Kryptograf - Kryptograf

Artur Chachlowski, Kryptograf - Kryptograf

Dziś kolejna nowa grupa z Norwegii. Nie pytajcie mnie czy zespół Kryptograf pochodzi z Bergen, bo takie pytania ostatnio sprowadzają się do rangi li tylko retorycznych. Lepiej otwórzcie swoje notatniki i zapiszcie w nich tę nową nazwę. Bo oto pojawiła się nowa grupa pochodząca z tego deszczowego norweskiego miasta, która gra tak, że wszystko momentalnie staje się pozamiatane.

Muzyka w wykonaniu czterech młodych muzyków tworzących Kryptograf zainspirowana jest ciężkim brzmieniem późnych lat 60. Czterech niezwykle utalentowanych muzyków zauroczy Was swoimi utworami i klimatem, w którym są one zanurzone, oryginalnym pomysłem na swoje brzmienie, harmonicznymi wokalami, niszczycielskimi riffami i niesamowicie intrygującymi, przykuwającymi uwagę już od pierwszego słuchania, kompozycjami.

A jest ich na debiutanckiej płycie zespołu Kryptograf zaledwie osiem (trwają one łącznie niespełna 40 minut). „The Veil” to pierwsza piosenka w tym gronie, która pod wieloma względami stanowi kręgosłup muzyki zespołu. Oparta jest ona na ciężkim riffowaniu i wyraźnie słychać, że właśnie te wszystkie psychodeliczne riffy są punktem wyjścia, praktycznie do wszystkich utworów, które słyszymy na tej płycie.

Stoner, prog rock, klasyczny rock i coraz modniejszy ostatnio gatunek proto metal – po tych stylach zespół porusza się najchętniej, a przy klasycznym rocku przełomu lat 60. i 70. czuje się jak ryba w wodzie. Główną inspiracją dla muzyki Kryptograf są brzmienia spod znaku grupy Black Sabbath. W dodatku wszystko to mocno oparte jest na lampowych wzmacniaczach i soczystym brzmieniu sekcji rytmicznej. Najlepiej słychać to w utworze „New Colossus”, w którym to nawet głos wokalisty upodabnia się do śpiewu Ozzy’ego Osbourne’a. Kryptograf stara się jednak, by jego muzyka była niepowtarzalna, dlatego też mniej lub bardziej świadomie wprowadza w swoje brzmienie pewien element szorstkości i unika stylistycznego cyzelowania czy dopieszczania granych przez siebie dźwięków. Świetnym tego przykładem może być najdłuższa i najlepsza moim zdaniem kompozycja na płycie – blisko 10-minutowe nagranie zatytułowane „Seven”. Palce lizać! Zresztą takich magicznych momentów jest na tej płycie więcej: „Crimson Horizon”, „Sleeper” czy „Omen” brzmią imponująco. Nawet krótsze formy muzyczne, jak akustyczny „Ocean” czy zamykający tę płytę numer „Infinite” też robią spore wrażenie.

Wymieńmy nazwiska tych młodych norweskich debiutantów, bo myślę, że jeszcze nie raz o nich usłyszymy: Vegard Strand i Odd Erlend Mikkelsen grają na gitarach i obaj śpiewają, Eirik Arntsen obsługuje instrumenty perkusyjne i śpiewa, a Eivind Standal Moen gra na gitarze basowej.

Premierę płyty poprzedziły dwa single: „The Veil” i „Crimson Horizon”. Myślę, że ich wysoka jakość napędziła popularność tej młodej norweskiej grupie. Od Robina Mortensena, szefa wytwórni Apollon Records, wiem że w przedsprzedaży album ten pobił wszelkie rekordy popularności. Oficjalna data premiery: 12 czerwca. Nie zwlekajcie więc, tylko szybko rozglądnijcie się za tym krążkiem, bo to rzecz pod każdym względem fantastyczna!

 

MLWZ album na 15-lecie