Hackett, Steve - Under A Meditteranean Sky

Artur Chachlowski, Hackett, Steve - Under A Meditteranean Sky

Prawie 40 lat minęło od płyty „Bay Of Kings”, na której Steve Hackett po raz pierwszy zaprezentował wyłącznie instrumentalną muzykę opartą na dźwiękach akustycznej gitary. Tym razem inspiracją dla artysty stały się podróże i, jak sugeruje tytuł nowej płyty, „Under A Mediterranean Sky” jest muzycznym rejsem po Morzu Śródziemnym, z portretami, pejzażami oraz wrażeniami z malowniczych lądów i wód otaczających Europę Południową, Afrykę Północną i Azję Południowo-Zachodnią. W jego trakcie Steve maluje dźwiękami swoich gitar żywe obrazy oszałamiających krajobrazów i celebruje piękno różnorodnych kultur regionu. Demonstruje wykwintne piękno brzmienia nylonowych strun gitary, czasami zapuszcza się w egzotyczny styl etniczny, a bardzo często wspierany jest przez olśniewające aranżacje orkiestrowe, których autorem jest jego wieloletni współpracownik Roger King.

Taki właśnie zamaszysty orkiestrowy początek funduje nam otwierająca album prawdziwie teatralna kompozycja „Mdina (The Walled City)”, która rozpoczyna ten album z wysokiego C. Oczyma wyobraźni można zobaczyć tłum widzów siedzących na widowni jakiegoś antycznego amfiteatru, w którym odbywa się właśnie symfoniczny koncert z gitarą klasyczną w roli głównej. A potem z prawdziwą rozkoszą pozwalamy, by pustynne wiatry w „Sirocco” wraz z delikatnymi gitarowymi dźwiękami owiewały nasze twarze łagodnymi smagnięciami. Zachwycająco, romantycznie i znowu orkiestrowo robi się w „The Memory Of Myth”. Fantastycznie jest też w kompozycji „The Dervish and the Djin”, w której odzywają się żałobne dźwięki duduka (na którym gra Arsen Petrosyan), tara (Malik Mansurov) oraz saksofonu sopranowego, na którym udziela się stały współpracownik Hacketta, Rob Townsend. Swoim klimatem nagranie to jako żywo przypomina ducha kompozycji Petera Gabriela z „Ostatniego kuszenia Chrystusa”.

Kolejny utwór z symfonicznym rozmachem, „Casa del Fauno”, zainspirowany jest nieziemskim posągiem Fauna stojącym na środku atrium w starożytnych Pompejach, „Andalusian Heart” zabiera nas w rozgrzane słońcem, pełne kontemplacji hiszpańskie klimaty, w zagranym przez Hacketta w pojedynkę „Adriatic Blue” pojawiają się subtelne bałkańskie naleciałości, lecz oprócz tych wszystkich wpływów i gościnnych muzyków (na płycie słyszymy jeszcze Christine Townsend, która gra na instrumentach smyczkowych, oboistę Francka Avrila oraz grającego na flecie brata naszego głównego bohatera, Johna) tym, co najbardziej na albumie „Under A Mediterranean Sky” imponuje i zachwyca jest technika gry Steve’a Hacketta. Jest wielu gitarzystów rockowych, którzy potrafią dobrze zagrać akustycznie, ale Hackett należy do wąskiej kategorii prawdziwych mistrzów klasycznej gitary. Jego technika zademonstrowana w barokowym utworze „Joie de Vivre” jest wręcz oszałamiająca. Sam Bach lepiej by go nie skomponował. A już na pewno nie zagrałby tego na gitarze tak jak Hackett. Podobnie jest w finezyjnie wykonanej „Scarlatti Sonata”, o której można powiedzieć tylko i aż tyle, że to fantastyczny pokaz przeogromnych wirtuozerskich umiejętności Hacketta.

Kolejny zagrany solo na akustycznej gitarze z nylonowymi strunami utwór „Lorato” każe nam rzucić okiem na nostalgiczny widok tafli spokojnego morza, a następnie zahaczając jeszcze o serce Andaluzji powoli myśleć o powrocie z tej niezwykłej podróży po terytoriach basenu Morza Śródziemnego. Ta muzyczna eskapada dobiega końca wraz z utworem „The Call Of The Sea”. W tym łagodnym i spokojnym, ale jakże uroczyście brzmiącym i przepełnionym niemal świąteczną atmosferą, utworze wyraźnie słychać jak w tym rejonie świata łączy i splata się ze sobą wiele kultur i cywilizacji, zarówno starożytnych, jak i współczesnych. Zastanawiające jest jak wspaniale tę kulturową różnorodność można oddać bez użycia słów, a wyłącznie przy pomocy gitary. Ale nie jest to zwykła gitara. To gitara, na której gra prawdziwy Mistrz. Artysta, którego wrażliwość, talent i fantastyczne umiejętności nie mają sobie równych.

Mistrzowski to album. Kontemplacyjny. I niezwykły. A przy tym po prostu autentycznie piękny…

MLWZ album na 15-lecie