Tindersticks - Distractions

Andrzej Barwicki, Tindersticks - Distractions

Mistrzowie melancholijnych dźwięków powrócili z najnowszym albumem zatytułowanym „Distractions”. Premiera tego albumu odbyła się 19 lutego 2021 roku. Intencją Stuarta Staplesa było zainspirowanie pozostałych członków zespołu, którzy szukali nowych sposobów podejścia do znanych struktur utworów. W przypadku „Distractions” dynamika uległa radykalnej zmianie. „To było przeciwieństwo albumu „No Treasure But Hope” w tym sensie, że każdy w zespole wykorzystał swoją muzykalność w inny sposób." - mówi o nowej płycie Staples.

Dla fanów twórczości Tindersticks każdych ich kolejny album hipnotyzuje niezwykłą aurą stonowanych, prostych, ale jakże wymownych kompozycji. Przez całą najnowszą płytę Tindersticks nieustannie zgłębia swoje brzmienie, tworząc oryginalny, ambientowo-awangardowy styl poszczególnych utworów.

Minimalistyczna, ale przemawiająca do wyobraźni od pierwszego nagrania „Man alone (can’t stop the fadin’)” muzyka pulsuje zapętloną powtarzającą się sekwencją słowno-muzyczną. Z tego najdłuższego transowego utworu wyrywa nas apostrofa w postaci „I imagine you”.

Klasyk Neila Younga sprzed prawie 50 lat „A Man Needs a Maidożywa na nowo w połączeniu z oszczędną aranżacją i wokalnymi harmoniami w wykonaniu Giny Foster. Można naprawdę zakochać się w tym nagraniu mówiącym o miłości: „…By dać miłość, musisz żyć miłością. Aby żyć miłością, musisz być jej częścią...”. Piękna to pieśń, od której trudno się oderwać, a przed nami jeszcze cztery nie mniej absorbujące kompozycje.

Twórczość Dorothy „Dory” Veroniki Previn (22 października 1925 - 14 lutego 2012), amerykańskiej autorki tekstów, piosenkarki i poetki, znalazła się w kręgu zainteresowań Staplesa, czemu dał wyraz w kompozycji „Lady With The Braid”, którą artystka umieściła na swoim albumie „Mythical Kings and Iguanas” w 1971 roku. Nie da się ukryć, że poetyckie dusze zawsze znajdą wspólną drogę w swej artystycznej egzystencji, stąd myślę, że to nagranie po prostu musiało pojawić się na „Distractions”. Nie pozostaje nic innego jak tylko za muzyczną wskazówką grupy Tindersticks w wolnej chwili pochylić się nad twórczością Dory Previn.

Czas na jeszcze jedną muzyczną podróż do postpunkowej tradycji końca lat 70. The Television Personalities to angielski zespół założony w 1977 roku przez londyńskiego piosenkarza Dana Treacy’ego. Zespół w 1984 roku wydał płytę „The Painted Word”, z której utwór „You'll Have to Scream Louder" na nowo w swym stylu zinterpretował zespół Tindersticks i zamieścił na swoim nowym krążku.

Następna w programie albumu „Distractions” kompozycja jest przeszyta dramatem i bólem. To ballada „Tue-Moi” zaśpiewana po francusku tylko przy akompaniamencie pianina elektrycznego, na którym gra Dan McKinna. To reakcja na wydarzenia terrorystyczne, które miały miejsce w Paryżu w 2015 roku w sali koncertowej Bataclan, w której kiedyś Tindersticks z powodzeniem koncertował.

Ostatnie nagranie na płycie to „The Bough Bends”. Jest ono niczym oniryczne tchnienie wiosny, słyszymy w nim śpiew ptaków, a później odgłos nerwowego oddychania i flet melotronowy nadający magii delikatnemu szeptowi Staplesa. To coś pomiędzy chwilą zadumy i późniejszą refleksją tworzoną w różnych odcieniach dźwięków. Ten piękny muzyczny epilog kończy najnowsze wydawnictwo Tindersticks będące reakcją na trudne czasy, w których była tworzona ta muzyka. Być może to jeden z najsmutniejszych i zarazem najbardziej ekscytujących albumów w dorobku tego zespołu? Warto przysłuchać się tej płycie z uwagą doceniając ten oryginalny sposób przekazywania muzycznych emocji. Ta muzyka wymaga innego sposobu rozumienia, innego sposobu docenienia tego muzycznego eksperymentu tworzonego przez Stuarta Staplesa (śpiew, gitary,loopy i perkusja), Neila Frasera (gitary), Davida Boultera (instrumenty klawiszowe), Earla Harvina (perkusja) i Dana McKinna (różne instrumenty).

Przesłuchałem ten album kilkanaście razy i, szczerze mówiąc, zabierałem się do napisania kilku zdań o tym krążku już wielokrotnie, ale zawsze coś mnie rozpraszało aż do tego właściwego momentu, który nastąpił w pewien piątkowy wieczór, a właściwie noc. Tak, ta muzyka zdecydowanie potrzebuje czasu na otwarcie się na zawarte w niej piękno zawieszone w innej czasowej przestrzeni. Warto za nią podążyć.

MLWZ album na 15-lecie