Silent Eyes - Silent Eyes EP

Artur Chachlowski, Silent Eyes - Silent Eyes EP

W najtrudniejszym momencie swojego życia australijski muzyk Keelan Butterick sięgnął po gitarę akustyczną i spontanicznie zaczął tworzyć dźwięki, które wskazały mu nową drogę w życiu. Spędzając samotnie pewnego Sylwestra, wyalienowany i przygnębiony, niepewny swojej przyszłości i nękany osobistymi problemami, chwycił za gitarę i ku swojemu zaskoczeniu poczuł, że spod jego palców wydobywa się niezwykła muzyka. Szczera i naładowana pozytywnymi emocjami. Ten potężny i niespodziewany zastrzyk optymizmu w postaci akustycznych brzmień, delikatnego folku i alternatywnego rocka przerodził się w project nazwany Silent Eyes.

Zdając sobie sprawę, że muzyka, która powstała w przypływie niespodziewanej inspiracji to coś bardziej poważnego niż zwykły amatorski ‘projekt sypialniany’ i nie chcąc, by jego spontaniczne piosenki trafiły do szuflady, Keelan zaprosił dwóch weteranów sceny rocka progresywnego z Sydney, aby pomogli mu nadać ostatecznego kształtu skomponowanym przez niego utworom. Zatrudnił perkusistę Alexa O’Toole i producenta Alexa Wilsona, a współpraca tego tria, dzięki niespodziewanemu efektowi synergii, wyniosła skomponoany przez niego materiał na jeszcze wyższy poziom.

W efekcie powstała EP-ka z pięcioma utworami. Każdy z nich jest swoistym muzycznym katharsis, każda piosenka jest świadomą wyprawą na nowe muzyczne terytoria, każdy dźwięk napędzany jest czystymi emocjami. To muzyka płynąca z serca i duszy, ukształtowana przez intelekt i wyrafinowaną muzykalność. Każda piosenka to tajemnica, która ujawnia się w trakcie słuchania.

Utwór, od którego wszystko się zaczęło, “The City”, pokazuje w jakim emocjonalnym stanie był Keelan, kiedy ją komponował: “The City” to piosenka, która narodziła się w sylwestra 2015 roku. Mieszkałem w Sydney, walczyłem z depresją, nie byłem pewien, w jakim kierunku zmierzam i jak mogę ruszyć do przodu. Czułem się jak sparaliżowany, niezdolny do wyobrażenia sobie jak ma wyglądać moje życie, nie wiedząc jak zmienić to wszystko, co czułem. Byłem sam w sylwestrową noc, oglądałem fajerwerki przez okno i myślałem o rozpoczynającym się roku. Usiadłem w kuchni z gitarą i zacząłem spontanicznie grać. Dźwięki i melodie same płynęły ze strun gitary, a wszystkie teksty zdawały się wylewać z mojej duszy. “The City” to piosenka, która mówi o nowym początku, o tęsknocie za możliwością odrodzenia się z czystą kartą, wolną od przeszłości i wszelkich bolesnych wspomnień”…

EP-ka rozpoczyna się majestatycznym utworem “Homeward Bound”. W tekście i melodii pojawiają się tematy, które później powacają w pozostałych utworach, ale jest też tutaj wiele zwrotów akcji i niespodzianek. To w sumie dość dynamiczny kawałek (mocne perkusyjne pociągnięcia Alexa O’Toole’a), który nieco odstaje od reszty. Bo smutek, rozpacz i lament w kolejnych utworach “The City” oraz “These Days” brzmią niczym jakaś ponura pieśń żałobna, ale mimo wszystko gdzieś w tle czujemy, że smutkowi towarzyszy ciekawość tego co może jeszcze przynieść przyszłość.

“Ocean Blues” jest także wyciszonym utworem, z którego przebija złość oraz płynąca z serca i duszy, narastająca aż do swojego podniesłego finału, rozpacz. Zaś zamykająca tę krótką płytę piosenka “For You” to najbardziej cicha, akustyczna, wręcz minimalistyczna, ballada (słyszymy w niej tylko głos, gitarę akustyczną i orkiestrowy aranż w tle). To rzecz utrzymana w minorowym nastroju, lecz z pewną nutką optymizmu przynoszącego nadzieję niczym migocące światełko na końcu ciemnego tunelu. Klimat wszystkich tych utworów jest mnie więcej taki, jaki pamiętamy ze spokojnych i uduchowionych utworów Antimatter czy Oceansize…

Kiedy Keelen pisał swoje piosenki, zamykał za sobą pewien rozdział życia. Równocześnie rozpoczął nowy etap. Z bólu, lęku i niepewności narodziły się urocze piosenki. Teraz, po wydaniu swojej EP-ki, Keelan pewnym krokiem ruszył do przodu. Myślę, że jego projekt Silent Eyes to rzecz niezwykle ważna dla jego artystycznej biografii. To, co zaczęło się dla niego jako coś głęboko osobistego, urosło i przybrało kształt, o jakim na początku w ogóle nie marzył. To EP-ka pełna niespodziewanie pieknej, majestatycznie brzmiącej i melancholinej muzyki. Dająca mnóstwo wzruszeń przy słuchaniu.

Ile piękna może być w smutku…? O tym trzeba już samemu się przekonać i w skupienu posłuchać tego materiału. Ciekaw jestem czy te 22 minuty muzyki przerodzą się w przyszłości w większy, pełnowymiarowy album i czy Keelan będzie chciał przenieść tą swoją tak bardzo nacechowaną osobistymi wątkami twórczość na arenę koncertową?...

MLWZ album na 15-lecie