Olsen, Angel - Whole New Mess

Andrzej Barwicki, Olsen, Angel - Whole New Mess

Amerykańska piosenkarka, instrumentalistka i kompozytorka, pochodząca z St. Louis, Angel Olsen, zadebiutowała w 2012 roku albumem „Half Way Home”. W kolejnych latach pojawiły się następujące wydawnictwa: „Burn Your Fire For No Witness” (2014), „My Woman” (2016) i „All Mirrors” (2019). W sierpniu ubiegłego roku ukazał się piąty studyjny album wciąż jeszcze mało znanej artystki noszący tytuł „Whole New Mess”. Myślę, że wraz z tą najnowszą płytą warto przybliżyć na łamach Małego Leksykonu Wielkich Zespołów postać i muzyczne możliwości tej obdarzonej nie tylko pięknym głosem, ale też urodą Angel Olsen. W mojej płytotece znajduje się poprzednia bardzo dobra płyta tej artystki i teraz również ta najnowsza. Kto lubi posłuchać dokonań Patti Smith czy PJ Harvey, ten również tu odnajdzie zbliżone muzyczne podobieństwo.

Materiał na płytę „Whole New Mess” został nagrany w ponad stuletnim kościele katolickim w miejscowości Anacortes, który w 2010 roku został przekształcony w studio nagraniowe. Na płycie znalazły się utwory znane już z „All Mirrors” oraz dwie nowe kompozycje, a całość zostało zaaranżowana w bardzo intymnym i subtelnym stylu.

Na płycie „All Mirrors” mogliśmy doświadczyć pełnego instrumentarium wraz z kilkuosobową orkiestrą symfoniczną natomiast w przypadku „Whole New Mess” potencjał wokalny jest pierwszoplanowy, a w tle możemy usłyszeć jedynie gitarę i okazyjnie partię organów. Twórcza prostota wraz z naturalną ekspresją artystki tworzą niezwykły wymiar muzycznej sztuki, z jakim możemy obcować w trakcie słuchania tak wykonanych utworów. Nie bez znaczenia jest akustyka tego miejsca, jego niepowtarzalna atmosfera i uduchowiona aura.

Dla Angel Olsen jej nowy album to próba harmonijnego przejścia przez ważny moment swojego artystycznego życia z bagażem doświadczeń, konsekwencji oraz podjętych decyzji ukierunkowanych na nowy rozdział życia. To muzyczny pamiętnik odzwierciedlający emocjonalny stan artystki. Przepiękny wokal i oszczędne instrumentarium powodują, że w tej muzycznej relacji jeszcze mocniej zbliżamy się do jej zranionej osobowości. Kompulsywnie wciąga nas poprzez kolejne kompozycje w swój intymny świat. Słowa, melodia i wyciszone akordy tworzą oszałamiający klimat. Kreują niezwykle ujmujący za serce nastrój, który gdzieś w naszych myślach szuka wyciszenia i kontemplacji.

Wsłuchując się między innymi w takie utwory, jak: „Too Easy (Bigger Than Us)”, „(New Love) Cassette”, „We Are All Mirrors” czy „Summer Song” chciałbym zwrócić uwagę na dwie całkowicie nowe kompozycje: otwierającą album „Whole New Mess” oraz „Waving, Smiling”, do której został zarejestrowany występ Angel Olsen w świątyni masońskiej znajdującej się w Asheville w Karolinie Północnej (https://youtu.be/FHBFwqo7MmM). Warto zobaczyć i posłuchać tego nagrania, a zapewne nie pozostanie się obojętnym na twórczość i talent tej artystki. Potrafi ona w swych piosenkach wyrazić siebie i odkryć przed słuchaczem swoją nie zawsze przyjazną i zrozumiałą aurę. Myślę, że muzyka to dla niej terapia, dzięki której otwiera się przed nami licząc na zrozumienie i akceptację nieszczęśliwych doświadczeń, kierując do nas przesłanie, że póki tych złych emocji nie wyrzucimy z siebie, nie zaznamy spokoju i nie rozpoczniemy nowego życia.

Jak wzniosły i dostojny jest to przekaz można doświadczyć wsłuchując się także w słowa np. utworu „Tonight (Without You)” : „…Lubię powietrze, którym oddycham. Lubię myśli, o których myślę. Lubię życie, które prowadzę bez ciebie… I to nie dlatego, że nie kocham, po prostu nie mam czasu na wyjaśnianie wszystkich rzeczy, o których myślisz, że zrozumiałeś”…

Trudno jest wyznać niespełnioną miłość, a jeszcze trudniej o niej zaśpiewać. To wręcz niewyobrażalne. W przypadku Angel Olsen i tego, co proponuje na płycie „Whole New Mess” myślę, że udało się tego dokonać…

Gorąco zachęcam do zapoznania się z omawianą płytą, na której, jak już wspomniałem, słyszymy gitarę, trochę organów, a przede wszystkim anielski szept Angel Olsen, który zachwycił i oczarował nie tylko mnie, bo wiem, że wystarczy raz posłuchać śpiewanych przez tą amerykańską artystkę piosenek, by pozostać pod ich wrażeniem do końca.

MLWZ album na 15-lecie