Yanish - Kwiatostan

Artur Chachlowski, Yanish - Kwiatostan

Jeżeli ktoś jeszcze tego nie wie, to przypomnę, że Yanish to pseudonim artystyczny wokalisty grupy Half Light, Krzysztofa Janiszewskiego. Jego drugi album „Kwiatostan", który ukazał się na początku 2021 roku dokładnie w okrągłą rocznicę urodzin jego autora, składa się z 10 kompozycji, które stanowią muzyczny zapis emocji nagromadzonych po debiutanckiej płycie „Dobrostan” (2018).

Polecam małoleksykonową recenzję tego albumu (znaleźć ją można pod tym linkiem). Przeczytać w niej można o dotychczasowej ścieżce artystycznej naszego bohatera i właściwie uzupełnić ją mogę jedną ważną informacją: w zeszłym roku ukazał się kolejny album jego macierzystej formacji Half Light zatytułowany „(Nie)pokój wolności”.

Krzysztof to jednak niespokojna dusza i nie minął rok, a przedstawia nam swoje solowe wydawnictwo. Z pewnością okaże się ono źródłem wspaniałych wrażeń dla słuchaczy, którzy cenią sobie niebanalne, a przy tym zapadające w pamięć melodie, mądre teksty oraz mistrzowskie wokalne wykonanie. Bo swoją najnowszą płytą Krzysztof po raz kolejny udowodnił, że w tym co robi jest fachowcem najwyższej klasy.

Płyta "Kwiatostan" została nagrana przez grupę wieloletnich przyjaciół Krzysztofa (Piotr Skrzypczyk zagrał na instrumentach klawiszowych i zajął się programowaniem perkusji,           Michał Maliszewski zagrał na gitarach, a Szymon Czarnecki na flecie), przez co słychać na niej pozytywne wibracje, nawet wtedy gdy Yanish porusza trudne tematy dotyczące śmierci, uzależnień oraz samotności. Teksty opowiadają także o przyjaźni, przywiązaniu i miłości, niosą pozytywny przekaz. I nie ukrywam, że potrafią przemówić swoim prostym, acz poetyckim językiem, i trafić do serca wrażliwego odbiorcy.

Muzycznie album „Kwiatostan” jest mozaiką akustycznych brzmień – akustyczna gitara, flet poprzeczy, fortepian - oraz elektronicznych dźwięków, sampli i pogłosów. To nowocześnie zagrany pop rock utrzymany na bardzo wysokim poziomie. Wypełnia go 10 piosenek, bardzo melodyjnych, romantycznych, zgrabnych i szybko wpadających w ucho. Yanish nie komplikuje niczego, co wymaga prostoty i jasnego przekazu, nie operuje zawiłymi środkami artystycznego wyrazu. Stawia na przystępność i szczerość muzycznej wypowiedzi.

Na płycie nie ma praktycznie żadnego nietrafionego numeru. Wszystkie piosenki urzekają, i to zarówno liniami melodycznymi, jak i tekstami oraz nieskomplikowanym, bardzo przystępnym, wykonaniem. Dlatego nie chcę wyróżniać żadnego utworu wypełniającego program „Kwiatostanu”, choć przyznam, że najszybciej przekonała mnie kompozycja tytułowa (ach te flety, ach te świergolące ptaki, ach ta radość z przyjścia wiosny w sercu i w przyrodzie!), poprzedzające płytę na singlu melodramatyczne nagranie „Z Tobą we mgle”, a przede wszystkim smutny w swoim wydźwięku, lecz jakże piękny utwór „Zapinam płaszcz” (potwierdza się reguła, że najpiękniejsze są smutne piosenki o miłości). Zaklętego w utworach Yanisha piękna jest więcej. „Niebo w sobie mam”, „Nie można” czy z kolei bardzo pozytywne i radosne wręcz nagranie „Nic nie cieszy”, z którego tekstem mógłby utożsamić się każdy szczęśliwie zakochany, są tego najlepszymi przykładami. Mógłbym wymieniać tak dalej, bo przecież nie sposób odmówić bezpretensjonalnego uroku utworom „To nie żart, to fakt” czy „Co to za Pani”, ale najlepiej będzie gdy sami odkryjecie ogromne zalety tych wszystkich urzekających utworów, a tym samym całej płyty.

„Kwiatostan” to przepiękna kolekcja po mistrzowsku wykonanych piosenek, z których każda z osobna stanowi wartość samą w sobie. A album, jako całość, pozostawia po sobie bardzo ciepłe, romantyczne wrażenie. I w takim rozmarzonym nastroju spędza się przy tym albumie 40 wspaniałych minut…

No i to rozumiem. Taki pop to ja lubię. I to bardzo!

MLWZ album na 15-lecie