Tangent, The - Auto Reconnaissance

Artur Chachlowski, Tangent, The - Auto Reconnaissance

W największym skrócie, bo Andy Tillisona i jego grupy The Tangent nie trzeba nikomu z Czytelników MLWZ.PL przedstawiać. “Auto Reconnaissance” to już jedenasty album tej brytyjskiej formacji. Już po raz czwarty z rzędu na płycie spotkało sie to samo grono instrumentalistów: Jonas Reingold (bg), Theo Travis (sax, fl) i Luke Machin (g) (plus dodatkowo Steve Roberts na perkusji) oraz oczywiście najważniejszy człowiek w tej orkiestrze: Andy Tillison (k, v).

Czuć chemię. To wzajemne wyczucie i oddziaływanie pozwala im mieszać w ich muzyce ze zdumiewającą płynnością mnóstwo muzycznych składników (liczne wstawki jazzowe, narracje, rhythm’n’blues, funk, pop, a nawet soul). I wyszła im z tego prawdziwa mieszanka wybuchowa. Zaryzykuję twierdzenie, że to jeden z najlepszych albumów w blisko już dwudziestoletnim dorobku zespołu.

Co takiego fascynującego znajdziemy na “Auto Reconnaissance”? 7 utworów i blisko 80 minut muzyki. Dwa długasy: rewelacyjny, trwający blisko pół godziny socjologiczny komentarz na temat brexitu “Lie Back & Think Of England”, który moim zdaniem urasta do rangi szczytowego osiągnięcia w dorobku The Tangent oraz niewiele krótszy, obudowany serią żartobliwych narracji oraz pokaźną dozą smooth jazzu “Jinxed In Jersey”. Poza tym znajdujemy tu rewelacyjny opener w postaci chwytliwego numeru “Life On Hold”, niezwykłą instrumetalną kompozycję “Proxima”, która ze swoją elektroniką jest kompletnym novum w dorobku tej grupy (zapewne dlatego podkreślono ten fakt nadając jej charakter bonus tracka) oraz trzy krótsze utwory, wśród których znajdujemy miłosną, pełną uroku, nomen omen, piosenkę zatytułowaną “Under Your Spell”. Innym wartym podkreślenia momentem jest nagranie “The Tower Of Babel”, gdzie Tillison i spółka zabierają słuchacza w muzyczną podróż naznaczoną funkowym rytmem, który nęci genialnymi solówkami i zapadającym w pamięć refrenem.

Nie ukrywam, że “Auto Reconnaissance” to album, który najprędzej trafi do serc wyrobionych i dobrze osłuchanych słuchaczy. Nie znaczy to wcale, że jest to album jakoś sczególnie trudny czy wręcz nieprzystępny w odbiorze. Nie. Wszystkie kompozycje brzmią naprawdę rewelacyjnie, zawieszone są w jazzrockowej, acz bardzo melodyjnej atmosferze szkoły Canterbury oraz pełne są licznych naleciałości z twórczości Franka Zappy. The Tangent na “Auto Reconnaissance” oddaje prawdziwy hołd przeszłości progrockowego gatunku, wskrzesza wspomnienia i kreuje klasycznie progresywne brzmienie. I robi to w więcej niż przekonywujący sposób. Wszystkie utwory mają w sobie to ‘coś’, co przykuwa uwagę, przykleja odbiorcę do głośników i powoduje, że całego albumu słucha się z przeogromną przyjemnością. Godne uwagi jest użycie organów Hammonda, imponujące są partie basu, linie melodyczne nawet w najdłuższych utworach są chwytliwe, refreny zapadają w pamięć, a przyjemny, nieinwazyjny, przewijajjący sie przez cały czas gdzieś w tle smoothjazzowy rytm staje się prawdziwą wisienką na tym nowym muzycznym torcie grupy The Tangent. Tak, “Auto Reconnaissance” sprawia wrażenie płyty przemyślanej w najdrobniejszych szczegółach, wycyzelowanej i nagranej przez grupę muzyków, którzy po mistrzowsku przedstawili kolekcję autentycznie olśniewających, poruszających i dających do myślenia, kompozycji.

MLWZ album na 15-lecie