All Them Witches - Nothing As The Ideal

Ryszard Mazurkiewicz, All Them Witches - Nothing As The Ideal

Zespół All Them Witches tworzy trzech muzyków (gitara, bas i perkusja, na poprzedniej były jeszcze klawisze) pochodzących z Nashville i wydał do tej pory 5 płyt nie licząc wielu singli. Płyta nosi tytuł „Nothing As The Ideal” i została nagrana w słynnym studiu Abbey Road. Jeżeli nie znasz jeszcze twórczości tego zespołu, to posłuchaj najpierw dwóch utworów z tej płyty: „The Children of Coyote Women”, w którym jest charakterystyczny wokal i klimat dla tego bandu (już na płycie „Lighting At The Door” zespół nawiązywał do opowieści o kobiecie kojocie). Drugi utwór do pierwszego odsłuchu to przedostatni na płycie, „Light Out”. Jakże inny, przebojowy, ostry, rockowo-metalowy to kawałek, który był jednym z pierwszych udostępnionych słuchaczom. Jeżeli żaden z tych utworów nie przypadł ci do gustu, to możesz raczej dać sobie spokój z dalszym odsłuchem.

Nie wiem czy jestem do końca obiektywny, bo muszę się przyznać, że jestem wielkim fanem tej grupy, a jej nowy krążek według mnie jest jednym z najlepszych albumów, jakie ukazały się w ubiegłym roku. Na płycie spotykamy liczne klimaty a’la Pink Floyd, Black Sabbath, a nawet Tool i może to zachęci niektórych do uważnego przesłuchania tego krążka. Jeszcze jedna uwaga i sugestia z mojej strony - płyty trzeba słuchać uważnie i głośno, bo wtedy można dopiero w pełni docenić walory tej muzy. Całą płytę cechuje aura tajemniczości i nieoczekiwanych zmian tempa.

Album rozpoczyna się od „Saturnine & Iron Jaw” z długim, spokojnym, tajemniczym psychodelicznym intro, w którym w oddali słychać dźwięk dzwonu, by po ponad dwóch minutach przejść do ostrego grania z tym charakterystycznym wokalem frontmana Michaela Parksa Jr., który bardziej melodeklamuje niż śpiewa. Uwielbiam jego śpiew, choć i ten jego bas też niczego sobie. Drugi utwór „Enemy of my Enemy” już na początku wchodzi na ostre rockowe granie. Jest rytm, solówki gitarowe, wszechobecny bas, mocny ostrzejszy wokal, w końcówce uwydatniona jest perkusja, a w finale pojawiają się urywające się nagle dźwięki powracającej gitary. Kolejny, „Everest”, to najkrótszy instrumentalny utwór, gdzie pierwsze skrzypce gra spokojna gitara – to taki krótki przerywnik który jest wprowadzeniem do najdłuższego i jednego z najlepszych na płycie „See You Next Fall”. To już zupełnie inna muzyczna bajka: najpierw cicha mroczna mowa i snująca się muzyka w stylu wczesnego Pink Floyd . Jest tu wszystko, co cechuje All Them Witches: gitara, bas i perkusja, które pięknie się uzupełniają, a wszystko na końcu podkreśla „recytujący” wokal. Ktoś powie, że to utwór monotonny, ale zdecydowanie nie dla mnie. Potem jest jeszcze wspomniany na początku „Children of Coyote Women” i spokojny, bardzo mroczny, trochę stonerowy temat „41” z początkowymi dźwiękami w duchu świetnej mongolskiej grupy The Hu.

Finał płyty to „Rats In Run”. Pierwsza połowa tego utworu utrzymana jest w stylu spokojnej ballady, przechodzącej w swej drugiej części (gdy wokal powoli ustaje) w senne, kojące psychodeliczne dźwięki. To wspaniałe zakończenie tej świetnej płyty.

Może to muzyka nie dla wszystkich i pewnie będzie mało grana szczególnie w komercyjnych rozgłośniach radiowych, ale niewątpliwie warta poznania. To taki nostalgiczny powrót do lat 60. /70. w progresywnie psychodelicznym, rockowym stylu.

PS. Widziałem już ten zespół na koncercie w 2019 roku w Proximie w Warszawie i myślę, że ponownie jeszcze raz zobaczę 14 października 2021 r. w Progresji. Polecam All Them Witches na koncercie, bo zespół jeszcze bardziej rozbudowuje swoje utwory na żywo, co sprawia, że w wersji live jest naprawdę niesamowity czad.

MLWZ album na 15-lecie