Riverside - Lost 'N' Found-Live In Tilburg

Tomasz Dudkowski, Riverside - Lost 'N' Found-Live In Tilburg

Końcówka roku, a dokładniej pierwsza połowa grudnia obfitowała w sporą ilość nowych wydawnictw firmowanych nazwą Riverside. O ile jednak box „Wasteland Tour 2018-2020” i winylowa EP-ka „Acoustic Session” są dostępne jedynie dla nielicznych, tak omawiany dzisiaj album trafia, dzięki niemieckiej wytwórni InsideOut, do globalnej dystrybucji.

W zasadzie, po raz pierwszy płyta koncertowa warszawskiego kwartetu będzie tak szeroko dostępna. Do tej pory jedynie DVD „Reality Dream” (2009) można było nabyć w sklepach. Był też bonusowy dysk specjalnej wersji „Anno Domini High Definition” zawierający fragment koncertu z amsterdamskiego klubu Paradiso. Pozostałe, dodajmy też nieliczne, rejestracje występów były zarezerwowane dla członków fanklubu oraz publiczności przychodzącej na koncerty. Również omawiany zestaw początkowo był dostępny tylko dla tych grup. Można było go nabyć na trasie „Towards The Blue Horizon 2017” (w wersji kompaktowej wydanej w kartonikowym opakowaniu typu mini-vinyl) oraz „Wasteland Tour 2018” (tam dołączył box z trzema winylami).

Jest to zapis koncertu, który odbył się 18 października 2015 roku w klubie 013 w Tilburgu (Holandia) odbywającego się w ramach trasy promującej album „Love, Fear And The Time Machine”, ostatniej zagranej w składzie Mariusz Duda – bas, wokal, Piotr Kozieradzki – bębny, Michał Łapaj – instrumenty klawiszowe, chórki oraz Piotr Grudziński – gitara. Ten ostatni, jak wiemy, zmarł przedwcześnie zaledwie 4 miesiące później. I choćby z tego powodu jest to płyta wyjątkowa.

Trasa była ze wszech miar udana, koncerty sprzedawały się bardzo dobrze, publiczność przyjmowała występy z zachwytem, a zespół odwdzięczał się wyśmienitą dyspozycją. Ta bijąca z obu stron barierek energia jest wyczuwalna i na omawianych krążkach. Wśród 13 zaprezentowanych utworów 5 znalazło się w repertuarze podstawowej płyty. Wśród nich wyróżniłbym, dające tytuł temu wydawnictwu, otwierający „Lost” oraz zagrany na finał „Found” z mnóstwem światełek z zapalniczek, telefonów itp. Resztę repertuaru stanowią starsze dokonania, a dodatkową atrakcją jest fakt, że grupa nie trzyma się kurczowo wypracowanych w studio wersji często wprowadzając pewne zmiany w znanych aranżacjach. Nieco inny kształt ma „02 Panic Room”, „Egoist Hedonist” ma dodane intro i inne zakończenie, a zamykające podstawowy set „Escalator Shrine” rozrosło się do ponad 20 (!) minut. Bardzo ciekawy zestaw zespół wybrał na bis, niejako spinając klamrą swoje dotychczasowe dokonania. Pierwszy zabrzmiał otwierający debiut („Out Of Myself (2003)”) „The Same River” z mocno rozbudowanym intro, a zakończył ostatnim fragmentem „Love, Fear And The Time Machine”, cudownym „Found”.

Największą atrakcją tego wznowienia dla tych, którzy są szczęśliwymi posiadaczami jego pierwszej wersji, choć nie tylko, jest niepublikowany wcześniej zapis wizyjny występu wytłoczony na płycie DVD. Na filmie możemy obserwować to zadowolenie na twarzach publiczności i zespołu i wczuć się w atmosferę święta, w jakim przyszło brać im udział. A to w obecnych czasach wartość nie do przecenienia. Dobrze jest popatrzeć, przynajmniej na ekranie telewizora, na skupionego na grze perkusistę, szalejącego za „parapetami” klawiszowca, skupiającego na sobie większość uwagi lidera, a przede wszystkim zobaczyć raz jeszcze często uśmiechającego się sympatycznego brodacza czarującego dźwiękami swej gitary. Przypuszczam, że niejedna fanka, czy też fan, uroni łezkę widząc te kadry. I to właśnie Piotrowi Grudzińskiemu zadedykowana jest ta edycja…

InsideOut przyzwyczaił odbiorców do starannie przygotowanych wydawnictw. Tym razem jest podobnie. Dwie płyty kompaktowe i jedna DVD trafiły do kartonowych kieszonek eleganckiego digibooka ze sporą ilością koncertowych ujęć grupy. Dostępne są też różne wersje kolorystyczne potrójnego winyla umieszczone w okładce typu gatefold z dołączonymi płytami kompaktowymi. Okładkę tradycyjnie zaprojektował nadworny grafik grupy, Travis Smith, i odrobinę różni się ona od pierwszego wydania. Dodane zostało logo grupy oraz tytuł płyty, a sam obraz przedstawiający patrzącego przez wielkie okno chłopca ukazany jest z nieco dalszej perspektywy.

W czasach koncertowej posuchy dobrze jest powspominać jak jeszcze niedawno wyglądało życie kulturalne, przy okazji wspierając artystów w trudnym okresie. I choćby z tych powodów dobrze się stało, że ten materiał wypłynął ponownie, tym razem mogąc trafić do szerszego grona odbiorców. To piękne udokumentowanie ważnej części kariery najbardziej znanego za granicą polskiego zespołu.

MLWZ album na 15-lecie