Swappers Eleven - From A Distance

Tomasz Dudkowski, Swappers Eleven - From A Distance

Swappers Eleven to projekt międzynarodowy, a nawet interkontynentalny, gdyż w nagraniach wzięło udział 17 muzyków z 9 krajów, z 3 kontynentów. Pod koniec lipca ukazał się jego debiutancki album o adekwatnym tytule „From A Distance”, który wydany został w… Polsce za sprawą poznańskiego Oskara.

Grupa została stworzona przez trzech muzyków, których łączy to, że w przeszłości wygrywali konkursy Swap The Band organizowane podczas Marillion Weekends w różnych latach i krajach (podczas nich fani dołączają na scenie do grupy zastępując kogoś z jej członków – niestety w Polsce, póki co takiego konkursu nie było). Takimi szczęśliwcami byli m.in. włoski wokalista Alessandro Carmassi (niektórzy mogą go kojarzyć z występu na albumie „Live In Rome” Steve Rothery Band), grający na klawiszach i gitarach Brazylijczyk Luiz Alvim oraz basista i gitarzysta Gary Foalle pochodzący z Wysp Brytyjskich.

Oprócz tej trójki w nagraniach wzięło udział jeszcze czternaścioro innych fanów z takich krajów jak Norwegia, Francja, Holandia, USA czy Chile. Nasz kraj też ma swojego przedstawiciela – w dwóch utworach (numer 2 i 3) na saksofonie gra Marcin Sosnowski.

Pierwsze dwa tematy („The Collector” i „Tomorrow”) brzmią jakby były zapomnianymi nagraniami Marillion, tak gdzieś z okolicy albumu „marillion.com”. Szczególnie ten drugi sprawia wrażenie jakby był wariacją na temat „Tumbling Down The Years”. Na pewno olbrzymi wpływ ma na to śpiew Carmassiego, który ma barwę głosu i sposób akcentowania do złudzenia przypominające śpiew Hogartha. Początek świadczy o tym jak wielkim uwielbieniem członkowie projektu darzą kwintet z Aylesbury, a wspomniane utwory można traktować jako swoisty ukłon w ich stronę. Z tej dwójki godnym polecenia jest zwłaszcza „The Collector”, z podkładem na Hammondach i niebanalnymi solami na klawiszach i gitarze.

Jako trzecią na dysku zamieszczono pierwszą z dwóch trzynastominutowych suit – „Distance”. Tu echa Rothery’ego i spółki są nadal mocno słyszalne, ale już nie tak nachalnie jak w przypadku wcześniejszych fragmentów. Jeśli już z jakimś utworem miałbym skojarzyć to (bardziej ze względu na formę) byłby to „Interior Lulu”. Carmanassi mniej epatuje hogarthowską manierą, a Alvim i Foalle serwują nam częste zmiany tempa oraz wyśmienite sola na Hammondach czy gitarach (tu swoje nuty dogrywa też Daniel van der Weijde). Klimatyczną partią saksofonu raczy nas Sosnowski. Z każdym przesłuchaniem „Distance” coraz bardziej zyskuje stając się jednym z mocniejszych punktów wydawnictwa.

Numerem cztery oznaczono „Spectrum”, który wyróżnia się tym, że śpiewa w nim aż troje wokalistów – do Carmassiego dołączają Ian Humphrey i Michelle Aragon. Szczególnie pojawienie się amerykańskiej wokalistki wprowadziło nową jakość do nagrań i pozwala na to, by nieco oddalić skojarzenia z zespołem założonym pod koniec lat 70. przez Micka Pointera. To całkiem przyjemne, nieco bardziej dynamiczne granie z gitarowym pojedynkiem Foalle – Darren Newitt.

Kolejny utwór - „New Year’s Resolution” - z wokalnym duetem Carmanassi / Aragon to krótka rockowa piosenka, w której można wyróżnić Willa Addictsa za ciekawe solo na instrumentach klawiszowych.

Na ścieżce szóstej zapisano drugą suitę – „Open Your Eyes”. To kolejna opowieść z kilkoma zmianami tempa i licznymi partiami solowymi. Wokal już mniej przypomina byłego lidera How We Live, a sama kompozycja przywołuje skojarzenia z utworami Galahad, Pendragon, IQ lub wczesnego Marillion.

Jako przedostatnią możemy usłyszeć balladę „First Light”, w której wyjątkowo nie słyszymy głosu Carmassiego. Oparta jest na dźwiękach gitary akustycznej, pianina i basu bezprogowego (w wykonania Neila Lougha). Pod koniec Foalle gra krótkie solo, którego nie powstydziłby się Rothery, a całość za sprawą śpiewu Michelle Aragon, przypomina nagrania The Wishing Tree. Ta naprawdę wyjątkowej urody kompozycja przechodzi płynnie w nagranie finałowe - „Hope Is A Stranger”. Jest to dość mocne zakończenie z ostrymi riffami i udaną partią basu w wykonaniu Rika van Dommelena i solem na klawiszach Dave’a Wrucka, który stworzył też ciekawą orkiestrację na finał utworu. Całość kojarzy się z dokonaniami IQ czy Areny.

I tak dobiegł końca ten trwający 57 i pół minuty album. Wspomnieć należy jeszcze o pozostałych muzykach zaangażowanych w projekt, o których wcześniej nie wspomniałem. Są to perkusiści – Enrico Rossetti, Rafael Marcolino i Arild Brøter, gitarzysta Carl Wragg i basista José Luis Ramos. Autorem większości muzyki jest Luiz Alvim („Spectrum” i „Hope Is A Stranger” napisał razem z Foalle, a pod „Open Your Eyes” podpisany jest tylko gitarzysta), który jest też autorem lub współautorem kilku tekstów. Oprócz niego za warstwę liryczną odpowiadają pozostali dwaj główni członkowie projektu oraz Michelle Aragon, która napisała słowa do „First Light”. Album wyprodukował zespół, a zmiksował go Neil Lough, który miał za zadanie połączyć w całość wyniki sesji poszczególnych muzyków nagrywanych w ich domowych studiach. Płyta wydana jest w digipacku, z nawiązującą do tytułu płyty grafiką autorstwa Gary’ego Foalle.

„From A Distance” to całkiem udany album (szczególnie jak na debiut) zagrany i wyprodukowany na wysokim poziomie, z wieloma ciekawymi solówkami gitarowymi i klawiszowymi, dość mocno czerpiący z dokonań zespołów takich jak IQ, Pendragon, Galahad, a przede wszystkim Marillion. I szczególnie fanom tej ostatniej grupy (choć oczywiście nie tylko) to wydawnictwo powinno przypaść do gustu. Wszak stworzyli je jedni z nich.

MLWZ album na 15-lecie