zopp. Jeżeli jednak ktoś nie czuje się jeszcze do końca przekonany, to powiem, że efekt finalny w postaci omawianego dzisiaj albumu przerasta najśmielsze oczekiwania.

Bo w efekcie otrzymaliśmy trwającą trzy kwadranse udaną płytę zawierającą pełnokrwisty instrumentalny jazz rock głęboko zakorzeniony w stylistyce fusion i oparty na klasycznych brzmieniach sfuzzowanego basu i potężnych dźwiękach organów Hammonda, które splatają się ze złożonymi strukturami kompozycyjnymi, częstymi zmianami temp, a także na chwytliwych melodiach z ambientowymi plamami syntezatorów i finezyjnymi pasażami melotronów. Co ciekawe, muzyka Zopp ma niepowtarzalną, zaskakującą wręcz niekiedy, lekkość i przystępność, co niekoniecznie jest rozpoznawalną cechą twórców przyznających się do fascynacji sceną Canterbury.

Debiutancką płytę Zopp wypełnia 9 kompozycji, których nie ma chyba sensu omawiać pojedynczo w oderwaniu od pozostałych. Właściwie każda z nich zawiera w sobie coś, co potrafi porządnie przykuć uwagę i zaintrygować. Wytwórnia na nagranie promujące album wybrała kompozycję „Before The Light”, sympatycy stylistyki fusion, z którymi miałem okazję słuchać wspólnie tych kompozycji najbardziej zachwyceni byli tematem „The Noble Shirker” (zwracali uwagę na szalejącego na saksofonie tenorowym Mike’a Bensona), wyznawcy dźwiękowego minimalizmu wskazywali na utwór „Sellanrå”, mnie najbardziej przypadły do gustu tematy „V” i „Being And Time”… Dla każdego coś miłego. Tak czy inaczej, album „Zopp” posiada wszelkie niezbędne cechy, by za pomocą tej unikatowej już dzisiaj, acz mocno zakorzenionej w brzmieniu Canterbury, awangardowej muzyki, oczarować i zainteresować słuchaczy o szeroko otwartych uszach.

MLWZ album na 15-lecie