D Project, The - The Sagarmatha Dilemma

Artur Chachlowski,

ImageDo niedawna Stephane Desbiens nagrywał swoje płyty pod szyldem „The D Project”. Tak właśnie firmowane było poprzednie dzieło tego kanadyjskiego artysty zatytułowane „Shimmering Lights”. Ale wydaje mi się, że nasz bohater powinien być bardziej znany prog rockowej publiczności ze swojej działalności w takich zespołach jak Red Sand (album „Mirrors Of Insanity”, 2004), Qwaarn („The Word Of Qwaarn”, 2005), czy Sense, którego ubiegłoroczną płytę pt. „Going Home” recenzowaliśmy niedawno na łamach MLWZ.

Ten popularny „zespołokrążca” koncentruje się ostatnio na solowych przedsięwzięciach, zapraszając do realizacji swoich pomysłów uznane gwiazdy progresywnego rocka. Na wspomnianej już przeze mnie płycie „Shimmering Lights” wystąpili m.in. Tomas Bodin (The Flower Kings), Martin Orford (wtedy jeszcze w IQ) i Fred Schendel (Glass Hammer). Nowe dzieło Desbiensa, które śmiało można nazwać kontynuatorem jego dotychczasowych stylistycznych poszukiwań, też zostało nagrane przy współudziale prawdziwych megagwiazd art rocka. W tytułowej kompozycji gościnnie zaśpiewał Stuart Nicholson (Galahad), a gitarowym solem upiększył ją Brett Kull (Echolyn). Ponadto w instrumentalnym nagraniu „Radio Sherpa”, które jako jedyne w tym zestawie wyłamuje się z czysto prog rockowej stylistyki, ocierając się o granice fusion i free jazzu, na klawiszach szaleje sam Derek Sherinian (ex-Dream Theater, Planet X). Gdyby tego było mało, na albumie „The Sagarmatha Dilemma” udziela się również gitarzysta amerykańskiej formacji Singularity, John Green. Jednakże zasadniczą grupę muzyków, którzy wspomagają Stephane’a na tym albumie stanowią Mathieu Gosselin (bg, Chapman stick), jego brat Jean Gosselin (dr) oraz współautor sporej części materiału i producent Francis Foy. Sam Desbiens śpiewa wszystkie (prawie, oprócz dwóch refrenów w wykonaniu Nicholsona w kompozycji tytułowej. Tu mała dygresja: pomimo udziału wokalisty Galahadu nagranie to wcale nie jest najbardziej intrygującym fragmentem niniejszego krążka. Na takie miano zasługuje niewątpliwie najdłuższe, dwunastominutowe nagranie „The Red Mountain” oraz kończący płytę utwór pt. „I’m Coming Down (I Shall Go Back)”. Palce lizać!) główne ścieżki wokalne oraz gra na gitarach i szerokiej palecie instrumentów klawiszowych, w skład której wchodzą melotrony, moogi i hammondy. Mało tego, Desbiens zatrudnił jeszcze mini sekcję smyczkową w osobach Sandry Poulin i Francisa Delisle, którzy obsługują wiolonczele, altówki i skrzypce (polecam szczególnie efektowną partię smyków w końcowej części otwierającego płytę utworu „Closer To My Soul / Closer To Heaven”).

Gdy mamy już pełen obraz instrumentalistów biorących udział w tym muzycznym przedsięwzięciu sygnowanym jako „D”, wypadałoby odpowiedzieć sobie na pytanie: co wyszło z tak pieczołowicie przygotowywanego albumu? Mogę właściwie powtórzyć same superlatywy, w których to rozpisywałem się przy okazji recenzowania poprzedniego solowego krążka Desbiensa „Shimmering Lights”. Moim zdaniem warto tej płycie poświęcić sporo czasu i uwagi. Jest na niej czego słuchać. Są dźwięki, które cieszą uszy i tematy, które potrafią zachwycić.

Tytułowa Sagarmatha jest parkiem krajobrazowym położonym w Nepalu, a zarazem światową bazą wypraw w górne rejony Himalajów. A dylemat? To zapewne odwieczne pytanie iść, czy nie iść? Zdobywać szczyty, czy zostać w dolinie? Ryzykować życie, czy podświadomie rezygnować z realizacji młodzieńczych marzeń? Nowe dzieło Desbiensa jest poetycką opowieścią o zdobywaniu himalajskich szczytów i o pokonywaniu barier stojących przed człowiekiem. A z muzycznego punktu widzenia jest kontynuacją rozwiązań, do których Stephane Desbiens zdążył już przyzwyczaić swoją wierną publiczność na poprzednich płytach ze swoim udziałem.

Na „The Sagarmatha Dilemma” mamy do czynienia z dojrzałymi, świetnie skonstruowanymi kompozycjami z kręgu progresywnego rocka. Właściwie album ten w żadnym calu nie powinien zawieść nawet najbardziej wymagającego słuchacza, a jakość muzyki wypełniającej to wydawnictwo znacznie przewyższa statystyczną średnią współczesnych produkcji spod znaku prog rocka. Jedyną wadą jest fakt, że misternie budowane finałowe punkty kulminacyjne niektórych kompozycji trwają zbyt krótko i, jak na przykład w „The Red Mountain” czy nagraniu tytułowym, dochodzi do zbyt szybkiego wyciszenia finałów. Aż prosiłoby się o pociągnięcie kilkunastu taktów muzyki dłużej, a tak... pozostaje uczucie pewnego niedosytu.

Mamy więc na płycie „The Samargatha Dilemma” dobre kompozycje, doskonałe aranżacje, Stephane nieźle śpiewa, wspaniale grają wszyscy instrumentaliści. Stephane tworzy ciekawe klimaty, raz po raz atakując pompatycznymi partiami gitary, którymi przerywa liryczne nastroje kreowane przez magicznie brzmiące klawiszowe podkłady. Raz jego gitara łka niczym instrument Andy Latimera, raz rozpływa się w powietrzu niczym delikatne solówki Davida Gilmoura, a raz atakuje swoim jazz rockowym pazurem niczym Alan Holdsworth. I wszystko to potrafi się dziać w obrębie jednej kompozycji. Proszę tylko posłuchać utworu „Closer To My Soul / Closer To Heaven”. To doskonały przykład istoty niepowtarzalnego stylu tego kanadyjskiego muzyka. W ogóle na całej płycie słychać sporą różnorodność w wykorzystaniu gitar. Stephane raz zachwyca nas partiami granymi na gitarze elektrycznej, raz intryguje partiami akustycznymi wykonywanymi na nylonowych strunach, raz patiami flamenco, a raz gitarą klasyczną. Często stosowany jest też zabieg łamania nastroju poszczególnych kompozycjami przy pomocy smyków. Daje to niesamowicie fajny efekt. W dodatku mnóstwo jest na tej płycie naprawdę niezłych melodii. Desbiens to artysta, który ma dar do pisania szybko zapadających w pamięć tematów. Ma talent, z którego na swojej nowej płycie potrafi robić właściwy użytek. Cały album jest bardzo równy, a na wyróżnienie zasługują bez wyjątku wszystkie wypełniające go kompozycje. Nie ma wśród nich jakiegokolwiek słabszego numeru, nie ma czasu na nudę, nie ma miejsca na dłużyzny.

Świetnie słucha się tego krążka, a główna w tym zasługa samego autora płyty. Choć Stephane otoczył się gronem wspaniałych artystów, to ich wkład w końcowy sukces tego wydawnictwa nazwałbym raczej symbolicznym. Ich udział niewątpliwie nobilituje tę płytę i z pewnością przyczyni się do tego, że album „The Sagarmatha Dilemma” nie przemknie niezauważony. Ale gdy już zaintrygowany imponującym zestawem znamienitych gości, ktoś sięgnie po ten krążek, szybciutko przekona się jak dobra i zdecydowanie wyróżniająca się swym poziomem na tle innych prog rockowych wydawnictw, to płyta.

www.ozetaproductions.com

MLWZ album na 15-lecie