Moore, Gary - Rock Hard Before Blues

Andrzej Barwicki, Moore, Gary - Rock Hard Before Blues

Gary Moore to irlandzki gitarzysta i wokalista, o którym stali czytelnicy MLWZ wiedzą chyba wszystko. Młodszych informuję, że w trakcie swej artystycznej kariery dał się poznać ze swych solowych dokonań, jak też gdy grał w takich zespołach, jak Skid Row, Thin Lizzy, BBM czy Collosseum II.

Z początkiem lipca tego roku ukazało się specjalne limitowane wydawnictwo tego artysty zatytułowane „Rock Hard Before Blues”. Ten kompilacyjny album został wydany na płycie winylowej w marmurkowym kolorze, co zapewne ucieszy fanów i kolekcjonerów takich rarytasów. Niemałe znaczenie ma tutaj rynek muzyczny, który znów powraca do płyt winylowych. Oczywiście takie rarytasy zelektryzują pewnie niejednego fana Gary Moore’a. Warto sięgnąć do kieszeni, bo ta płyta jest w stanie dowartościować każdą kolekcję długogrających krążków.

Utwory, które zostały zamieszczone na płycie „Rock Hard Before Blues” powstały na początku lat 80. i pochodzą w większości z krążka „Dirty Fingers”. To trzeci solowy album studyjny Moore’a. Został on nagrany w 1981 roku, krótko po tym, jak artysta rozwiązał swój projekt G-Force. Ukazał się on dopiero w 1983 roku, ale początkowo tylko w Japonii, gdzie Moore był bardzo popularny. Europejska premiera miała miejsce rok późnej.

Pierwotnie wytwórnia Jet Records też nie do końca była za tym, aby ten album się ukazał, ale po czasie zmieniła zdanie. Natomiast Gary Moore miał trochę odmienne zdanie twierdząc, że jest to nie do końca dopracowane wydawnictwo. Nie dziwi więc fakt, że jest to w sumie mało znana płyta w dyskografii tego znakomitego wirtuoza gitary. Dziś mamy okazję ponownie przysłuchać się kilku pochodzącym z niej kompozycjom doceniając kompozytorskie umiejętności irlandzkiego muzyka. Może nie rzucą nas one na kolana, ale ugruntują w przekonaniu, że nie tylko muzyka bluesrockowa rozbrzmiewała w duszy i sercu Gary Moore’a. Upływający czas, jak i brak obecności tego muzyka pośród nas, ma wpływ na odbiór jego twórczości. Najchętniej ubimy wracać do bardziej znanych kompozycji jego autorstwa. Tu mamy do czynienia z mniej znanymi utworami. W przypadku płyty „Rock Hard Before Blues” brzmienia są ukierunkowane do raczej do odbiorców muzyki hardrockowej czy nawet przebojowego metalu.

Na stronie „A” omawianego longplaya znalazły się następujące utwory: „Hiroshima”, „Really Gonna Rock”, „Nuclear Attack”, „Kidnapped” i przepiękna rockowa ballada „Rest In Peace”. To nagranie na płycie „Dirty Fingers” znajdowało się na końcu strony „B” płyty analogowej… Mocne gitarowe riffy i odpowiedni rytm nadają tym poszczególnym kompozycjom charakterystycznego energetycznego brzmienia. Za stronę wokalną odpowiada Charlie Huhn, którego wspomaga Gary Moore.

Obracamy album na drugą stronę, by zapoznać się z kolejnymi kompozycjami. Strona „B” rozpoczyna się utworem „Don't Let Me Be Misunderstood” (ta piosenka została napisana przez Bennie Benjamina, Sola Marcusa i Glorię Caldwell dla piosenkarki i pianistki Niny Simone, która po raz pierwszy nagrała ją w 1964 roku). Po tym przypomnianym utworze sprzed lat przychodzi czas na autorskie utwory Moore’a: „Bad News”, „Run to Your Mama”, „Lonely Nights” oraz chwytający za serce „I Look At You”. Przypomnę tylko, że ten ostatni kawałek pochodzi z programu jedynej płyty nagranej przez G-Force z roku 1980. To bardzo ekspresyjna i intensywna dawka poczciwych szybkich numerów przygotowana przez Gary Moore’a z jego muzyczną ekipą. Działo się to w czasie, kiedy opuścił on zespół Thin Lizzy. Wtedy heavy metal zaczął zyskiwać sobie coraz większą popularność kosztem odchodzącego powoli do historii punk rocka. Albo podążasz za zmianami i dalej pozostajesz na rynku muzycznym, albo zmieniasz profesję. Gary Moore nie obawiał się wyzwań, był pewien, że podoła nowym czasom. Tworzył kompozycje, które przetrwały wiele lat, o czym może świadczyć wzrastająca w tamtych, jak i obecnych czasach jego popularność pośród coraz to młodszego pokolenia. Dziś z Gary Moore’em bliżej nam do jego bluesowej duszy, ale jak możemy się przekonać po wysłuchaniu tych nagrań heavyrockowy wizerunek nie był wcale obcy możliwościom artysty i taki jego dorobek też zdobył sobie spore grono sympatyków.

Na osobną uwagę zasługuje skład muzyków, jaki towarzyszył Moore’owi podczas nagrywania tych utworów: Don Airey (instrumenty klawiszowe), Jimmy Bain (bas) i Tommy Aldridge (perkusja). Gdy przyjrzymy się w jakich grali oni zespołach (Deep Purple, Rainbow, Black Sabbath, Judas Priest, Dio, Ted Nugent czy Whitesnake), nie powinno nas dziwić brzmienie, które wspólnie wypracowali. Producentem płyty był nieżyjący już, także specjalizujący się w muzyce heavymetalowej, Christopher Andrew Tsangarides.

Tak oto po latach możemy z innej strony spojrzeć i zapoznać się z klasyką heavymetalową i rockową w wydaniu tego wspaniałego gitarzysty. Mam taką małą uwagę odnośnie informacji zamieszczonych na tym albumie, które ograniczają się jedynie do tytułów utworów. Moim zdaniem koperta powinna zawierać więcej szczegółów, np. co do składu muzyków i okresu powstania tych nagrań. Krótka notka też by nie zaszkodziła… Wiem, że niezbędne informacje można znaleźć w internecie, ale co na albumie, to na albumie. Wady te nie przesłaniają jednak zalet, tym bardziej że „Rock Hard Before Blues” to wydawnictwo, które ucieszy nasze uszy i wzrok i zapewne wcale nie jest ostatnim w dyskografii Gary Moore’a.

MLWZ album na 15-lecie