Verbal Delirium - From The Small Hours Of Weakness

Artur Chachlowski, Verbal Delirium - From The Small Hours Of Weakness

O pochodzącej z Grecji grupie Verbal Delirium usłyszałem całkiem niedawno i, ku mojemu zaskoczeniu, dowiedziałem się, że jej początki sięgają jeszcze lat 90. ubiegłego wieku. To zespół, którym kieruje niejaki Jargon (prawdziwe imię i nazwisko: John Kosmidis). Zadebiutowali pełnowymiarową płytą „So Close And Yet So Far” w 2010 roku i już wtedy zwrócili na siebie uwagę odwagą w eksperymentowaniu z orkiestracjami, bogatymi aranżacjami oraz quasi klasycznymi zapożyczeniami. Już wtedy Verbal Delirium zapisał się w pamięci odbiorców jako grupa hołdująca stylistyce psychodelicznego rocka z licznymi elementami progresywnymi oraz odważnym mariażem stylistycznym polegającym na umiejętnym łączeniu tradycyjnych rockowych brzmień z nowoczesnymi, a nawet nowatorskimi rozwiązaniami.

W 2013 roku ukazał się album nr 2 – „From The Small Hours Of Weakness”. Zespół poszedł na nim o krok dalej. Progrockowych pierwiastków było znacznie więcej. Co ciekawe, pojawiły się też efektowne elementy symfonicznego rocka. Epickim aranżacjom towarzyszyły stosunkowo proste, lecz finezyjnie zastosowane środki artystycznego wyrazu (fortepian, trąbki, flety, etc.). Jargon i spółka wyraźnie poszukiwali swojej muzycznej tożsamości i obok klasycznie progresywnych pomysłów, często eksperymentowali, np. z muzyką ambient czy elektroniką (czego najlepszym przykładem może być nagranie „10000 Roses”) oraz krótkimi formami muzycznymi (tematy „Erebus” i „Dance Of The Dead”). Elementy nowej fali pojawiają się w „Disintegration”, a wczesnogenesisowe tematy ujawniają się w utworze „Desire (pastelowe dźwięki akustycznych gitar!). Lecz obiektywnie rzecz ujmując, najciekawiej na tej płycie robi się wtedy, gdy Verbal Delirium wkracza na terytoria znane z wczesnych płyt Pink Floyd, Van Der Graaf Generator czy King Crimson, a przede wszystkim, gdy obudowuje swoje kompozycje (nawet te najdłuższe, trwające po 9-12 minut) pięknymi i bardzo przystępnymi melodiami. Na szczególne wyróżnienie zasługują tu kompozycje „Sudden Winter”, „The Losing Game” oraz finałowa, składająca się z dwóch części, „Aeons” (w takiej właśnie kolejności!), w których sąsiadują ze sobą dźwięki subtelnej progresywnej psychodelii i elementy greckiego folkloru.

Musiało minąć kolejnych kilka lat, by po tej niezłej, choć trochę nierównej płycie, zespół powrócił z krążkiem, którego nie sposób określić inaczej, jak bardzo dobry. Album nr 3 zatytułowany „The Imprisoned Words Of Fear” ukazał się w 2016 roku… I opowiem o nim następnym razem.

 

www.oskar-cd.com.pl

MLWZ album na 15-lecie