Downes Braide Association - Halcyon Hymns

Artur Chachlowski, Downes Braide Association - Halcyon Hymns

Przed laty pod szyldem Icon doskonałe kwitła współpraca współtwórców sukcesu grupy Asia, klawiszowca Geoffa Downesa oraz wokalisty i basisty Johna Wettona. Dała ona początek reunionu supergrupy Asia w 2008 roku. Niestety, Johna już wśród nas nie ma, a Geoff kontynuuje proces twórczy wspólnie z innym artystą - Chrisem Braide’em. Ich wspólne przedsięwzięcie o nazwie Downes Braide Association (DBA), pod którym wydali czwarty już studyjny album, nie sposób nazwać inaczej jak „fabryką przebojów”…

Niewtajemniczonym szybko przypominam: Geoff Downes to członek grup The Buggles, Yes, i Asia, a Chrisa Braide’a pamiętamy m.in. z grupy The Producers oraz jako… producenta i autora przebojów największych gwiazd sceny pop (m.in. Beyoncé, Lana Del Rey, Britney Spears i David Guetta).

Wszystkie poprzednie studyjne płyty Downes Braide Association (a także wydane przed rokiem koncertowe wydawnictwo „Live In England”) recenzowaliśmy na naszych łamach i wszystkim wystawiliśmy wysokie oceny. Nie inaczej będzie z najnowszą płytą „Halcyon Hymns”, gdyż zawiera ona mnóstwo bardzo udanych piosenek i świetnych melodii wykonanych w prawdziwie mistrzowskim stylu.

Jak zawsze muzyka DBA bazuje na elektronicznych brzmieniach. Obsługiwane przez Downesa syntezatory znajdują się przez cały czas w świetle reflektorów, lecz tym razem pozostawiono trochę więcej miejsca dla gitar. Gra na nich znany z grupy Iona, Dave Bainbridge i trzeba przyznać, że robi on na tej płycie świetną robotę wynosząc muzykę DBA na jeszcze wyższy pułap. Dzięki temu cały materiał wypełniający „Halcyon Hymns” wydaje się jeszcze bardziej spójny, a dzięki sprytnym gitarowym przejściom (jak np. końcowa partia mandoliny w „King Of The Sunset”) cały album wykracza poza stereotyp ‘płyty z prostymi piosenkami’. Należy podkreślić, że panowie Downes i Braide nie usiłują nic na siłę kombinować, ani też w jakikolwiek sposób udziwniać swoich kompozycji. Jeżeli już starają się coś urozmaicić, to jest to na przykład przewijająca się w kilku miejscach narracja (Barry Ashton-Bullock), która pojawia się na samym początku płyty czy też w finale najdłuższej (prawie 12 minut) kompozycji „Remembrance”. Downes i Braide zawsze jak ryby w wodzie czuli się stosując melodyjne rozwiązania i gdy zmierzali prostą drogą do celu. I pozostali temu wierni na nowym krążku.

Cała płyta wypełniona jest chwytliwymi i przebojowymi piosenkami. Jeżeli miałbym użyć tylko jednego słowa, które najtrafniej oddawałoby to, z czym mamy na niej do czynienia, to byłby to „optymizm”. Album brzmi radośnie, lekko, a nawet sielankowo, jakby był stworzony w sam raz do słuchania go w gorące, beztroskie lato. Praktycznie każda piosenka, czy to w refrenie, czy w zwrotkach, czy w sekcji instrumentalnej, posiada jakiś chwytliwy, łatwo rozpoznawalny motyw, który przykuwa uwagę słuchacza i sprawia, że każdorazowe przesłuchanie płyty staje się wielką przyjemnością.

„Halcyon Hymns” wręcz napakowany jest zapadającymi w pamięć utworami. Cały czas jesteśmy w kręgu znakomitych poprockowych piosenek: począwszy od świetnego singla „Love Among The Ruins”, który w bezbłędny sposób otwiera ten album, poprzez dynamiczny poprockowy kawałek „Your Heart Will Find The Way”, beztroską piosenkę „She’ll Be Riding Horses”, fortepianowe ballady „Today” i „Late Summer” czy oniryczny temat „Hymn To Darkness”, aż po progresywnie brzmiący (gitary we wstępie niczym Genesis w „Entangled”) „Holding The Heavens” czy wspomniany już najdłuższy w tym zestawie, podbity rytmicznym beatem, syntezatorowymi orkiestracjami i narracją, „Remembrance”. A przecież te, które wymieniłem to nie wszystko, co zachwyca na tym albumie. W sumie jest na nim 11 utworów (plus półminutowy elektroniczny „Epilogue”) i każdy z nich ma w sobie przeogromny przebojowy potencjał.

Warto jeszcze podkreślić, że okładkę płyty zaprojektował Roger Dean, a wśród pojawiających się tu i ówdzie znamienitych gości znajdujemy panów Davida Longdona (Big Big Train) oraz Marka Almonda (wokalista Soft Cell). David wykonuje duet z Chrisem Braide’em w przebojowym hicie „King Of The Sunset”, zaś Marc śpiewa jedną zwrotkę i refren w chwytającym za serce lirycznym nagraniu „Warm Summer Sun”. Nie muszę dodawać, że oba te nagrania szybko stały się moimi ulubionymi fragmentami tego niezwykle udanego albumu.

MLWZ album na 15-lecie