Tiger Moth Tales - Still Alive

Artur Chachlowski, Tiger Moth Tales - Still Alive

Ten rok miał być w planach Petera Jonesa rockiem bardzo pracowitym. Nowy album jego projektu o nazwie Tiger Moth Tales miał być wydany już w styczniu, liczne koncerty z formacjami Tiger Moth Tales, Red Bazar, Francis Dunnery's It Bites oraz solowe klubowe występy planowane były na miesiące wiosenne, lecz pandemia Covid-19 pokrzyżowała te plany. I zupełnie niespodziewanie, jakby znikąd, na rynku pojawił się album wydany przez wytwórnię White Knight Records zatytułowany „Still Alive” i firmowany przez Tiger Moth Tales. Wydawnictwo to jest artystyczną odpowiedzią Petera Jonesa na lockdown i bez wątpienia jest ono w stanie przemówić do rozedrganych emocji, które wielu fanów odczuwa lub odczuwało w tych trudnych i przedziwnych czasach.

Na czym polega wyjątkowość tej płyty? Przede wszystkim „Still Alive” to bardzo krótki album. Właściwie można go nazwać minialbumem, gdyż zawiera ledwie 32 minuty muzyki, na które składa się sześć utworów. A właściwie to pięć, gdyż temat tytułowy pojawia się na tym krążku dwukrotnie: na samym jego początku jako temat właściwy oraz na końcu jako finałowa repryza.

„Still Alive” to album, którego miało nie być. Peter miał już praktycznie nagraną inną kolekcję premierowych piosenek. Z różnych powodów, o których nie będziemy tu pisać, nowy album okazał się wciąż jeszcze nie gotowy do wydania. Pandemia oraz przymusowy lockdown zaowocował jednak materiałem, który Peter spontanicznie skomponował, nagrał w domowym studiu i który teraz wydany został na krążku „Still Alive”.

Utwory, które składają się na program tego wydawnictwa to rzeczy typowe dla Jonesa. Bez większych zaskoczeń, lecz niewątpliwie mają one wystraczająco dużo uroku, by sprawić radość niejednemu słuchaczowi. Spory potencjał mają w sobie trzy utwory mające w sobie najwięcej cech klasycznych piosenek: nasączona elementami folk rocka sześciominutowa kompozycja tytułowa oraz jej trzyminutowa repryza niczym klamry spinają to wydawnictwo, a oznaczona indeksem 3 piosenka „Golden” to chyba najpiękniejszy fragment tego wydawnictwa. Klimatem przypomina pamiętną „Dziewczynkę z zapałkami” z poprzedniej płyty Tiger Moth Tales pt. „Story Tellers Part Two” (2018). Utwór ten jest naturalnym dopełnieniem instrumentalnego, poprzedzającego go tematu „The Mighty Fallen”, który odrobinę przypomina stare, dobre (tak z okolicy „Moonmadness”) jazzrockowe kawałki grupy Camel. Na płycie jest jeszcze jedno nagranie instrumentalne – „Lean Into Madness”, które z oczywistych powodów przywołuje mi na myśl genesisowskie „Silent Sorrow In Empty Boats”. No i jeszcze jeden fragment tej płyty, o którym trzeba wspomnieć: „Whistle Along” – to kolejny już po pamiętnych utworach „A Kid’s Tale” oraz „Three Little Pigs” muzyczny romans Jonesa z tematyką bajek. To bardziej minispektakl, muzyczna inscenizacja rozpisana na role, którą raczej skojarzymy z bajkowymi soundtrackami niż serioznym prog rockiem. Tak czy inaczej, to rzecz w bardzo Jonesowym stylu i jak zawsze w jego wydaniu, niepozbawiona prawdziwego uroku, który w odpowiedzi na to muzyczne mrugnięcie okiem z pewnością mimowolnie przywoła radosny uśmiech u niejednego wrażliwego suchacza.

W tekstach piosenek, które wypełniają program „Still Alive” znaleźć można różne nastroje: od wizji skazanego na zagładę świata i narastający ton szaleństwa, poprzez pragnienie ujrzenia pozytywów i wskrzeszenia ducha wytrwałości aż po ilustrację desperacji oraz zwykłej ludzkiej potrzeby przetrwania.

Na koniec zaproszenie do oglądania ruchomych obrazków. Peter postanowił zaangażować swoich przyjaciół i fanów do nakręcenia bardzo pozytywnego teledysku do utworu tytułowego, który z pewnością wywoła uśmiech na wielu twarzach. Polecam link: https://youtu.be/Kk5uKYCy73A

 

PS. Wspomniany teledysk znajduje się też na dołączonym do płyty CD drugim krążku. To DVD z koncertem zarejestrowanym w Rockfield, na którym dodatkowo znaleźć tez można fortepianową wersję utworu "Hygge".

MLWZ album na 15-lecie