D Project

Tusmørke - Nordisk Krim

Artur Chachlowski, Tusmørke - Nordisk Krim

Tusmørke to wyjątkowy i niesamowicie ekscentryczny zespół. Tworzą go muzycy, którzy na co dzień związani są lub byli związani z formacjami Wobbler, Alwanzatar i White Willow. Coś w stylu norweskiego muzycznego ‘best of’, choć tak naprawdę, to powiedziałbym raczej: ‘most bizarre of”. Po dwuletniej przerwie wydawniczej 26 lutego zespół powraca z podwójnym albumem koncepcyjnym „Nordisk Krim”, który jest tyleż epicką, co tajemniczą opowieścią o życiu i o śmierci…

Tematyka tej płyty to… ciała bagienne. A więc zmumifikowane ludzkie ciała pochodzące jeszcze z epoki żelaza (zainteresowanych odsyłam do wujka gogle – proszę poszukać hasła „Człowiek z Tollund”). Tytuł płyty „Nordisk Krim” („Nordycka zbrodnia”) odnosi się do faktu, że pierwotnie, przy ich odkryciu, zwłoki z bagien były uważane za zagadkę kryminalną. W rzeczywistości, jak twierdzą członkowie Tusmørke, prawdziwą zbrodnią było zakłócenie boskiego snu tych starożytnych ludzi, których ciała wprawdzie od tysięcy lat leżały w bagnach, lecz dusze zamieszkały wśród gwiazd na niebie.

A muzycznie? Jak już wspomniałem, nie od dziś wiadomo, że Tusmørke gra wybitnie ekscentryczną muzykę. Nie ukrywam, że nie zawsze ze wszystkimi dźwiękami tego zespołu mi po drodze i czasami tracę cierpliwość do zadziwiających muzycznych eskapad tej formacji, co wcale nie przeszkadza mi docenić jej klasy i dostrzec w jej produkcjach wartościowych elementów. Tak właśnie jest z albumem „Nordisk Krim”. W największym więc skrócie powiem, że to psychodeliczny i progresywny folk rock. W sam raz dla fanów twórczości grup Van der Graaf Generator, King Crimson, Black Widow, Sinkadus i w pewnym stopniu też Wobbler. Im więcej słucham tej płyty, tym mniej słyszę w niej ekscentryczności, nieprzewidywalności i kakofonicznych rozwiązań melodycznych, z którymi, nie ukrywam, miałem spory problem na poprzednich albumach. Jednym zdaniem, ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu, po kilkunastu przesłuchaniach zacząłem lubić ten album. Dlatego i Wam go polecam z całą jego zawartością, na którą składa się dziesięć, trwających łącznie 82 minuty, fascynujących kompozycji.

MLWZ album na 15-lecie