Naryan - The Withering

Artur Chachlowski, Naryan - The Withering

Są takie płyty, które niczym najdrobniejszy deszcz w wierszu Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, pojawiają się znikąd, przeszywają cię dreszczem, a potem czujesz, żeś przemókł do samego serca, zakochał się bez reszty i żeś przepadł z kretesem, a twój odtwarzacz po kilkudniowym katowaniu tego jednego srebrnego krążka prawie że mówi do ciebie ludzkim głosem: ‘zrób przerwę, posłuchaj przez chwilę czegoś innego’…

Tak właśnie jest z albumem „The Withering” fińskiej formacji o nazwie Naryan. Gdybym ku własnemu zdziwieniu nie wyczytał z materiałów informacyjnych towarzyszących tej wydanej przez wytwórnię Progressive Gears płycie, że to już trzeci album w dorobku tego kompletnie nieznanego mi zespołu, to uznałbym go zdecydowanie za mój ukochany debiut AD 2020. A tak, zespół Naryan i jego album „The Withering” nazwę ‘tylko’ moim największym muzycznym odkryciem tego roku. I od razu dodam, że konkurencję wyprzedził on o kilka długości.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę o czym dowiedziałem się z ulotki: ‘dwa poprzednie albumy zespołu; „Naryan” (2013) i „Black Letters” (2016) zostały dobrze przyjęte przez fanów i krytykę, otrzymując same pochwały’. Gdzie ja wtedy byłem, że o tym nie wiedziałem?! A zresztą… To już było, dziś interesuje nas coś innego, dziś w centrum uwagi jest najnowsza płyta: „The Withering”, czyli „Niknięcie”. I powiem Wam, że jest to płyta genialna!

„The Withering” trwa ledwie 40 minut, ale ma w sobie tyle pięknych nut i dźwięków, że można byłoby nimi obdzielić kilkanaście innych, bardzo dobrych, płyt. Naryan to zespół, który ma prawdziwą klasę, czego rezultatem jest podnoszące na duchu - pomimo bardzo smutnej treści – przesłanie. Który to już raz jak ulał pasuje tu stwierdzenie, że smutek i rozpacz potrafią wyzwolić najpiękniejsze uczucia? Bo ten album traktuje właśnie o uczuciach. O uczuciach, jakich doświadcza się po stracie ukochanej osoby.

Poruszająco jest już od pierwszych, bardzo emocjonalnych dźwięków otwierającego płytę krótkiego utworu „The End”. Jeżeli jakaś opowieść rozpoczyna się od „Końca” to nie może to być wesoła historia. Jeżeli coś ważnego kończy się bezpowrotnie, to najpierw rodzi się bunt, a potem zaczyna się rozpamiętywanie. I tak w istocie jest. Począwszy od tematu „The End” aż po epickie zakończenie w postaci kompozycji „The World Is Filled With Silence” mamy do czynienia z nostalgicznym, bardzo atmosferycznym graniem z przebogatą paletą nastrojów rozciągniętą od dramatycznych do melancholijnych… „The End” mówi o końcu czegoś co było ważne, prawdopodobnie było sensem życia. Nie wiemy dlaczego się skończyło, ale wiemy że osoba, która opłakuje podmiot liryczny była wyjątkowa („You Are The One”), że jej brak powoduje, że nie można znaleźć dla siebie miejsca („Now You’re Gone”). Pojawia się rozpacz, wspomnienia, tęsknota za utraconą osobą („Black Swan”), a potem ulotna iskierka nadziei na możliwe spotkanie („Until We Meet Again”), na chociażby krótką rozmowę (chyba najbardziej przejmujący fragment płyty, „Hear Me Now” – w tym utworze do prowadzącego główne ścieżki wokalne Tommi Niemiego dołącza Maria Opoku-Aikins, a w chórkach także Evelina Sydänlähde, która na płycie „The Withering” gra na flecie i fortepianie), na najkrótszą choćby chwilę, którą można spędzić razem („Room Of Angel”), by wreszcie pogodzić się z nieodwracalną stratą i uspokoić skołatane myśli („The World Is Filled With Silence”). W tym ostatnim z utworów, kończącym tę przejmującą muzyczną opowieść, pojawia się wieloosobowy chór, a także wiolonczele, skrzypce i trąbki skrzydłówki, czyniąc zeń prawdziwie orkiestrowe, bardzo epickie i wzniosłe zakończenie. Takie, że sufit sam unosi się w powietrzu…

To jest prawdziwie majestatyczne dzieło, z mądrze napisanymi tekstami, wspaniale skrojonymi piosenkami (tematów na tej płycie jest dziesięć, z reguły trwają one po 3-4 minuty), zaśpiewanymi po mistrzowsku w pełen pasji i nasączony emocjami sposób.

Specjalnym bonusem jest umieszczony na samym końcu płyty śpiewany w języku fińskim utwór „Takamaa” („Odludzie”). Utrzymany w podobnym klimacie jak reszta nagrań z tej płyty i w efektowny sposób domykający tę autentycznie piękną muzyczną opowieść. Opowieść, która urzekła mnie od pierwszego słuchania i jestem pewien, że każda wrażliwa dusza, która sięgnie po to wydawnictwo dozna mnóstwa równie wzruszających wrażeń jak ja…

Co mogę jeszcze napisać o tym fenomenalnym dziele grupy Naryan? Może podam jej skład, bo dzięki tym muzykom przeżyłem mnóstwo niezapomnianych chwil i przez pryzmat ich wspólnego dzieła będę wspomniał ten dziwny (nie tylko ze względów pandemicznych) 2020 rok. Tommi Niemi śpiewa, Lauri Kovero i Raino Ketola grają na gitarach. Nona Onnela gra na skrzypcach, Tommi Tanhuanpää gra na perkusji, Antti Valiniemi na basie, a wspomniana Evelina Sydänlähde na fortepianie, flecie i śpiewa w chórkach. Są jeszcze zaproszeni goście w liczbie co najmniej kilkunastu osób. Niewątpliwe wszyscy oni przyczynili się do tego, że ta w sumie tak bardzo przesączona smutkiem, żałobą i uczuciem wewnętrznego wyciszenia płyta nabrała prawdziwie epickiego rozmachu.

Nie wiem kto w Polsce dystrybuuje tę płytę, ale szczerze ją polecam. Wręcz namawiam: jeżeli nie zadacie sobie trudu, nie sięgnięcie po ten album i nie poznacie jego muzycznej zawartości to tak jakby życiowa okazja przeszła Wam koło nosa. To tak jakby w lotto padły Wasze liczby, a Wy plulibyście sobie w brodę, że zapomnieliście kupić zakładu, by wygrać szóstkę… Co ja mówię ‘szóstkę’?! „The Withering” to prawdziwy strzał w ‘dziesiątkę’! Warto się o tym przekonać.

 

PS. Już po pierwotnej publikacji powyższego tekstu dowiedziałem się, że album "The Withering" dystrybuowany jest w Polsce przez:

- Agencję Oskar: www.oskar-cd.com.pl 

oraz 

Independent Music Market: www.IndependentMusicMarket.com

MLWZ album na 15-lecie