Dante - The Inner Circle

Artur Chachlowski,

ImageHistoria grupy Dante jest doskonałym przykładem na to, jak inny wybitny zespół może zainspirować młodych, początkujących twórców i nakłonić ich do stworzenia niezwykle ciekawego przedsięwzięcia artystycznego.

Była jesień 2005 roku. Dwóch przyjaciół ze szkoły muzycznej w Monachium, pianista Markus Maichel i gitarzysta Markus Berger, w wolnych chwilach plumkali gdzieś w swoich amatorskich rockowych kapelach. Ktoś sprezentował im bilety na występ Dream Theater w monachijskiej Tonhalle. Koncert zainspirował obu panów do tego stopnia, że postanowili zjednoczyć swoje siły i założyć zespół grający progresywno-metalową muzykę. Zaprosili do współpracy Alexandra Gohsa – wokalistę poprzedniej grupy Bergera, Twelve. Gdy do tej trójki dołączył perkusista Christian Eichlinger postanowili nadać swojemu kwartetowi nazwę Dante i wkroczyli do studia nagraniowego, by zrealizować chodzące im po głowach pomysły muzyczne. Były one wypadkową indywidualnych fascynacji członków zespołu i obejmowały wpływy takich wykonawców, jak Pink Floyd, wczesny Genesis, Yes, Porcupine Tree, Neal Morse i oczywiście Dream Theater.

Wydany przed kilkoma tygodniami album „The Inner Circle” zawiera materiał nagrany w trakcie sesji w monachijskim studiu The Hidden Studios, która odbyła się pod koniec ubiegłego roku. Pokazuje on ciekawe, zaskakująco oryginalne oblicze zespołu. Dante nie powiela pomysłów swoich poprzedników, a raczej stara się (i to udanie!) nadać swojemu brzmieniu indywidualnego charakteru. Dlatego pomimo ewidentnych dreamtheaterowskich fascynacji, nie chciałbym określać muzyki, którą Dante prezentuje na płycie „The Inner Circle”, mianem zwykłego prog metalu. Myślę, że grupie udało się nie dostarczyć argumentów do łatwego zaszufladkowania. Osobiście zdefiniowałbym produkcje tej niemieckiej formacji raczej jako „heavy prog”, choć zdaję sobie sprawę, że niektóre utwory na tym krążku, jak na przykład balladowe „For I Am” i „The Giving”, mogą wywrócić do góry nogami całą moją argumentację. Niemniej jednak elementy „heavy” i „prog” są przeważającymi składnikami mikstury, zwanej muzyką grupy Dante.

Główną oś płyty „The Inner Circle” stanowi ponad 20-minutowa kompozycja „The Giving / The Taking”, która podzielona jest na dwie części: „The Giving” oraz „The Taking” (a jakże!). Pierwsza z nich stanowi liryczną introdukcję do heavy metalowej części drugiej, która, szczególnie w swojej finałowej partii, przeistacza się w podniosłe prog rockowe misterium. Wcześniej, na swojej płycie zespół Dante zamieścił cztery solidnie zbudowane, trwające po około 10 minut kompozycje. Pomiędzy nimi, jako swoiste liryczne interludium znajduje się prześliczna piosenka (ach ta łzawa melodia, ach te skrzypce…!) pt.  „For I Am”. Ale to zaledwie trzy i pół minuty pomiędzy godziną zdecydowanie cięższej, ale nigdy nie posuniętej do ekstremum, muzyki. Solidne, mocne rockowe brzmienie grupy Dante ma jednak to do siebie, że przez cały czas jest w nim wystarczająco miejsca na ciekawe melodie. Zespół w umiejętny sposób bardzo często łamie ciężki metalowy klimat, by wpuścić w swoje kompozycje oddech w postaci lirycznej przestrzeni, przepełnionej akustycznymi dźwiękami gitar i skrzypiec. Tak jest w otwierającym płytę „The Inner Circle” nagraniu „Faded”, tak jest też w „Ghost From The Past”, tak samo jest w „More Or Less A Man”. Jednak by nikogo nie zmylić, podkreślę raz jeszcze, że generalny wydźwięk muzyki grupy Dante to mocno, czasami niezwykle ciężko brzmiące rockowe dźwięki, które grane są w bardzo sprytny sposób. Środki, za pomocą których zespół buduje nastrój swoich kompozycji (częste zmiany tempa, spore kontrasty stylistyczne, liczne orkiestracje itp.) ewidentnie świadczą o tym, że tworzący go muzycy posiadają klasyczne wykształcenie muzyczne i potrafią z niego robić właściwy użytek.

Polecam ten album z czystym sumieniem. Nie zawsze podobają mi się nowe grupy, które bezkrytycznie wpisują swoje produkcje w gatunek zwany „prog metalem”. Jednak zespół Dante uniknął błędów poprzedników i zaprezentował się na płycie „The Inner Circle” jako zespół myślący, a przede wszystkim potrafiący grać swoją muzykę w intrygujący i bardzo oryginalny sposób.

MLWZ album na 15-lecie